wtorek, 8 czerwca 2010

VIOLET SUSHI & YAKITORI / ocena 3.88

Za nami trzecia edycja akcji "Poznań za pół ceny", w której uczestniczyło przeszło 40 poznańskich restauracji. Tym razem odpuściliśmy sobie uczestnictwo w imprezie, ale wszystkim zainteresowanym zniżkami rzędu 50%, a jednocześnie chcącym uniknąć ograniczeń w postaci narzuconego terminu i oblężonych lokali, polecamy ideę zakupów grupowych (możecie zjeść obiad o połowę taniej, jeżeli razem z Wami zamówi go określona przez restaurację liczba osób). My postanowiliśmy przyjrzeć się temu zjawisku z bliska i za pośrednictwem serwisu Groupon wykupiliśmy z 50% rabatem dwa bony do Violet Sushi & Yakitori o wartości 80 złotych każdy. Zakupy grupowe w Poznaniu to jednak nie tylko Groupon, ale także Gruper, Fast Deal oraz My Deal (linki polecające).


ONA:
Dotarło do mnie kiedyś, że Violet sushi i Matii sushi należą do tego samego właściciela. O ile w Matii zdarzało mi się jadać już wcześniej, o tyle Violet miałam wypróbować po raz pierwszy. Po wizycie w obu miejscach mogę spokojnie stwierdzić, że mają one wspólny mianownik. To co przede wszystkim rzuca się w oczy, to nieco odmienny od innych „suszarni” wystrój wnętrza porażający wyrazistością formy i intensywnością kolorów. Jak nie trudno się domyślić, w Violet sushi króluje kolor fioletowy, przełamany gdzieniegdzie ciemniejszymi wstawkami (głównie różne odcienie brązu). Jako, że jestem miłośnikiem oszczędnego, skandynawskiego stylu, całość zrobiła na mnie zbyt przytłaczające wrażenie, niemniej wnętrzu trzeba oddać sprawiedliwość, bo zostało urządzone spójnie i konsekwentnie. Zdaję sobie przy tym sprawę, że ten dość oryginalny, bogaty wystrój może znaleźć swoich zwolenników.

Po przekroczeniu progu lokalu, wzrok jeszcze przez kilka chwil pozostawał w lekkim oszołomieniu po wspomnianym wizualnym bombardowaniu, ale żołądek oraz ośrodek głodu i sytości szybko przypomniał mi po co tu przyszłam. Zajęliśmy więc miejsca na wysokich kanapach, które choć nie wyglądały na wygodne (nie wyglądały i nie były) to znajdowały się najbliżej okna i zapewniały minimalny dostęp do naturalnego światła. Po przerzuceniu menu wybraliśmy kilka dań, przy czym ja skupiłam się wyłącznie na sushi. Chcąc ułatwić pracę obsłudze zamawialiśmy dania w takich zestawach i kolejności, w jakiej chcieliśmy je zjeść. I tu pierwsza skucha, bowiem kiedy on po dłuższej chwili oczekiwania dostał zupę, ja na moje sushi, które miało zostać podane razem z zupą, czekać musiałam drugą, znacznie dłuższą chwilę. Ta oto dłuższa chwila dała mi możliwość do dalszych obserwacji obsługi. Mój głód i lekkie poirytowanie były wprost proporcjonalne do zachowania pracowników lokalu, którzy przez większość czasu chichotali przy barze. Szczyt mojego niezadowolenia przypadł na moment, kiedy jeden z pracujących w lokalu młodych mężczyzn usiłował wynieść z zaplecza kuchennego kelnerkę lub swoją (czy nie swoją) dziewczynę. Krótko po tym dostałam jednak swoje sushi i po zaspokojeniu pierwszego głodu mogłam spojrzeć na świat z większym optymizmem i życzliwością. Cieszę się oczywiście, kiedy ludzie mają w pracy fajną atmosferę, dobrze się dogadują, mają poczucie humoru. Restauracje są jednak pod tym względem dość specyficznym miejscem i kiedy głodny i spragniony człowiek przychodzi się najeść, to obsługa zajmująca się przede wszystkim sobą, bywa uciążliwa, sprawiając, że klient czuje się jak intruz, przeszkadzający komuś w dobrej zabawie. Pomijając jednak tę drażliwą kwestię, przyznaję, że kiedy obsługujące nas Panie pojawiały się, przy naszych stolikach za każdym razem były nad wyraz miłe i uprzejme. Dalej przyszła kolej na serię moich suszarskich standardów. Tu było za każdym razem smacznie i bez większych zarzutu. Tak naprawdę mogłabym się przyczepić tylko do dwóch rzeczy. Po pierwsze do ilości serka Philadephia, który momentami niebezpiecznie dominował nad pozostałymi delikatnymi składnikami. Po drugie, kiedy dotarło do mnie maki z grillowanym węgorzem, ryba w środku była już całkowicie zimna. Być może to wydumany problem, ale ja wolałabym, żeby była przynajmniej letnia.

