piątek, 30 kwietnia 2010

ARTEMIS / KAPETANIS tawerna (po "Kuchennych rewolucjach") / ocena 3.81

Czasami do restauracji wybieramy się kilka razy, ponieważ szukamy najdogodniejszej okazji do swobodnego robienia zdjęć. Taka okazja pojawia się wtedy, kiedy w lokalu jest mało gości (rozumiemy, że nie każdy chciałby znaleźć się na zdjęciu zamieszczonym na blogu). Do tawerny Artemis/Kapetanis mieliśmy chyba najwięcej podejść, bowiem od czasu "Kuchennych rewolucji" gości tam nie brakuje. Relację z naszej wizyty możecie przeczytać poniżej, a jeżeli przegapiliście poznański odcinek programu, to powtórkę obejrzeć można na tvnplayer.pl.


ONA:
Wspominając wrażenia z naszej ostatniej wizyty w greckiej tawernie Artemis nie sposób pominąć osobę pewnej charyzmatycznej pani o anielskim obliczu. Sam lokal znaliśmy już wcześniej, jednak dopiero ona (wspomniana pani) zmobilizowała nas do skosztowania specjałów z Grecji rodem. Przywołuję tutaj oczywiście panią Magdę Gessler i Kuchenne Rewolucje, bo to właśnie tawerna Artemis jako pierwsza z poznańskich restauracji zdecydowała się na udział w programie.

Przyznam szczerze, że wizyty trochę się obawiałam. W sumie może mniej samej wizyty (choć i charakterny właściciel restauracji budził mój niepokój – kto widział program, ten wie ;)), a bardziej o to co miało nastąpić później – czyli opisanie wrażeń. Wydawało mi się, że to trochę jak wejście na minę – cokolwiek nie napiszę będzie źle. Jeśli skrytykuję, pomyślicie, że się wymądrzam, bo skoro osoba znająca się na rzeczy znacznie lepiej ode mnie zreformowała ten lokal, to znaczy, że czepiam się wyłącznie dla zasady. Jeśli natomiast zaczęłabym przesadnie wychwalać, moglibyście zarzucić mi brak własnego zdania i tanie pochlebstwa. No cóż, zacznijmy jednak od początku. Po przekroczeniu progu restauracji, bardzo szybko przywitała nas rozmowna, młoda osoba, która wyraziła zgodę na robienie zdjęć (w sumie dziwne byłoby gdyby się nie zgodziła, bo przecież zaledwie kilka tygodni wcześniej, do restauracji wpuszczono telewizję z całym entouragem). Odświeżone wnętrze sprawiało bardzo przyjemne wrażenie. Zestawienie zimnych kolorów bieli i błękitu w połączeniu z ogromnym lustrem wcale nie wiało chłodem. Było bardzo przytulne i przywoływało przyjemne skojarzenia z wakacjami na greckiej wyspie. Niesamowite jak proste, białe meble, zwykłe pasiaste serwetki i niebieskie szklane świeczniki mogą wytworzyć przyjemny klimat. Jedyne do czego mogłabym się przyczepić to podłoga i średnio pasujące lampy, ale przyznaję bez bicia, że będąc w Artemisie nie zwróciłam na to uwagi, te niewielkie defekty zauważyłam dopiero na zdjęciach, więc chyba się nie liczy. Z menu wybrałam kilka przystawek. Tak już mam, że w kuchni greckiej to one wydają mi się najbardziej pociągające i z łatwością rezygnuje z dania głównego na rzecz kilku drobniejszych przysmaków (tak samo postąpiłam w Mykonos). Na początek wybrałam sałatkę z gorącymi pomidorami i gravierą. Uwielbiam greckie sery i miałam naprawdę duży problem żeby odmówić sobie przystawki z haloumi, no ale ostatecznie skusiła mnie równie smaczna graviera. Całość nie prezentowała się powalająco, przypominała trochę taki niezgrabny stosik, urzekła mnie jednak spora porcja sera i to on był zdecydowanym numerem jeden w tym daniu. Grillowanie z rozmarynem pomidory były, jak to na pomidory na przednówku przystało, prawie bezsmakowe. Silnie natomiast akcentowały swoja obecność kapary i czosnek, będący istotnym składnikiem dressingu którym polano sałatę. Uff, posmak czosnku towarzyszył mi jeszcze długo po posiłku. Zostawię jednak te wstydliwe wyznania i wrócę do kolejnych dań, czyli do greckich dolmades na ciepło i krewetek gotowanych w białym winie. Dolmades (greckie „gołąbki” w liściach winogron) prezentowały się arcyapetycznie. Podane na oliwie i sosie z białego wina oraz czosnku, zgrabne małe roladki, aż prosiły się o zjedzenie. Niestety smakiem już tak nie powalały i gdyby nie to, że Magda Gesller zwróciła kucharzom uwagę, że nie powinni podawać dolmades z puszki, dałabym głowę, że moje właśnie takie były. Dalej przyszła pora na krewetki w gęstym śmietanowo - winnym sosie. Tu było dość smacznie, choć ewidentnie brakowało mi, jakiegoś dodatku – np. pieczywa. Nie nazwałabym tego dania krewetkami w sosie, tylko sosem z krewetkami. Różnica wydawać by się mogła bez znaczenia, niemniej jedzenie samego sosu, trochę zbyt słonego sosu jakoś do mnie nie przemawia. Dodam przy tym, że sos w którym pływały krewetki smakował niemal identycznie jak ten na którym podano dolmades. Na koniec, najprzyjemniejszy akcent. Baklava, świeżutka, ciepła i wyjątkowo dobra. Ciasto filo, orzech, cynamon, miód i syrop na bazie metaxy – kompozycja tradycyjna (z bardzo ciekawym akcentem w postaci syropu właśnie) i jak najbardziej na plus. Trochę gorzej sprawy się miały z „obsługą” tego deseru. To była prawdziwa wojna na widelce i łyżki, wynikająca być może z braku wprawy w jedzeniu baklavy. Trudno mi tu znaleźć najwłaściwsze słowa, bo nieugięty opór jaki stawiał deser, nie był wynikiem tego, że baklava była za twarda, po prostu chyba wygodniej byłoby ją zjeść palcami, nawet kosztem oblepienia się gęstym syropem.

