Przy okazji naszej ostatniej wizyty w Teatrze Nowym zauważyliśmy, że w miejscu dawnej Cafe Zapadnia powstała nowa restauracja - Kuchnia Chrisa. Niestety przed spektaklem panował spory ruch i nie było możliwości, abyśmy zdążyli skosztować cokolwiek. Postanowiliśmy zatem wrócić przy najbliższej okazji. Skusiła nas atrakcyjna oferta lunchowa, która wpadła nam w ręce w postaci ulotki - od wtorku do piątku - do godz. 17:00 - zupa oraz drugie danie w cenie 17 zł - codziennie inne menu.
PS Opis drugiej wizyty znajdziecie tutaj.
PS Opis drugiej wizyty znajdziecie tutaj.
ONA:
Kiedy zobaczyłam menu zestawów lunchowych na ten tydzień w restauracji Kuchnia Chrisa, wiedziałam, że muszę spróbować zupy rybnej z szafranem i pomidorami, która razem ze szpinakową lasagne miała być dostępna w piątek. Podejrzewałam, że musi być dobra. Oczami wyobraźni widziałam coś pomiędzy francuską bouillabaise, a tymi wszystkimi pysznymi zupami pomidorowo - rybnymi, które przyszło mi wypróbować w Portugali. Od samego rana towarzyszyło mi to dobrze znane podniecenie pojawiające się przed wizytą w nowej restauracji i wypróbowaniem czegoś, na co czekam już od kilku dni.
Możecie sobie zatem wyobrazić moje rozgoryczenie, kiedy to dowiedziałam się od Pani kelnerki, że zestawy lunchowe w dniu dzisiejszym się skończyły. Choć sympatyczna kelnerka była akurat najbliżej, żeby wyładować na niej swoją frustrację, postanowiłam przyjąć sprawę ze stoickim spokojem, w końcu to nie jej wina. Ostatecznie zdecydowałam się na: zupę krem z papryki i pomarańczy z ziołowymi grzankami, bukiet sałat z pieczonym kozim serem i marmoladą z płatków fiołków oraz ciastko czekoladowe z serem pleśniowym. Zupa była smaczna, choć jak dla mnie zbyt mało wyrazista i delikatna. Z pewnością też, nie przygotowała mnie na to co miałam przeżyć za chwilę. Kompozycja kilku sałat, melonów, gruszek, pomidorów koktajlowych, sera pleśniowego i wreszcie podgrzanego na kawałku pieczywa koziego sera z marmoladą z fiołków, w towarzystwie chleba z dodatkiem lawendy i ziołowego masła, po prostu mnie uwiodła. Wyrazisty smak koziego sera w połączeniu z delikatną fiołkową słodyczą okazał się dla mnie strzałem w dziesiątkę. I choć przyznaję, że jestem zwolenniczką dań wytrawnych, a słodkie smaki rezerwuję dla deserów, to muszę przyznać, że była to jedna z najlepszych sałatek z kozim serem jakie jadłam w swoim życiu. Teoretycznie podobne połączenie słodyczy z serem zaserwowano mi na deser. Chcąc uspokoić tych, którzy mogą uznać połączenie ciasta czekoladowego z serem pleśniowym za zbyt kontrowersyjne, spieszę dodać, iż jego smak powinien przypaść do gustu każdemu czekoladożercy. Nuta gorzkiej czekolady dominuje w tym deserze, a sam pleśniowy ser dodaje tylko nieznacznej pikanterii. Dopełnieniem tych dwóch smaków są kwaskowo-słodkie maliny. Być może deser smakował mi tak bardzo dlatego, że należę do zagorzałych fanów czekolady z solą morską. Nie rozczaruje się także ten, kto jako dziecko w czasie świąt, czy innych gargantuicznych uczt dokonywał własnych eksperymentów z jedzeniem słonych paluszków i czekolady jednocześnie! Dodam jeszcze, że serwowane porcje są niewielkie. Nie przeszkadza to jednak tym, którzy tak jak ja lubią zjeść dwudaniowy obiad z deserem. Tego entuzjazmu nie podziela jednak mój portfel.