Podsumowując, na samo jedzenie warto się tu wybrać. Wystrój to kwestia gustu, więc nawet jeśli mnie nie zachwycił, może podobać się innym. Pozostaje jeden problem – obsługa. Z pewnością nie można jej jednoznacznie skrytykować, bo dziewczyny były bardzo sympatyczne, ale czas oczekiwania na pierwszą potrawę, fakt, że dania dla osób siedzących przy jednym stoliku nie pojawiają się chociażby w zbliżonym czasie, no i te „figle migle” przy barze, sprawiają, że jest to chyba najsłabszy element w Violet sushi. Mając jednak świadomość 50% zniżki (jeden bon o wartości 80zł wyniósł nas 40zł) na pewne rzeczy skłonna byłam przymknąć oko.

PS Na zdjęciu są trzy kawałki maki z łososiem, w rzeczywistości było ich 6, jednak z głodu zapomniałam o zdjęciu ;)

Jedzenie: 4+
Obsługa: 3-
Wystrój: 4-
Jakość do ceny: 4


ON:
Violet Sushi & Yakitori na Świętym Marcinie, to już drugi poznański lokal sygnowany nazwiskiem Mitsuro Matii. Nie pomylę się chyba zbytnio, jeżeli odczytam tę ekspansję jako próbę stworzenia miejskiej filii Matii Sushi Restaurant (mieści się w budynku PFC na Placu Andersa i okupowana jest przede wszystkim przez tamtejsze białe kołnierzyki). W kwestii wystroju, przyznam wprost, że Violet to nie moja bajka i zupełnie coś innego, aniżeli moje wyobrażenie względem sushi baru. Kolorystyka, oświetlenie, użyte materiały, a także rozplanowanie lokalu pasuje idealnie - jednak mniej do miejsca spożywania tradycyjnych japońskich dań - a bardziej do night clubu.