Żałuję trochę, że nie mam punktu odniesienia do tego co było w lokalu przed programem. Tak zupełnie szczerze, to po Artemisie spodziewałam się chyba jednak czegoś więcej. Nie zrozumcie mnie źle, było przyjemnie, oczekiwałam jednak, że wyjdę zachwycona, a byłam po prostu najedzona i dość zadowolona. Cieszę się, że w chwili obecnej klientów w tawernie nie brakuje, bo miejsce jest na tyle ciekawe, że nie chciałabym żeby zniknęło z kulinarnej mapy Poznania. A co do samego programu, to nawet mimo tego, że widzę jego wady, to przyznaję, że mnie „wciągnął” i cieszę się, że mamy słowiańskiego (i bardziej urodziwego rzecz jasna) „Gordona Ramsaya” na własnym podwórku.

PS O obsłudze napisałam niewiele, była sympatyczna, zorientowana w temacie i chętna do rozmowy, niemniej zamiast zamówionej przeze mnie zielonej herbaty dostałam herbatę z czerwonych owoców, być może jednak to tylko drobiazg.

Jedzenie: 4-
Obsługa: 4-
Wystrój: 4
Jakość do ceny: 4-


ON:
Przyznam, że nie do końca spodobał mi się pomysł Magdy Gessler, aby zmienić nazwę Artemis (imię szefa kuchni) na Kapetanis (jego nazwisko). Raz, że nie za bardzo widzę sens tej zmiany, a dwa, że Artemis wydaję mi się nazwą łatwiejszą do zapamiętania. Wyprzedzając jednak fakty, dopytałem właścicielkę przy jakiej nazwie zamierzają pozostać. Okazało się, że formalności związane z przerejestrowaniem firmy skłaniają do rozwiązania salomonowego - Artemis/Kapetanis. Sama restauracja podzielona jest wyraźnie na trzy części. Wprost z ulicy wchodzimy do wąskiej śnieżnobiałej sali (dla palących), na której końcu znajduje się bar oraz wyjście na wybetonowany ogródek, a w połowie schody prowadzące do sklepionej sali piwnicznej (dla niepalących). Miejsca nie jest za wiele, niemniej efekt przestrzeni wydobyły zamontowane przy okazji programu lustra.

