piątek, 20 listopada 2009

MEZE mini tawerna / ocena 3.88 (zamknięta)

Tym razem postanowiliśmy odwiedzić Meze. Jest to mniejsza, tańsza, szybsza i bardziej nowoczesna wersja greckiej tawerny Mykonos przy placu Wolności (ponoć ten sam właściciel). Byliśmy tam już wiele razy. Niemniej niedzielna wizyta była trochę inna niż dotychczasowe. Nasz błąd, bowiem pierwszy raz zapytaliśmy o możliwość robienia zdjęć dopiero po złożeniu zamówienia. Otrzymaliśmy odpowiedź odmowną, ale nie było już odwrotu. Dlatego też, tym razem pojawią się tylko zdjęcia potraw i restauracji od zewnątrz.


ONA:
Od jakiegoś czasu zastanawiałam się, czy postać niesympatycznego kelnera w ogóle funkcjonuje gdzieś poza Paryżem. W każdej dotychczasowej recenzji musiałam napisać, że obsługa była sympatyczna, uczynna, uśmiechnięta. Bo tak właśnie było. Nawet jeśli nie była idealna, to nie można było mieć wobec niej większych zarzutów. Chciałam nawet zapytać czy znacie taką restaurację, w której grasuje taki rasowy, wstrętny kelner z mrocznych opowieści. Nie żebym była masochistką, jednak z czystej ciekawości chciałam przeżyć coś takiego. Przynajmniej miałabym o czym pisać.

Choć nigdy bym się tego nie spodziewała, przedsmak takiego traktowania zaznałam właśnie w Meze (w trakcie wszystkich poprzednich wyjść obsługa, nie odbiegała tutaj od standardu, być może nawet wyróżniała się na plus). Przyznam, że ze szczerym zafascynowaniem przyglądałam się jak Pani kelnerka przyjmuje zamówienie nie odzywając się do nas słowem. W myślach obstawiałam kiedy padnie to pierwsze. W końcu padło: "frytki czy ryż". I na tym koniec. Później było już trochę lepiej - "proszę", "dziękuję" przy podawaniu dań itp. Ta sama Pani kelnerka dość obcesowo skarciła nas za robienie zdjęć. Cóż, jestem pewna, że można to było rozegrać zupełnie inaczej. Z menu wybrałam: zupę szpinakową oraz szaszłyki z krewetek z halloumi. Zupa była bardzo delikatna, żeby nie powiedzieć nijaka. Całość jednak zjadłam z przyjemnością, dodatek fety, gałki muszkatołowej i koperku, był miłym kontrapunktem dla mlecznego płynu. Zdecydowanie lepiej wypadło drugie danie. Smakowite krewetki, delikatnie potraktowane solą morską i ser halloumi. Pyszny! (osobiście uważam, że blaknie przy nim każda feta). Krewetkom towarzyszyła porcja ryżu, i prosta sałatka (sałata, marynowana marchewka i seler oraz oliwka).

Wystrój jest bardzo przyjemny. Tym bardziej nie rozumiem dlaczego musi być tak skrzętnie ukrywany przed obiektywem aparatu. Niebiesko – biała kolorystyka ścian, stołów i krzeseł, srebrne dodatki i duże czarno – białe zdjęcia przedstawiające widoki Grecji i targów rybnych tworzą spójną i przemyślaną całość. Jedzenie i wystrój są zatem godne polecenia. A co do obsługi, cóż… Masochista, który chciałby być źle potraktowany może się rozczarować, bo obsługa zwykle jest miła i bez zarzutu (wyjątkowo zdesperowanym polecam wtargnięcie z aparatem ;)). Być może też, Pani kelnerka miała wyjątkowo zły dzień, w końcu każdy czasem ma. Niemniej zgodnie z naszą polityką oceniam konkretne wyjście, a nie wcześniejsze doświadczenia.

Jedzenie: 4
Obsługa: 2+
Wystrój: 4+
Jakość do ceny: 4+


ON:
Meze trafiło w mój gust od samego początku. Czuję tam istotny powiew świeżości względem tawerny Mykonos. Bo choć w tawernie przy Placu Wolności dania są wykwintniejsze, to nie zawsze dysponuję czasem i pieniędzmi na oferowane tam greckie uczty. Często mam jednak ochotę zakosztować namiastki kuchni rodem z Peloponezu i Meze mi to umożliwia. Cenię sobie przy tym nowoczesny, spójny i przemyślany wystrój restauracji. I choć cześć stolików jest według mnie ścieśniona zbyt blisko siebie, to przecież nie jest to miejsce pomyślane na romantyczną kolację przy świecach.

