poniedziałek, 4 października 2010

BROVARIA / ocena 4.22

W połowie kwietnia zapytaliśmy Was - którą z restauracji na Starym Rynku powinniśmy odwiedzić przy najbliższej okazji? W ankiecie wzięło udział 252 Czytelników, a miejsca na podium zajęły: Brovaria (24%), Le Palais du Jardin (21%) oraz Bamberka (19%). Dalej znalazły się kolejno: Gospoda Pod Koziołkami (10%), Fever (4%), Lizard King (4%), Ratuszova (4%), Room 55 (2%), Bee Jay's (2%), Sami Swoi (2%) oraz Club 65 (1%). I choć trochę nam wstyd, że zrealizowaliśmy zadanie po 6 miesiącach, to i tak serdecznie zapraszamy do lektury naszych spostrzeżeń odnośnie zwycięskiej restauracji.


ONA:
Sama byłam ciekawa wyjścia do Brovarii dlatego, że kiedyś (w początkach swojej działalności) w moim subiektywny rankingu poznańskich lokali zajmowała wysoką lokatę. Nie wiem czy to dlatego, że jako jedna z niewielu wówczas serwowała smaczną, nowoczesną kuchnię fusion, czy dlatego, że początki jej działalności zbiegały się w czasie z początkiem moich studiów, a jak dla większości, tak i dla mnie (odnosi się to pewnie do tych kilku lat wstecz, gdyż dzisiejsi studenci wydają się być dużo bardziej przedsiębiorczy) był to czas, kiedy wydatki na jedzenie obcinało się do minimum i o ile człowiek nie stołował się w domu, to co najwyżej w barze mlecznym lub w Green Wayu. Na tym tle nieliczne wyjścia do Brovarii zapisały się w mojej pamięci dość rajsko. Ten sam lokal wybrałam na miejsce mojego obiadu absolutoryjnego i właśnie wtedy zaczął on stopniowo tracić w moich oczach. Później byłam tam jeszcze dwa razy i za każdym razem jedzenie mnie rozczarowywało. Od tamtej pory minęły pewnie dwa lata, a ja słyszałam, że Brovaria poddała się kilku zmianom, które podobno wyszły jej na dobre.

Pod względem wizualnym nic się nie zmieniło. Lokal składa się z kilku sal, dzięki,którym możemy tu wpadać zarówno na formalny obiad (wąska sala po prawej z białymi obrusami), szybką rozmowę przy piwie (sala z barem po lewej), randkę w zacisznej sali w piwnicy lub biesiadę z dużą grupą znajomych (główna sala z barem i kadziami browarnymi). Wnętrze jest przestronne i nowoczesne, zgrabnie łączy elementy industrialne z klasyczną elegancją. Generalnie jest dobrze, chociaż muszę powiedzieć, że nie robi to już takiego wrażenia jak kiedyś. W tym wszystkim przeszkadzała mi jedynie głośna, utrudniająca rozmowę muzyka (The Cure i U2). Oczywiście mogłam była wybrać bardziej zaciszną salę z obrusami, a nie głośną salę główną, więc poniekąd sama jestem sobie winna. Z miejsca również chciałabym dać ogromnego plusa za obsługę. Obsługujący nas Pan Tomasz spisał się doskonale. Był bardzo uprzejmy, świetnie zorientowany w karcie dań i win, służył rzeczową radą i wprowadzał element elegancji do tej nieformalnej przestrzeni (początkowo byłam lekko zdezorientowana faktem, że w pubowej atmosferze jestem traktowana po królewsku, ale koniec końców podobało mi się to).

Z menu wybrałam trójkolorowy krem z cukinii i lasagne ze szpinakiem, łososiem, parmezanem i sosem pomidorowym - bazyliowym. Trzech kolorów wprawdzie w zupie nie zauważyłam (no chyba, że trzecim kolorem miał być kolor grzanek), co nie zmienia faktu, że zupa została bardzo ładnie podana. Na jasnym beżowym kremie, stworzono ciemno zielone dekoracje (wzorem tych pisanych wykałaczką na powierzchni cappuccino). Sama zupa była bardzo delikatna i przypominała w smaku krem ze szparagów. Było poprawnie i nic ponad to. Co więcej, miejscami dostrzegałam niewielkie grudki charakterystyczne dla zwarzonej śmietany, ale może to już czepialstwo lub złudzenie. Dalej przyszła kolej na lasagne, którą zamówiłam z nieodpartej potrzeby zjedzenia szpinaku (brałam też pod uwagę szpinak z serem pleśniowym zapiekany na cieście filo z sosem pieczarkowym i warzywami). I znów, danie zostało bardzo ładnie podane, obficie polane sosem pomidorowym, udekorowane śmietaną oraz listkami bazylii, ale smakowo nie zachwycało. Zjadłam, ale drugi raz wybrałabym coś innego. Na koniec zamówiliśmy jeszcze sernik z sosem malinowym. Cóż, wypadł najgorzej z zamówionych dań. Po wszystkim miałam wrażenie, że serwowanym potrawom brakowało wyrazistości i świeżości. Wszystko wydawało się trochę wymęczone i odgrzewane po długim czasie od przygotowania. Towarzysząca nam osoba była wprawdzie zadowolona ze swojego dania głównego (faszerowana pierś z kurczaka), ale zauważyła, że jej grillowane pieczarki, okres świetności miały za sobą kilka dni temu. Do obiadu zamówiłam piwo pszeniczne, które generalnie bardzo lubię, ale odmianie z Brovarii raczej nie stawiałabym ołtarzy.