W tawernie przywitała nas, a następnie obsługiwała sympatyczna kelnerka, której pomagał równie sympatyczny kelner. Uśmiech na ich twarzach pojawiał się znacznie częściej niż miało to miejsce w przypadku szefa kuchni oraz właścicielki. Jest to o tyle dziwne, że w programie "Kuchenne rewolucje" tłumaczyli się, iż niedostatki w atmosferze lokalu są spowodowane brakiem klienteli, a co za tym idzie słabszą kondycją finansową. Teraz jednak do tawerny schodzą się prawdziwe tłumy, a wciąż to obsługa nadrabia gościnnością za szefostwo. Tak jak i początkowe zdystansowanie właścicielki nie budziło moich obaw, to wręcz przeciwnie było z cholerycznym szefem kuchni. Nie wiem, czy to sugestia telewizji, gdzie widziałem non-stop klnącego Greka, ale gdy podczas fotografowania usłyszałem jego krzyki do kelnerki, z których zrozumiałem jedynie "man", "photos", "newspaper" - zbladłem i postanowiłem nie robić już żadnych dubli ;)

Magda Gessler charakteryzując mnogość dań w menu użyła w programie wymownego określenia "taaaka karta". Rzeczywiście tak jest. Oprócz całej Grecji mamy bowiem także dania spolszczone, jak kotlet schabowy z ziemniakami po grecku. Ja z tej przepastnej karty zamówiłem trzy dania, które w swojej nazwie odnosiły się do domowej kuchni - domową zupę szpinakową, domową moussakę z frytkami i sałatką, a także baklavę domowego wypieku (po połowie z moją partnerką). Pani kelnerka zaproponowała także za skromną dopłatą pieczywo z oliwą z oliwek i octem balsamicznym, na co przystaliśmy. Szczerze jednak mówiąc, pieczywo nie powalało i na moje oko powinno być jak najbardziej darmowe. Za dodatkową opłatą oczekuję bowiem czegoś więcej, aniżeli pięć kromek białego chleba. Każda kolejna potrawa była jednak coraz lepsza. Z całkiem przyzwoitą zupą był problem tego typu, że choć dobrze doprawiono ją czosnkiem, to wyraźnie czuło się mrożony szpinak. W żadnej mierze nie rozczarowała za to moussaka, a więc zapiekanka ze smażonych ziemniaków, bakłażanów, mięsa mielonego i sosu beszamelowego. W smaku była delikatna, niemniej wcale nie mdła. Gorzej z towarzyszącymi jej dodatkami - frytki niczym się nie wyróżniały, a sałatka była równie blada, co bez wyrazu. Przejdźmy jednak do deseru, bowiem baklava domowego wypieku była prawdziwym majstersztykiem. Ciepłe ciasto filo przełożone orzechami w słodkim syropie (na bazie metaxy, miodu i cynamonu) rozpływało się w ustach, a jedyny trudność polegała na tym, aby je sprawnie podzielić i do tych ust dostarczyć. Sugeruję zatem szefowi kuchni rozważyć porcjowanie tegoż deseru na drobniejsze kawałki, bowiem sam jego smak zasługuję na ocenę 6. Ostatecznie jednak w kwestii jedzenia przyznaję 3+ za zupę, 4- za moussakę oraz 5- za baklavę.

Czego możecie się spodziewać po wizycie w tawernie Artemis/Kapetanis? Oprócz odniesień do telewizyjnego show - przyzwoitej strawy w przyzwoitej cenie w przyzwoitym wnętrzu! Czego natomiast tam jeszcze brakuje? Moim zdaniem przydałoby się więcej gościnności, spokoju i pogody ducha :)

PS Porcje są naprawdę sycące. Mimo, iż byłem bardzo głodny, to po dwóch i pół daniach - nie zmieściłbym nic więcej.

Jedzenie: 4-
Obsługa: 4-
Wystrój: 4-
Jakość do ceny: 4


KOSZTORYS:
Pieczywo - 5 zł.
Sałatka z gorącymi pomidorami i gravierą - 15 zł.
Domowa zupa szpinakowa - 8 zł.
Krewetki gotowane w białym winie z czosnkiem i ziołami w sosie śmietankowym - 12 zł.
Greckie dolmades na ciepło w sosie z białego wina z czosnkiem - 10 zł.
Tradycyjna grecka domowa Moussaka z frytkami i sałatką - 28 zł.
Baklava domowego wypieku - 10 zł.
Dzbanuszek herbaty x 2 (miętowa / z czerwonych owoców) – 10 zł.
Suma: 98 zł.