Z dość nieczytelnej karty menu (na plus - fotografie, ale na minus - mały format, mnóstwo stron i rozdziałów, a także powtarzające się dania) postanowiłem zamówić zupę, sushi oraz yakitori. Wybór padł na polecaną przez kelnerkę zupę balijską, 6 sztuk maki z grillowanym łososiem oraz 2 sztuki marynowanej piersi z kaczki. Przed właściwym posiłkiem podano nam sałatkę, jednak porcja była tak skromna, że odpuszczę sobie ocenę jej smaku. Z kolei zupa, którą podano w dość sporej miseczce była pikantna i rewelacyjna w smaku jednocześnie. W jej meandrach pływały kawałki krewetek, kurczaka (tak mówi menu, choć mi to wyglądało bardziej na wieprzowinę) oraz pędów bambusa. Za idealny stopień ostrości odpowiadały z kolei wyważone odpowiednio proporcje chilli, sambal oraz pieprzu togarashi. Zupa balijska w wykonaniu Violet z pewnością zasłużyła na miano najlepszej azjatyckiej zupy, jaką maiłem okazję próbować w Poznaniu. Dalej było bardzo dobre sushi z grillowanym łososiem, ogórkiem, sałatą, słodkim sosem, dressingiem oraz sezamem, do którego nie mam żadnych zastrzeżeń. Moim zdaniem jego smak przebija wyraźnie sushi podawane w mateczniku, jakim dla Violet jest wspomniany już Matii. Na koniec zostawiłem sobie specjalność lokalu, jaką w przypadku tego sushi baru jest yakitori. Dwa niewielkie szaszłyki z marynowaną piersią z kaczki z chili i szczypiorkiem były dobrze wypieczone i całkiem smaczne, jednak danie jako całość nie spełniło nadziei, jakie ufnie w nim pokładałem. Najeść się tym nie idzie, a swoje kosztuje i jednak nie do końca powala smakiem. Osobiście też wolałbym dodatkowy, trzeci szaszłyk (a raczej szaszłyczek) zamiast oferowanego w zestawie ryżu, sałaty i sosu. Sam ryż i sos były przy tym mało wyraziste, a sałata skutecznie maskowała ułożone na niej kawałki mięsa. Ostatecznie przyznaję 5+ za zupę, 5- za sushi oraz 4 za yakitori. Na 4 oceniam też obsługę, bo choć kompetentna, uprzejma i sympatyczna, to nie mogę przejść obojętnie wobec swoistej imprezy pracowniczej ;)

Szczerze też dodam, że za 80 złotych spodziewałem się zamówić więcej, aniżeli tylko trzy dania. Właśnie to rozczarowanie skłoniło mnie do przeprowadzenia kalkulacji odnośnie kosztu przykładowego zestawu sushi (zupa miso, 6 sztuk maki philadelphia, 6 sztuk maki z grillowanym łososiem, 2 sztuki nigiri z krewetkami) we wszystkich sushi barach, jakie odwiedziliśmy z blogiem. Oto wyniki mojej kalkulacji:

Sushi 77 - 56 zł.
Kuro by Panamo - 62 zł.
Hanami Sushi - 65 zł.
Goko - 67 zł.
Sushi-Bushi - 76 zł.
Violet Sushi & Yakitori - 76 zł.
Sakana - 81 zł.

Jak widzicie - Violet Sushi & Yakitori do najtańszych w mieście nie należy, jednak dzięki Groupon/City Deal rachunek wypadł lepiej niż przyzwoicie. Przede wszystkim polecam zatem zakupy grupowe, a do Violet, tak czy inaczej zamierzam wracać na przepyszną zupę balijską :)

PS Mam wrażenie, że w opisowej części recenzji skupiłem się zbytnio na wypunktowaniu lokalu. Całościowy obraz otrzymacie zatem dopiero po zestawieniu opisu z przyznanymi przeze mnie poniżej ocenami.

Jedzenie: 5-
Obsługa: 4-
Wystrój: 4-
Jakość do ceny: 4-


POST SCRIPTUM:
W październiku odwiedziliśmy ponownie Violet (już bez aparatu) i musimy przyznać, że poziom obsługi bardzo się poprawił od naszej ostatniej wizyty, przy jednoczesnym utrzymaniu wysokich standardów sushi. Tak trzymać!

KOSZTORYS:
Zupa balijska z krewetkami, kurczakiem, pędami bambusa, chilli, sambalem i togarashi - 18 zł.
6 x sake futomaki (łosoś, ser filadelfia, sałata, ogórek, awokado) - 19 zł.
6 x grill unagi (grillowany węgorz, sałata, sos unagi, dressing, sezam) - 27 zł.
6 x grill sake (grillowany łosoś, ogórek, sałata, słodki sos, dressing, sezam) - 22 zł.
4 x filadelfia roll z tuńczykiem (tuńczyk, awokado, ser filadelfia, masago) - 20 zł.
2 x sake nigiri (łosoś) - 14 zł.
2 x hot aigamo (marynowana pierś z kaczki, z sosem chili i szczypiorkiem) - 32 zł.
Herbata zielona z wiśnią - 10 zł.
Suma: 162 zł.