Słowem zakończenia, wystrój mnie nie zaskoczył, w przeciwieństwie do świetnej obsługi, a jedzenie, no cóż, od mojej ostatniej wizyty niewiele się poprawiło. Może kiedyś restauracji dam jeszcze jedną szansę, ale póki co wizyty w Brovarii zarezerwuję raczej na wyjścia na piwo i przekąski.

Jedzenie: 3+
Obsługa: 5+
Wystrój: 4
Jakość do ceny: 4-


ON:
W Brovarii na jedzeniu byłem dotąd dwukrotnie. Było to odpowiednio rok temu oraz dwa lata wcześniej. Oba wyjścia wypadły kulinarnie poniżej oczekiwań, aczkolwiek kilka odbytych w międzyczasie spotkań przy piwie było bez zarzutu. Pół roku temu trafiłem jednak na człowieka, który pracował w Brovarii jakiś czas i opowiedział mi historię, że smacznie tam było tylko „do czwartego szefa kuchni”. Później przeprowadzono ponoć eksperyment z szefem ze Śląska i wypracowany dorobek zaczął się sypać. Optymizmem zawiało dopiero pod koniec tej historii, bowiem ostatecznie przerwano eksperyment i zatrudniono osobę kompetentną, z wizją, która ma przywrócić dawną świetność. Nie rozstrzygam, czy wszystkie fakty się zgadzają, ale chronologicznie i smakowo zgadzało się, że miałem wątpliwe szczęście trafić do Brovarii, gdy znalazła się w kulinarnym dołku. Tym bardziej byłem ciekaw, jak jest teraz i czy udało się w końcu wyprowadzić kulinaria na prostą?

W Brovarii są trzy poziomy i aż cztery oddzielne przestrzenie, które urządzono w różnych stylach. Na lewo od wejścia mamy nowoczesny bar, a po prawej stronie elegancką salkę z białymi obrusami. Dalej prosto mamy kamienne schody, które prowadzą do przestronnej sali z telebimem oraz kadziami piwnymi, które wykorzystuje się w tutejszym mini browarze. Pod schodami jest z kolei wejście do ceglanej piwnicy, na którą składa się kilka klimatycznych zakątków. Jest zatem w czym wybierać i każdy powinien znaleźć tutaj coś dla siebie. My jakby z przyzwyczajenia, a może po prostu kierując się stadnym instynktem, zasiedliśmy na górze. Ledwo zajęliśmy miejsca, a już zjawił się uprzejmy Pan kelner, który zastawił nasz stół, a także zaoferował swoje doradztwo w kwestii całej karty menu. Obsługa zresztą już do końca była na piątkę - bardzo dobrze zorientowana, sprawna, niezwykle uprzejma, ale jednocześnie nienachalna. Ktoś może powie, że to nieistotny drobiazg, ale jakoś ujęło mnie, że w części pubowej, kelner życzy nie "smacznego", a "miłych doznań smakowych". To zresztą tylko jeden z przykładów, które potwierdza, że są jeszcze osoby w tym fachu, którym się chce i które czerpią frajdę ze swojej pracy. Bynajmniej w tym względzie Brovaria nie jest w Poznaniu osamotniona, ale wierzcie mi, że na kilkadziesiąt odwiedzonych restauracji, z takim profesjonalizmem obsługi spotkałem się zaledwie w kilku.