ŚREDNIA NASZYCH OCEN: 3.81

ADRES: Poznań, ul. Wroniecka 21
INTERNET: www.artemis-taverna.pl

Bookmark and Share

16 komentarzy:

zibi_scj55 pisze...

Pani G. posiada wiele ciekawych pomysłów, oczywiscie bardzo medialnych. Podziwiam, z marnie ukrywaną zazdrością.
A propos jedzonka w rzeczonej knajpeczce.
Cieniutkie!!!Proszę na zupę szpinakową wziąć szpinaku ile trzeba, a nie poczujesz pan mrożonki. Opisaliście Państwo krewetki w sosie, czy też może sos krewetkowy?
Znałem "wybitnego kuchmistrza" który z kilograma warzyw robił (!)
10 litrów "jarzyn" do ryby w jarzynach. Acha! Dodawał jeszcze pół kilo mączki ziemniacznej o 9 litrów wody.
A tak , za przeproszeniem!
To ta pani G. też jest fachowcem od jedzenia greckiego?
Dla wesołości, należy otworzyć kuchnie eskimoską i poprosić panią M.
Podziekowania i niski pokłon, za to co Państwo piszecie. Czyta się doskonale, dużo profesjonalizmu, bardzo ładny język.
Niestety, czytających ( a szkoda)
mało !!!!
Pozdrawiam i zyczę wytrwałości!

Anonimowy pisze...

w opisanej knajpce jeszcze nie bylam, ale fotografie potraw nieco mnie zniechecily. zero polotu w prezencji (marne 4 dolmadakia, rzucone na talerz i oblane sosem). jak na knajpe prowadzona przez Greka i "poprawiona" przez eksperta... wizualnie cienko to widze. Niemniej dziekuje za ciekawe opisy poznanskich knajp. zycze duzo czasu i funduszy na odwiedzanie kolejnych:)

Kurczak pisze...

miałam okazję odwiedzić artemis rok temu. obsługa niesamowicie miła i niedociągnięcia nadrabiała uśmiechem. wspomniane dolmades - najwyraźniej ciągle z puszki. kucharz nadrobił to jednak souvlakami i cielęciną. czytałam wcześniejsze opinię o potrawach w restauracji i wiele osób narzekało na gumową moschari, ale pomimo, iż cielęcina ma prawo być gumowa, ta nie była i stanowiła najsmaczniejszą część posiłku. deser - jogurt z bakaliami - zjadłam w całości, choć to nie lada wyzwanie. bardzo pozytywne wrażenie, chyba czas obejrzeć program pani gessler, by przekonać się jakie zmiany wprowadziła.

Anonimowy pisze...

Co sie tyczy Pani G.to jej programy sa poprostu okropne tania podróbka oryginału,nie wychodzi jej to naturalnie ,ma beznadziejne pomysły,i jest wrecz ,,niesmaczna''.W restauracji byłam i wiecej nie wróce nie dobre jedzenie,a dziwie sie skoro gotuje tam sam Grek,z greckim jedzeniem to nie ma za duzo wspólnego

Anonimowy pisze...

Przyznaję, że jestem zdziwiona powodzeniem tego portalu...jest mało kompetentny i moderatorzy bez suchej nitki pozostawiają wszystkie najskrytsze tajemnice gastronomii...Artemis...p.Gessler...gratulacje!!!
Pozdrawiam

Kwadratowe Jajo pisze...

W miniony piatek naszła mnie ochota na coś greckiego, zostalam zaproszona ze znajomymi do tej restauracji. Wystrój 4+, obsługa 5/było po 22:00 a i tak nam podano ciepły posiłek/. Co do jedzenia...dlaczego w polsce a tym bardziej w restauracji greckiej w maju wszedzie jest TONA suszonych ziół??? zero żywych pieknie pachnących ziół! na starter oliwa z łyżką suszonych ziół i zwykła buła, zamówiłam kalmary smażone oraz sałatkę grecką. Kalmary mega gumiaste,sałatka a raczej zupa sałatkowa bo pływała w olivie "po pachy", mega plus za czarne olivki z pestką.
Na podsumowanie, byłam zobaczyłam,nie wróce.

Anonimowy pisze...