ŚREDNIA NASZYCH OCEN: 3.88

ADRES: Poznań, ul. Święty Marcin 9
INTERNET: www.violetsushi.pl

Bookmark and Share

24 komentarze:

Anonimowy pisze...

Czy ja dobrze widzę, że miseczka, w której była podana sałatka była wyszczerbiona i to tak dość paskudnie? Jak to możliwe w miejscu, które nie jest barem mlecznym?

Ania pisze...

"z głodu zapomniałam o zdjęciu" - prześladująco często mi sie to zdarza.

Heniu pisze...

Dla informacji powiem tylko że grillowana ryba w maki powinna być zimna. Niestety w Poznaniu chodzi się do restauracji zbyt często by się najeść a zbyt rzadko by spędzić czas. Czy nie naturalnym jest jeśli idzie się wieczorem, spędzić w restauracji 2-3 godziny? Czas lunchu i dostosowane do tego zestawy to co innego! Wracając do temperatury składników... Sushi robią prawie wyłącznie mężczyźni. To kwestia temperatury rąk. Na świecie jest tylko kilka kobiet które uczyły się pod okiem japońskich mistrzów (naturalnie chłodniejsze dłonie). Nauka zazwyczaj trwa minimum 5 lat. I z pewnością nigdy nie uczą by podawać ciepłe sushi. To klienci wymagają pośpiechu i niejako pośrednio psują jakość jedzenia które sami będą spożywać.

Anonimowy pisze...

"Restauracje są jednak pod tym względem dość specyficznym miejscem i kiedy głodny i spragniony człowiek przychodzi się najeść, to obsługa zajmująca się przede wszystkim sobą, bywa uciążliwa, sprawiając, że klient czuje się jak intruz, przeszkadzający komuś w dobrej zabawie."
--- zgadzam sie, jest to prawda znana wszystkim nie od dzis. W szanujacych sie restauracjach kelner nie moze usiasc w godzinach pracy nawet jak nie ma klientow, czy - w jego przekonaniu- nikt nie patrzy. Nie ma tez czytania gazet. Cos takiego jest tez wedlug mnie nie na miejscu w hotelach, w recepcji. Dzis taki recepcjonista widzi z kilometra, czy ktos wchodzi i ostentacyjne odsuwanie gazety, gdy gosc jest juz przy tece jest tak samo irytujace. Ale ja tu winie tez tych co oplacaja pracownikow. Jak sie placi nedzne gorsze za ciezka harowke, to sie nie dziwie ze pracownicy maja zlewke..tylko, ze takie miejsca odwiedza sie niechetnie... Atmosfera jaka tworza kelnerzy to jest jedna z decyduajcych rzeczy przy wyborze lokalu.

Anonimowy pisze...

Zgadzam się. Niestety w Matii też jest fatalna obsługa kelnerska. Ale skoro jak powiedziano powyżej, pracownikom się nie płaci lub przez lata płaci na czarno i nie chce zatrudniać, to trudno od nich wymagać.

Molly pisze...

Hmmm, kolejna czwórka. Czyli w sumie większość restauracji w Poznaniu jest na 4 z plusem lub minusem... Czy warto kontynuować przygodę, jeżeli każda restauracja jest "dobra"? Może czas rozszerzyć skalę? Podejrzewam, że nie chcecie chodzić do złych restauracji - szkoda czasu, pieniędzy i żołądka. Ale przy tej skali nie widać subtelnych różnic pomiędzy restauracjami "dobrymi". Może warto wprowadzić dziesiętne.pozdrawiam!

Zjeść Poznań pisze...

Anonimowy nr 1, tak - obie miseczki, w których podano sałatki były w dwóch miejscach dość paskudnie wyszczerbione.