Tym razem, zamówiłem grecką zupę z kurczakiem, a na drugie danie - kurczaka z warzywami i manouri. Skorzystałem też z oferty jesienno-zimowej i skusiłem się na herbatę z konfiturą z pomarańczy (do wyboru była też z miodem z dzikiej jodły). Zupa była z gatunku tych wodnistych i można było w niej odnaleźć warzywa, kawałki kurczaka i ryż. Była przy tym doprawiona oliwą z oliwek i cytryną oraz podana z apetyczną grzanką z pastą paprykową. Smakowała mi, niemniej w Meze na pierwszym miejscu stawiam świetną zupę pomidorową (z musem z greckiego jogurtu), a także bardzo dobrą zupę szpinakową (z serem feta). Grillowana pierś kurczaka zapiekana była z kolei w piecu pod serem manouri. Sam ser był rewelacyjny, mięso bardzo dobre i tylko dodatek w postaci duszonych warzyw (pomidory, papryka, pieczarki i cebula) wypadł dość kiepsko, jakby był ze słoika. Dodam, że herbata, którą zmieszałem z pomarańczowymi konfiturami spełniła swoją rolę i przygotowała mnie na jesienny wieczór. Należy się też kilka słów o obsłudze. Ja rozumiem, że kelnerka jest pewnie niespecjalnie zadowolona, że jako jedyna ze swoich koleżanek pracuje w niedzielne popołudnie. Niedzielny gość płaci jednak tak samo, jak odwiedzający Meze w ciągu tygodnia. Tym bardziej nie mam ochoty patrzeć, jak obsługa cierpi i wykonuje swoją pracę po linii najmniejszego oporu. Nie wspomnę już o dziwnej reakcji odnośnie naszego pytania o możliwość fotografowania wnętrz. Jasne, że można odmówić, ale można to zrobić grzecznie i taktownie. Nie trzeba przy tym węszyć spisku, za każdym razem gdy wyciągam aparat, aby sfotografować danie, za które przecież zapłaciłem. Mały plusik za obsługę przyznałem jedynie w kontekście wcześniejszych wizyt. Sympatyczne Panie kelnerki miały jednak niedzielę wolną, albo były wówczas w świeżo otwartej fili przy ulicy Szkolnej.

Wyraźnie dostrzegam, że właściciel Meze stawia na rozwój (druga filia, sklepik z greckimi produktami oraz wciąż udoskonalane menu), niemniej doradzam, aby zwrócił baczniejszą uwagę na fundament, jakim jest obsługa klienta. Może się bowiem zdarzyć tak, że od niedzieli do niedzieli, zacznie tracić stałych klientów. Szkoda by było.

Jedzenie: 4
Obsługa: 2+
Wystrój: 4+
Jakość do ceny: 4+


KOSZTORYS:
Zupa szpinakowa - 8 zł.
Grecka zupa z kurczakiem - 9 zł.
Kurczak z warzywami i manouri - 20 zł.
Szaszłyki z krewetek z halloumi - 24 zł.
Piwo greckie Mythos 0,33 – 7 zł.
Herbata z konfiturą z pomarańczy - 6,5 zł.
Suma: 74,5 zł.

ŚREDNIA NASZYCH OCEN: 3.88

ADRES: Poznań, ul. Ratajczaka 33
INTERNET: www.meze.pl

Bookmark and Share

12 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Linii najmniejszego oporu.

Zjeść Poznań pisze...

Wskazane sformułowanie już poprawione. Dzięki za czujność :)

Anonimowy pisze...

Dziękuję. Jeszcze nie wstawiajcie apostrofów tam, gdzie nie trzeba (woku, nie wok'u) i będzie miodzio.

Anonimowy pisze...

Witam.

Nie poznałam jeszcze od podszewki Waszego bloga, dlatego też nie bardzo wiem, w którym miejscu mogłabym umieścić ten komentarz. Zważywszy jednak na pewne nawiązanie w recenzji Meze,w temacie "restauracji, w której grasuje taki rasowy, wstrętny kelner z mrocznych opowieści" - nieodzownie pragnę zaproponować Azalię. --> http://www.azalia.poznan.pl

Restaurację z kuchnią chińską. Przyznam szczerze, że takiej obsługi i warunków sanitarno-socjalnych nie spotkałam w innym miejscu tego typu w Poznaniu (no, może jeszcze Zielony Smok, ale to pseudorestauracja moim zdaniem).
Jeżeli pragniecie traumatycznych wrażeń, zapraszam tam. Mnie nie udało się zjeść zaproponowanej mi potrawy, mimo iż bardzo lubię kuchnię chińską. Mój partner też miał niemały problem.
Zaduch, mroczny nastrój, swego rodzaju katakumby, niemiła i zupełnie wyłączona z obiegu obsługa, dziwni ludzie w okolicach toalety - ani to klienci, ani pracownicy, wywoływali we mnie raczej sporą dawkę strachu.