Dziwię się, że daliście tej restauracji 4. Ja również poszłam do niej przez program pani Magdy i byłam bardzo rozczarowana. Obsługa rzeczywiście miła, ale jedzenie dla mnie okropne. Nie smakowało ani mi ani mojemu partnerowi. Mieliśmy wrażenie, że kucharze nie posłuchali pani Magdy, bo zauważyliśmy rzeczy, za które ich opieprzała. Porcje były duże, ale co z tego skoro mi nie smakowało i zostawiłam przeszło połowę dania? Nie polecam niestety nikomu, a właścicielom radzę aby jednak przemyśleli porady pani Magdy, bo wygląd i obsługa to tylko dodatek a najważniejszy w restauracji jest smak.

Anonimowy pisze...

Witam, miałem okazje być w tej restauracji w tym tygodniu i muszę przyznać że niestety bardzo się zawiodłem. Chcieliśmy spróbować popisowych dań z moimi kolegami, jednak zamawiają danie usłyszeliśmy że już go nie ma :(
I tak z kilkoma pozycjami. Byliśmy ok godz 15. Obsługa miła, ale nie profesjonalna.
Jedzenie niestety tragiczne, odradzam krewetki w winie i ostrym sosie. Główne danie również bez rewelacji, mięso rozgotowane, mało smaczne. Najbardziej mi smakowała woda mineralna i pieczywo czosnkowe z serem. Moja ocena: 2

Zjeść Poznań pisze...

Co do programu, to zgadzamy się, że jest wyreżyserowany do granic, pełen pomysłów z kapelusza (szczególnie w kwestiach promocji restauracji), a ponadto jest dosłowną kalką wersji zagranicznej. Po zapowiedziach i obejrzeniu pierwszych odcinków byliśmy też nieco sceptyczni w kwestii wyboru osoby prowadzącej. Postanowiliśmy jednak oglądać program z przymrużeniem oka, wyławiając z niego cenne dla nas informacje, przebłyski autentyczności i niektóre uwagi Magdy Gessler, która z czasem (na podobnych zasadach) przekonała nas do siebie. Niewątpliwie wprowadziła też do programu trochę uroku i gracji (choć z pewnością niektórzy z Was mogą uznać to za przesadne "wdzięczenie się"). Pokazała też pazura i charakter oraz to, że przed kamerą czuje się jak ryba w wodzie. Trzeba przy tym pamiętać, że takie programy to rozrywka komercyjna i zarazem efekt wielu kompromisów, stąd udział w takim przedsięwzięciu musi wiązać się z krytyką osób ze "środowiska" lub po prostu tych znających się na rzeczy.

Co do jedzenia, to tak jak pisaliśmy - było w miarę OK, ale nie powaliło nas. Trudno jednak stwierdzić, czy to kwestia nieugiętego charakteru szefa kuchni, czy może wynik tego, że zmiany w restauracji są sprawą drugorzędną, a cały trik polega na tym, że restauracja, która zaistniała w TV z pewnością nie może narzekać na brak klientów.

Zibi, uwaga o kuchni eskimoskiej nieźle nas ubawiła :)

ivona pisze...

chclial bym dodac maly kamonetarz co do tej kuchni i szefa.po pierwsze jezeli przyjechal do polski i otworzyl tam tawerne to niech wezmie pod uwage polakow i to co lubia jesc.polacy to nie grecy i nie lubia jesc nie przyprawionych dan w porownaiu do grekow.po drugie jezeli uwaza ze to jest jego pi..... biznes a zona ma isc na gore i robic swoje to niech wraca do grecji i tam otworzy sobie tawerne bedzie u siebie znam z wlasnego doswiadczenia to jak i co jedza grecy ale jezeli otwiera sie tawerne w polsce to trzeba miec szacunek do innych ja to sie mowi ,,WLCIALES MIEDZY WRONY TO KRACZ TAK JAK ONE"!!!!!!!!!

douglas pisze...