Ania, gdyby nie jego czujność, to zdjęcia z "rozgrzebanym" daniem pojawiałyby się u mnie znacznie częściej. Jak widać łączy nas nie tylko imię i wiek ;)

Heniu, dzięki za informację o temperaturze grillowanej ryby. Niestety nie możemy jej potwierdzić, ponieważ dotychczas nigdzie nie spotkaliśmy się z wiadomościami na ten temat. Możemy jednak potwierdzić, że ciepły węgorz jest po prostu smaczniejszy od tego zimnego. Niemniej chylimy czoła przed japońską tradycją i zapisujemy to jako plus dla Violet. Jeśli chodzi natomiast o czas spędzany w restauracjach, to całkowicie zgadzamy się, że pośpiech nie jest tu wskazany. Rzeczywistość jest jednak taka, że na poświęcenie 2-3 godzin w restauracji mają czas chyba wyłącznie te jednostki, które odziedziczyły fortunę i w domu mają służbę lub też chodzą do restauracji wyłącznie z okazji święta. Poza tym, długie biesiady przy stole związane są również z daniami w niewielkich porcjach i przy polskiej skłonności do obfitości raczej nikt nie skusiłby się na tradycyjny 9-daniowy obiad (zimna przekąska, zupa, gorąca przystawka, danie rybne, pierwsze danie główne, entree (orzeźwiające "drobiazgi"), drugie danie główne, legumes (danie jarzynowe), deser gorący, deser zimny, lody, sery i owoce). Póki co, w większości polskich restauracji po zjedzeniu jednej przystawki i połowy dania głównego nie sposób nawet pomyśleć o deserze. Zauważyliśmy jednak, że do naszych rodzimych restauracji nieśmiało wkracza ciekawy trend, jakim jest menu degustacyjne. W trakcie takiego wieczoru wypróbować możemy kilku - kilkunastu mini dań, w dość przystępnej cenie, dzięki czemu możemy poznać kunszt szefa kuchni na wielu polach, nie przejeść się zanadto i nie zrujnować. Nie myśl też, że brak nam cierpliwości w oczekiwaniu na wyjątkowe dania. Zupełnie jednak inaczej oceniamy sytuację, gdy widzimy pieczołowicie prowadzone przygotowania, a inaczej jak sushi master wynosi kelnerkę z kuchni na rękach, a goście bezradnie czekają na posiłek :)

Anonimowi nr 2 i 3, nic dodać, nic ująć. Tak się składa, że nadal wiele restauracji zatrudnia studentów, którzy choć sympatyczni, to traktują swoją pracę jako tymczasową (i trudno się im dziwić), przez co zawód kelnera zaczął u nas odchodzić w zapomnienie.

Molly, bez problemu moglibyśmy ruszyć do lokalu, który dostałby od nas przysłowiową dwóję, ale przede wszystkim chcemy dobrze zjeść i szukamy przybytku, który da nam na to choćby cień szansy. Z kolei kwestia ocen dziesiętnych pojawia się w naszych rozmowach już od dłuższego czasu. Nie możemy się jednak zmobilizować, żeby przekopać się przez wszystkie dotychczasowe posty i obliczyć oceny na nowo. Uważamy przy tym, że warto sprawdzić oceny cząstkowe, które dają bardziej szczegółowy obraz sytuacji. A co do kontynuowania przygody, to nadal czerpiemy z niej dużo przyjemności i dopóki tak będzie, nie zamierzamy sobie odpuszczać.

Pozdrawiamy wszystkich serdecznie!

taszka pisze...