Z karty zamówiłem krem imbirowy oraz polędwiczki wieprzowe zapiekane w boczku, a do tego piwo miodowe. Wespół z Anią domówiliśmy także sernik z konfiturą malinową. Krem imbirowy był bardzo dobry, a pływające w nim kawałki mango oraz paseczki kurczaka stanowiły ciekawy kontrast i jeszcze bardziej podkreślały jego niby słodki, a jednak trochę pikantny i rozgrzewający smak. Wielki plus za tę zupę, bowiem od mistrzostwa dzielił ją tylko nieciekawy wygląd oraz kilka stopni Celsjusza (wówczas dopiero fajnie by rozgrzewała). Przejdźmy jednak do czterech polędwiczek wieprzowych, które zostały owinięte w plastry boczku, nabite na patyk niczym szaszłyk i zapieczone. Efekt był jak najbardziej w moim guście. Z zewnątrz chrupiący boczek, wewnątrz bardzo delikatna, różowa polędwica, a wszystko to w świetnym i esencjonalnym sosie z rozmarynem. Egzamin zdały również grillowane warzywa (do wyboru były też gotowane) - cebula, pieczarka, papryka, cukinia, a także bakłażan, który nie był ani gorzki, ani niedopieczony (co się często w restauracji zdarza). Znacznie gorzej wypadły pieczone ziemniaki z suszonymi pomidorami (do wyboru był także rozmaryn oraz pieczarki). Suszone pomidory to co prawda strzał w dziesiątkę, jednak same ziemniaki zamiast przypieczone i chrupiące, były rozmiękczone i prawie na pewno przygotowane dużo wcześniej, a następnie odgrzane w mikrofali. Niestety i deser nie spełnił moich nadziei na świetny finisz, bowiem choć konfitura malinowa była przyjemna w smaku, to sam sernik był puszysty tylko z nazwy (w rzeczywistości był suchy i nijaki). Ostatecznie przyznaję 5 za krem imbirowy, 4 za drugie danie (w tym dobry z plusem za polędwiczki, dobry za warzywa i trzy mniej za ziemniaki), 3- za sernik oraz 4+ za piwo.

O samym piwie za dużo napisać nie mogę, gdyż daleko mi do znawcy. Przyznaję, że wytwory tutejszego mini browaru przypadają mi bardziej do gustu niż butelkowana przemysłówka, niemniej daleko im do degustowanych przeze mnie niedawno rarytasów z Bambergu. Cóż, tradycja robi swoje. Brovaria istnieje od 6 lat, a Klosterbräu od 477 ;) Abstrahując jednak od historii, było to najlepsze z dotychczasowych wyjść do Brovarii oraz całkiem niezły prognostyk na przyszłość. Porządna restauracja i dobry mini browar pod jednym dachem wystarczy, abym był na tak i uzasadniał obecność tego miejsca na mapie Poznania :)

Jedzenie: 4
Obsługa: 5
Wystrój: 4
Jakość do ceny: 4


KOSZTORYS DLA 3 OSÓB:
Trójkolorowy krem z cukinii - 12 zł.
Krem imbirowy z kurczakiem i kawałkami mango - 12 zł.
Lazania zapiekana z łososiem i szpinakiem w sosie pomidorowo-bazyliowym przyprószona parmezanem - 24 zł.
Polędwiczki wieprzowe zapiekane w boczku z pieczonymi ziemniakami i warzywami - 35 zł.
Sakiewka z piersi kurczaka faszerowana pieczarkami w delikatnym sosie serowym z pieczonymi ziemniakami i warzywami - 30 zł.
Puszysty sernik podany z konfiturą malinową - 14 zł.
Brovaria Specjalne 0,5 - 9 zł.
Brovaria Miodowe 0,5 - 9 zł.
Santa Carolina Chardonnay 0,187 - 19 zł.
Suma: 164 zł.

KOSZTORYS DLA 2 OSÓB:
Trójkolorowy krem z cukinii - 12 zł.
Krem imbirowy z kurczakiem i kawałkami mango - 12 zł.
Lazania zapiekana z łososiem i szpinakiem w sosie pomidorowo-bazyliowym przyprószona parmezanem - 24 zł.
Polędwiczki wieprzowe zapiekane w boczku z pieczonymi ziemniakami i warzywami - 35 zł.
Puszysty sernik podany z konfiturą malinową - 14 zł.
Brovaria Specjalne 0,5 - 9 zł.
Brovaria Miodowe 0,5 - 9 zł.
Suma: 115 zł.

ŚREDNIA NASZYCH OCEN: 4.22

ADRES: Poznań, Stary Rynek 73,74
INTERNET: www.brovaria.pl

Bookmark and Share

15 komentarzy:

Ania pisze...

A dla mnie ich piwo jest słabiutkie. Są atrakcją jako jedyny mini browar w Poznaniu ale ta popularność chyba nie najlepiej wpływa na proces produkcji. Zwłaszcza moje ukochane pszeniczne u nich wypada blado.