Fakt. Byłam tam już jakiś czas temu i wiem, że za nic nie powtórzę tak nierozsądnej ekspedycji - jednak gdybyście kiedyś pragnęli odwiedzić restaurację o negatywnej renomie, zapraszam z czystym sercem do Azalii. :)

W temacie zaś Meze - bardzo lubię tę knajpę na Ratajczaka, chociaż ostatnimi czasy obsługa nie grzeszy ani większą wiedzą w temacie serwowanych potraw, ani powalającą sympatią wobec klienta.
Natomiast ponad wszystko polecam ichniejszy sernik.
Nigdzie nie jadłam tak pysznego w naszym mieście, deseru.

Pozdrawiam. :)

Zjeść Poznań pisze...

Dzięki za ciekawy komentarz! Do Azalii z pewnością dotrzemy w poszukiwaniu "mocniejszych" wrażeń (choć nie ukrywamy, że potrafisz ostudzić zapał :)). Z przyjemnością też skorzystamy z sernikowej sugestii. Pozdrawiamy i zapraszamy jak najczęściej!

Anonimowy pisze...

Pytanie laika - czy w tej restauracji potrawy są odgrzewane w mikrofali, czy coś jest jednak "robione przez kucharza na miejscu"? Byłam tam kiedyś, dawno pewno, bo jeszcze w miarę ciepło było i podano mi potrawę tak gorącą, że poparzyłam się. Mimo, że było smacznie, jakoś się zniechęciłam... Może i szkoda, bo jedzenie fakt, było miłe, ale to uczucie "z mikrofali"...hm...

Pozdrawiam autorów bloga. Fajny pomysł. Brakowało mi czegoś takiego ;]

Zjeść Poznań pisze...

Prawdopodobnie każda restauracja korzysta z mikrofalówki. Być może w tych lepszych nie jest używana wcale, albo jest używana tylko po to, żeby trochę ułatwić pewne czynności kucharzowi. Nie może go jednak zastępować. Wierzymy, że w Meze wybrane przez nas dania były przygotowane "przez kucharza na miejscu" (nie za gorące i świeże). Niemniej nie mamy praktycznego doświadczenia wprost z restauracyjnej kuchni, dlatego odpowiadamy również z punktu widzenia laików. Pozdrawiamy serdecznie :)

Websta pisze...

Pierwszy raz w tym roku odwiedziłem MEZE, jakiś tydzień temu. Co tu dużo mówić, wszystko jest inaczej, gorzej. Poczynając od okrojonego menu (nie ma np. już mojego ulubionego deseru czekoladowego) kończąc na jakości potraw.
W zeszłym roku polecałem to miejsce moim znajomym, na dzień dzisiejszy nie zamierzam tam wracać.
Przykre.
Pozdrawiam.
P.S. Świetny pomysł z tym blogiem.

Anonimowy pisze...

Macie rację, meze totalnie straciło dawną klasę (zmiana personelu??).
Jedzenie dobre, ale coraz droższe, a porcje zdaje się maleją (mniej ryżu do dań i śladowe ilości sałatki).
Do tego byłam świadkiem jak czarnowłosy właściciel (?) wydarł się przy gościach na kelnerkę. Ja od razu tracę apetyt - takie akcje powinni załatwiać na zapleczu, a nie na sali pełnej ludzi. Nie po to idę zjeść do lokalu, aby słuchać krzyków i siedzieć w nerwowej atmosferze. Nie chce mi się tam wracać:(

Ania pisze...

W pewnym sensie w tym poście jest odpowiedź na zawarte w nim pytanie. Gdzie szukać koszmarnych kelnerów - wystarczy wybrać się do tańszych lokali. Nie chcę powiedzieć, że tylko cena gwarantuje sympatyczna obsługę tylko raczej, że w lokalach niższej klasy łatwiej znaleźć gburowatych panów i panie.

Anonimowy pisze...

witam
ludzie czego sie dziwicie ze porcje małe a obsługa nie sympatyczna włascieciel zapewne oszczedny bo skoro zatrudnia kucharzy za 7-10 zl na godzine i musza pracowac po 14 godz i wiecej na dobe to ile moze zarabiac tam kelnerka? wiadomo kelnerzy zarabiaja mniej....wlasciciel wydziera sie na personel bo mysli ze ma niewolnikow w pracy ja ta "jadłodajnie" omijam szerokim łukiem i nie życze tam nikomu pracować

Anonimowy pisze...

witam,

pisze w sprawie azalii musisz byc ich wrogiem lub cos ja tam bywam i jakos nie zauwazlam mrocznego kelnera, bardzo czesto obslugouje wlasciciel jego zona lub corka i zawsze sa usmiechnieci i mili, wystroj moze taki sobie ale jedzenie i obsluga bez zarzutu, na pewno o wiele lepiej niz w pekinie, naprawde ten post bardzo mnie zaskoczyl... ta krytyka...no chyba ze to glos konkurencji dlatego zachecam Was autorzy bloga do odwiedzenia tego miejsca bo zaczynam sie zastanawiac czy ze mna cos nie tak :)))

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...