Jedzenie w Violet również oceniam bardzo dobrze.. Z obsługa trafiło mi się troszkę lepiej.
Na co jednak można zwrócić uwagę, to że sporadycznie, sama restauracja, prowadzi akcje promocyjne. Ja załapałam się yakitori za połowę ceny, więc nie wyszło tak źle :)

Anonimowy pisze...

co do ocen i skali najlepszy jest system jaki stosuje The Sunday Times i ich krytyk restauracyjny AA Gil (moim skromnym zdaniem najlepszy krytk na swiecie. swietny pisarz!!!!)skala jest takze od 1 do 5 ale moze byc i 10. do tego jest 'satyrycznie' dostosowana do kazdej resturacji.

Anonimowy pisze...

W Violet warto jeść tylko za pół ceny. mają tyle różnych promocji że jedzenie bez promocji jest wyrzucaniem kasy w błoto.

Anonimowy pisze...

Tak się zastanawiam.. czy jeżeli kupiłam na groupon.pl jednego vouchera do Violet Sushi, to mogę iść tam razem z chłopakiem i zamówić dania dla nas obu z tego vouchera?
Ps. Świetna recenzja, obserwuję Was od dłuższego czasu, mobilizujecie do smakowych podróży!
Kasia

Zjeść Poznań pisze...

Taszka i Anonimowi, dziękujemy za komentarze z Waszymi refleksjami odnośnie promocji oraz interesującą wzmianką o A.A. Gill. Pozdrawiamy :)

Kasia, każdy oferta zakupów grupowych rządzi się własnymi prawami, które zamieszczone zostały na kuponie. W przypadku Violet w serwisie Groupon były tylko trzy warunki:

1. Bon można wykorzystać do 31 sierpnia 2010 r.
2. Oferta obejmuje wszystkie dania i napoje z karty z wyłączeniem alkoholi.
3. Konieczna jest wcześniejsza rezerwacja.

Tym samym, możesz iść tam z chłopakiem i przy pomocy jednego vouchera zamówić dania dla Was obojga. Pozdrawiamy Cię serdecznie :)

Akacja pisze...

Wczoraj byliśmy z mężem w Violet, więc chętnie się podzielę wrażeniami. W skrócie: wystrój piękny!, sushi świetne (wzięliśmy duży zestaw 32 szt., którego nazwy nie pomnę, ale zaczynała się na Y; w zestawie były maki i nigiri), a zupa balijska... Wczoraj zajrzałam na Waszego bloga, aby zobaczyć jak oceniliście Violet i zasugerowałam mężowi zupę balisjką po przeczytaniu jej barwnego i sugestywnego opisu. Poza tym mamy sentyment po naszej podróży poślubnej :) No i werdykt: jest wspaniała, wyjadłam biedakowi połowę miski ;)! Dziękujemy za tę wskazówkę! Teraz ceny:
1x zupa + zestaw sushi (32szt) + 2x herbata = 157 zł. No cóż, płaczemy i płacimy. Taniej w suszarniach nie było i nie będzie. Pozdrawiam!

Azzahar pisze...

z tego, co widzę na waszych zdjęciach, Violet Sushi odziedziczyło po prostu meble (i resztę wystroju) po znajdującej się przed nim w tym miejscu Fontannie Czekolady. Kiedy sprzedawano tam słodkości design również wydawał się dziwny, ale w tej chwili efekt jest po prostu porażający...

Anonimowy pisze...

Polecam zupę;) Niestety nie pamiętam nazwy tej, którą jadłam ale doskonale pamiętam ze była rewelacyjna:) Wystrój ciekawy i efektowny - może nie wpisywać się w powszechne gusta, ale ja jestem absolutnie za

Anonimowy pisze...