Witam
Odwiedziliśmy dziś z mężem Tawernę Kapetanis/Artemis strasznie byliśmy ciekawi co się zmieniło po programie Pani Magdy Gessler a wiec jeśli chodzi o wystrój to pozostawia on jeszcze wiele do życzenia ( zobaczcie na stoły i krzesła są okropnie przemalowane bo pomalowaniem tego nazwać nie można, ta metalowa ozdoba wisząca na ścienię wygląda okropnie chyba ten kto to malował był z lekka pijany ) właściciele chyba tez nie posprzątali dokładnie restauracji po remoncie sądząc po zachlapanej farbą gaśnicy stojącej obok schód pod ścianą i zachlapanej farbą lampy :/ początkowo nie było miejsca na ogrodzie więc czekaliśmy w środku kiedy tylko zwolnił się stolik przeszliśmy do dalszej części restauracji … ogród o.k choć biała komoda odstrasza odlatującą farbą . Jako przystawki zamówiliśmy pieczywo z masłem czos. ( 4 zł ) i kozi ser z figami i cynamonem ( chyba 12 zł) pieczywo było smaczne 3 sztuki z masłem ,pomidorami i jakąś pasta co do sera jak dla mnie bardzo mdłe przez dużą ilość cynamonu . Jako dania główne zamówiliśmy Mussake podaną z sałatą i frytkami w zestawie ( 28 zł ) zapytałam kelnera co to za mięso wiec nie była to baranina tylko wołowe mięso mielone :/ ale ogólnie potrawa smaczna zwłaszcza sałatka, mój mąż zamówił mix z grilla ( kiełbasa, pierś z kurczaka i karkówka ) podane z pieczonymi ziemniakami i sałatką tą samą co do mussaki mięso karkówki było bardzo żylaste ale ogólnie danie o.k . (cena tego dani chyba 30 zł ) podsumowując wygląd straszny, obsługa bardzo miła , jedzenie oceniam na 3 plus . Myślę że jeszcze kiedyś odwiedzimy tą tawernę . Pozdrawiam

Anonimowy pisze...

A ja byłam tam wczoraj i prawie wszystko mi smakowało (oprócz "surówki" czyli pokrojonej kapustyzalanej olejem-na oliwę to nie zakrawało). Zarówno mięsko, które było doprawione jak i deser (jogurt z figami i miodem). Uważam,że większość nagatywnyh komentarzy spowodowana jest programem z P.Gessler, która jak dla mnie jest [taka a taka-nie będe tu pisać o moich uczuciach]. Ludzie, grecka kuchnia to nie syf ze Sfinxa, gdie za 22 zł dostaniecie tonę badziewnego aczkolwiek zapychającego żarcia. A co do obsługi to właśnie ona mi się nie podobała- panie niby miłe ale ich miny pokazywały coś innego.

Anonimowy pisze...

byłam w artemisie wczoraj i sie zawiodłam, nie znam sie na greckiej kuchni ale generalnie jesli w karcie jest napisane ze miesa jest podawane z sałatka grecka to oczekuje salatki a nie salaty lodowej z cebula i vinegretem, pieczwyo czosnkowe z serem to skopiowana wloska bruschetta. niestety niesmaczna, kawal buly z nierotopionym do konca serem i pomidorami. na danie głowne poprosilam o rumszytk, ktorego nie bylo i polecono mi cos co okazalo sie klopsem z grilla, moj facet dostal wolowine ugotowana z sosem pomidorowym i ziemniakami z pieca, ktore byly fatalne, czuc bylo ze ostygly w wodzie w ktorej byly kotowane i z pieczonymi mialy niewiele wspolnego.
Generalnie bez rewelacji, najgorsza knajpa jaka odwiedzilam w Poznaniu, nigdzie chyba sie tak jeszcze nie zawiodlam. Obsluga generalnie ok, bez fajerwerkow...

Anonimowy pisze...

Wczoraj z koleżanką kosztowałam tej kuchni - danka maleńkie i średniego smaku (krewetki na słodko, ser kozi oraz sałata grecka); podano nam nie przekrojony do końca cheb - musiałyśmy odrywać skibeczki.... w łazience woda zimna... nie do przyjęcia. Wybór herbat bliski zeru. Juz nie skorzystam.

Anonimowy pisze...

Tawerna skromna ale taka ma być,tak jak w Grecji(jeśli ktoś był w Grecji to zna te klimaty)Jeśli chodzi o menu to ma być smaczne a nie ładne i tyle.3 osoby w centrum miasta 100 zł za obiad to raczej dużo nie jest.Jeśli chodzi o mnie to mogę polecić tawernę.

Tomek pisze...

Chyba jednak trochę się tam zmieniło w ostatnim czasie. Byłem dwa razy w ciągu ostatniego miesiąca, bo tylko tam znalazłem świeże mule. Były pyszne. W karcie raczej grackie specjały - nie ocenię innych, bo nie próbowałem. Tylko przystawki - pieczona feta oraz papryka w ciepłym sosie z serem - pychota. Wygląd obecnie faktycznie przypomina Grecję, co można sprawdzić na stronie internetowej. Jednak znów mało gości. Szkoda.
PS. Nie oglądałem żadnego programu pani G.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...