Na koniec dodam jeszcze kilka słów o obsłudze i wystroju, choć w obliczu wyjątkowego jedzenia, akurat te elementy miały dla mnie wczoraj znaczenie drugorzędne. Układ restauracji będzie dobrze znany wszystkim tym, którzy bywali tu wcześniej w cafe Zapadnia. Z pomieszczenia z okrągłym barem wyjść można do pozostałych, pełnych zakamarków sal. Te zakamarki, utrudniają zapewne pracę obsłudze, która może nie zauważyć nowo przybyłych gości. Trzeba wówczas przypomnieć o swoim istnieniu, udając się do baru. Samo wnętrze jest schludne i estetyczne. Do niczego nie można się przyczepić, ale też nie ma się nad czym specjalnie zachwycać. Przyznam, że z pewnością jeszcze tu wrócę. Tym bardziej, że menu ustalane jest z góry na miesiąc i pewnie warto śledzić wszelkie nowości (choć z równie wielka przyjemnością zjadłabym ponownie to co było mi dane spróbować wczoraj). Chciałabym także przekonać się, czy oferta lunchowa nie odbiega poziomem od dań serwowanych w ogólnym menu. Zgodnie z tym, czego dowiedzieliśmy się od obsługi, sytuacja z brakiem zestawów lunchowych była wyjątkowa. Zatem, do następnego razu!
Jedzenie: 5+
Obsługa: 4
Obsługa: 4
Wystrój: 4
Jakość do ceny: 5+
ON:
Wyremontowana piwnica Teatru Nowego prezentuje się całkiem nieźle. Zauważyłem tylko dwa problemy. Pierwszy, to tłok gości oraz zwykłych przechodniów w porze spektakli teatralnych (toaleta restauracji, jest toaletą teatru, przy czym restauracja ma dwa wejścia i jest przechodnia). Drugi z kolei problem, to taka konstrukcja lokalu, że obsługa czasem nie zauważa przybycia nowych gości, co kłopotliwie trzeba samemu sygnalizować przy barze. Przejdźmy jednak do jedzenia. W związku z faktem, że jak nam zakomunikowano, po raz pierwszy zabrakło oferty lunchowej (skończyła się już o 14:00 z powodu mnogości chętnych), zdecydowaliśmy się zamówić z menu, które zgodnie z koncepcją właściciela - Chrisa Pedersena, zmienia się co miesiąc i zawiera nie więcej niż 20 dań. Zdecydowałem się na zupę z limonek z imbirowym musem z kurczaka, polędwiczki wieprzowe w boczku z sosem lawendowym i grillowaną polentą, a także na pół ciastka czekoladowego z serem pleśniowym. Wszystkie dania - zarówno zupa, mięso, jak i deser - były nowatorsko przyrządzone, bardzo ciekawe i wręcz rewelacyjne w smaku. Jeden jedyny zarzut mógłbym sformułować odnośnie wielkości porcji (szczególnie przepysznej zupy). Rozumiem jednak, że tak dobra kuchnia, za w miarę rozsądne pieniądze, wymagała kompromisu. Jeżeli zatem ktoś mnie kiedyś zapyta, gdzie można dobrze zjeść w Poznaniu, to śmiało odpowiem, że u Chrisa.
Jedzenie: 5+
Obsługa: 4-
Obsługa: 4-
Wystrój: 4
Jakość do ceny: 5
KOSZTORYS:
Krem z papryki i pomarańczy, z ziołowymi grzankami - 12 zł.
Zupa z limonek z imbirowym musem z kurczaka - 12 zł.
Bukiet sałat z pieczonym kozim serem i marmoladą z płatków fiołków - 25 zł.
Polędwiczki wieprzowe w boczku z sosem lawendowym i grillowaną polentą - 29 zł.
Ciastko czekoladowe z serem pleśniowym - 16 zł.
Tyskie 0,5 x 2 – 14 zł.
Suma: 108 zł.
ŚREDNIA NASZYCH OCEN: 4.66
ADRES: Poznań, ul. Dąbrowskiego 5
INTERNET: www.kuchnia-chrisa.pl