Misza pisze...

Piwo fajne, wystrój i jakiś swoisty klimat też. Obsługa w sali restauracyjnej jak rzadko gdzie w Poznaniu umie zachować się przy gościach wielojęzycznych, nie wchodzić w pół zdania itp. itd. - w pełni profesjonalne przygotowanie.

Natomiast kuchnia nie daje rady kompletnie. Podczas ostatniej kolacji z gośćmi na przystawkę czekaliśmy prawie 1,5 godziny, główne danie podano godzinę później. To jest absolutnie niedopuszczalne - a i dodam, że to nie pierwszy i nie ostatni raz, kiedy narzekaliśmy na czas przygotowywania posiłków. Upadek Domu Vikingów bardzo Brovarii pomógł pod względem przejęcia większości ich międzynarodowej klienteli biznesowej, ale niestety nie poszła za tym wydajność kuchni. Tu WIELKI minus, no i niestety konieczność szukania innego lokalu na wyjścia biznesowe.

Monica pisze...

Wybraliśmy się do Brovarii z przyjaciółmi. Jedna z osób zamówiła sałatkę, do której podano jej dwie mini bułeczki. Urocze. Tyle że bułeczki okazały się być ubrudzone od spodu buraczkami... Których nie było w sałatce znajomej. Bułeczki wróciły do kuchni. I nie jest wykluczone, ze nastepnie zostały podane kolejnemu gosciowi restauracji.

I przy okazji mała uwaga ortograficzna - śmietana warzy (w sensie: ścina) się przez "rz" - przez "ż" potrzebowalaby wagi.

Pozdrawiam.

Anonimowy pisze...

Muszę przyznać, że jeszcze jakiś niedługi czas temu, broniłbym Brovarii rękami, nogami przed wszelkimi atakami, ale dziś muszę się podpisać pod recenzjami krytycznymi... Wielka szkoda... Kiedyś zabrałem tam gościa, cieszyłem się jak widziałem jaki jest zadowolony, z jakim uznaniem przeżuwa mięciutką wołowinkę, i myślałem sobie, "Jest miejsce, gdzie można zabrać kogoś i nie bać się, że będzie rozczarowanie (nie to co w Lombardii, ojczyźnie gościa, gdzie dobra kuchnia, jak oceniłem, jest kwestią losu)..." To ostatnie (rozczarowanie) nadeszło jednak szybciej, niż się mogłem spodziewać... Szczegóły? Hmm, zupa ledwie ciepła (jak dla mnie wyznacznik jakości: knajpy z letnią zupy nie powinny istnieć, powinna przyjść inspekcja i zamknąć takie miejsca!) Potem było dużo lepiej, ale golonka jakby czekała na mnie stanowczo zbyt długo... Ogólnie, i tak będę tam wracać... ale zupy na wielkim zimnym talerzu na pewno już nie wezmę! Co to za pomysł w ogóle takie talerze używać! Taka tylko uwaga, od miłośnika zup :)

Anik pisze...

Suma sumarum wyszła wam dosyć wysoka ocena..Brovaria na początku swojego istnienia miała przepyszne jedzenie, obsługę na wysokim poziomie. Było to miejsce, którym ze spokojem można się pochwalić tzw. obcokrajowcom. Niestety, coś niedobrego się stało i myślę ,że teraz warto tam pójść dla pięknego wnętrza i świetnie działającej wentylacji- na drinka lub piwo -nic więcej.

Zjeść Poznań pisze...

Ania, w kwestii piwa pszenicznego wypowiedziałam się dość pokrętnie (co zostało już przeze mnie poprawione). Piwo pszeniczne samo w sobie uwielbiam, ale to z Brovarii nie zajmuje u mnie specjalnie wysokiej lokaty. Choć przyznaję, że magia mini browaru niezmiennie na mnie działa:)

Misza, w trakcie naszego wyjścia i my zauważyliśmy wielu zagranicznych gości. A co do czasu oczekiwania na posiłek, to w naszym przypadku był on bardzo krótki.

Monica, sprawa z bułeczkami jest skandaliczna. Chcielibyśmy wierzyć, że to jednostkowy incydent...

Anonimowy, nasze zupy też nie należały do najcieplejszych.

Anik, ocena dość wysoka, bo jedzenie jest tylko jedną z jej części składowych. Zresztą i na samą ocenę dań, oprócz smaku, składa się również kilka innych elementów jak np. sposób podania, czy nawet sam pomysł.

Dziękujemy wszystkim za komentarze, uwagi i pozdrawiamy serdecznie!

Ewelina U. pisze...

Podzielam Wasze wrażenia- Brovaria niestety do najsmaczniejszych restauacji nie należy.. Ilekroć tam jadłam zawsze byłam rozczarowana..
Przeprowadziłam się w sumie do Poznania całkiem niedawno i akurat zdążyłam się załapać na ostatnie podrygi restauracji Portofino na ul. Żydowkiej... Smak jedzonyc tam potraw moje podniebienie pamięta do dziś mimo że minęły już blisko dwa lata od jej zamknięcia... Czy wiecie może gdzie pracuje kucharz z tej restauracji?

Pozdrawiam
Ewelina

kot_kreskowy84 pisze...

A ja przyznam szczerze nie lubię Brovarii i jej klimatu. Kiedy byłam tam z odpowiednio ubrana grupą, albo z koleżanką z Niemiec to było ok, ale kiedy raz poszliśmy z grupą znajomych na luźne posiedzenie, obsługa wydawała się nas traktować trochę jak intruzów. To jest dobre miejsce na imprezy firmowe i spotkania biznesowe, ale nic poza tym.

Dominika N. Zurawska pisze...

a ja bardzo lubię to miodowe piwo z Brovarii. Podoba mi się też klimat tego miejsca.
To co napisała Monica mnie przeraża! :)
Kiedyś zamówiłam lody z owocami w jednej z restauracjo-kawiarni na Świętosławskiej... już nigdy tam nie zawitam... owoce z metalowej puszki przesiąknięte zapachem mięsa, podane do lodów... brrrr!
W pizzahut dostałam kiedyś lody z kawałkiem surowej cebuli! na szczęście lody wymienili ale zły smak pozostał (dosłownie i w przenośni) :) Od tej pory zamawiam lody tylko w kawiarniach :)

ribbeye pisze...

Jedziecie po tej Brovarii prawie w każdym komentarzu, to niby dlaczego się wieczorem stolika doprosić nie można? :D
Jest to mój ulubiony lokal, piwo wyjątkowe, jedzenie dobre, ceny uczciwe. Wpadki się wszystkim zdarzają. Czasami widać jak niektóre posty pisane są na siłę... byli pracownicy je piszą? :)
PS. Aniu... zatem smacznego Paulanera w butelce :D

Anonimowy pisze...

Niestety totalna beznadziej :).
Jedyny plus to miła obsługa i "wmiarę" smaczne jedzenie. Jeśli jednak wziąć pod uwagę czekanie prawie 2 godzin na nie, to ocena końcowa moze być tylko jedna: PONIŻEJ KRYTYKI. Skąpstwo właścicieli i zarządzających widocznie nie zna granic. Jak się chce prowadzić taki lokal to trzeba mieć do niego odpowiednie zaplecze, szczególnie jak ma się z 3/4 sali zajętej przez zaplanowane imprezy. Żal tylko kelnera. Radzę mu zmienić pracę bo w normalnym lokalu za taki poziom obsługi przyjemnie zostawić napiwek :). I na koniec ostatnia uwaga. W lokalu jest głośno jak na imprezie.

Anonimowy pisze...

NIe zgadzam się z poprzednimi postami. Odkryłem Brovarie rok temu i uważam, że jest to lokal, który naprawdę prezentuje wysoki poziom. Sądząc po ilości Gości, którzy tam przychodzą, chyba nie jestem odosobniony w swej ocenie.

Anonimowy pisze...

Widzę, że dużo osób ma podobne doświadczenia jak ja :).
Kilka lat temu jedzenie było tam przepyszne, absolutnie warte swojej ceny, ale od kiedy zmienił się szef kuchni to strasznie kuleje jedzonko. A szkoda bo obsługa na najwyższym poziomie no i piękny wystrój. Mówcie co chcecie, ale mi ich piwo smakuje, chociaż 10zł to już chyba delikatna przesada, jak na cenę piwa w pubie na dole.

Anonimowy pisze...

To chyba chodzisz do innej Brovarii niż ja :-) Jestem jej stałym bywalcem i fanem ich piwa, więc nie wiem skąd Ci się wzieła cena 10 zł.... w karcie jest za 9 zł.

Anonimowy pisze...

Miałem okazję w Brovari kosztować jedzenia oraz trunków (piwo) przez 3 dni z rzędu i choć nie mam porównania z innymi lokalami w Poznaniu to na pewno z miłą chęcią tam wrócę. Jedzenie świetne, elegancko podane, a piwo... jeśli ktoś ma coś do zarzucenia to niech kupi sobie w markecie i wypije przed tv. Pozdrawiam!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...