Wczoraj byłam z chłopakiem drugi raz w Violet. Pierwsza,jeszcze w czerwcu - również wtorkowa - kulinarna podróż bardzo przyjemnie nas zaskoczyła, ponieważ nieświadomie wybraliśmy dzień Samuraja i Gejszy - dostaliśmy po lampce szampana + nigiri z łososiem. Wczorajsza wyprawa była połączona ze świętowaniem rocznicy naszego związku. I tutaj skucha - ani ja, ani mój Samuraj nie dostaliśmy szampana ani jak to ładnie piszą na stronie Violet "prezentu od Mitsuro Matii".
I tutaj zaczyna się problem: walczyć o swoje nie miałam tupetu (a może zwykłej odwagi), a niedosyt pozostał. Co w takiej sytuacji radzi Zjescpoznan? Zrazić się czy zapytać wprost dlaczego nie przestrzegają wtorkowych zasad? Jako osoby raczej nieśmiałe po prostu zapłaciliśmy rachunek i wyszliśmy..
Kasia

Violet_Sushi pisze...

Pani Kasiu, jest nam niezmiernie przykro z powodu zaistniałej sytuacji. Nie wiemy dlaczego nie dostaliście promocyjnego zestawu, taka sytuacja nigdy
nam się nie zdarzyła i absolutnie nie powinna mieć miejsca w Pani przypadku. Zawsze staramy się, aby nasi klienci byli zadowoleni. W ramach przeprosin chcielibyśmy zaproponować Pani i Pani chłopakowi darmowy poczęstunek. W tej sprawie proszę wysłać do nas
e-mail na adres violet@violetsushi.pl, a prześlemy Pani szczegóły.

Zjeść Poznań pisze...

Kasia, bardzo nas cieszy, że zgłoszona przez Ciebie sprawa znalazła swój pozytywny finał :) Swoją drogą, odwiedziliśmy ponownie Violet we wtorek 26 października i musimy przyznać, że poziom obsługi bardzo się poprawił od naszej ostatniej wizyty, przy jednoczesnym utrzymaniu wysokich standardów sushi. Poczęstowano nas wówczas winem musującym (bez dodatkowego prezentu od Mitsuro Matii), jednak dopiero od Ciebie dowiadujemy się o dniu samuraja i gejszy :) Jak najbardziej rozumiemy także Waszą nieśmiałość, bowiem my dopiero od niedawna nauczyliśmy się asertywności względem restauratorów. Co zatem możemy polecić na przyszłość, to dopytanie się w takim przypadku, czy dana promocja nadal obowiązuje. A jeżeli nawet nic z tego nie wyjdzie, to mamy przynajmniej pewność, jak restaurator opanował kryzysowy PR. Jak widać po powyższym komentarzu - Violet zdał celująco ten egzamin. Pozdrawiamy serdecznie :)

Jarzabek pisze...

Ze swojej strony mogę potwierdzić fatalną obsługę, pani rozmawiająca z koleżanką i ociągająca się w każdej kwestii skutecznie mnie zniechęciła. Okazuje się jednak, że jedna rzecz była tam nawet gorsza...do tego stopnia, że sądziłęm iż mi się przewidziało, jednak osoba, która mi towarzyszyła potwierdziła moje obawy. Otóż wspomniana już sałatka pozostała na naszym stole nienaruszona, więc pani nas obsługująca wzięła ją...i postawiła na innym stoliku kolejnym gościom. Ten gest zniechęcił mnie wystarczająco i nie zamierzam już nigdy odwiedzić tego miejsca.

krysienkaw pisze...

Czasami odwiedzam Violet, ponieważ pracuję w pobliżu i przyznam, że nigdy nie miałam zastrzeżeń ani do jakości obsługi ani do poziomu serwowanego jedzenia. Ostatnio miałam okazję uczestniczyć w organizowanych tam warsztatach sushi i jestem bardzo zadowolona. Spotkanie odbyło się o g.17 i trwało około dwie godziny. Na początku sushi master w interesujący sposób opowiadał o historii sushi, podstawowych składnikach i sposobach jej przyrządzania (pan, który prowadził kurs obdarzony był talentem estradowym i dużym poczuciem humoru, równie dobrze jak przyrządzanie rolek wychodziło mu zabawianie gości, więc było całkiem wesoło) Kucharz pokazywał, jak prawidłowo przygotować dany specjał, następnie robiliśmy go wszyscy, po czym przechodziliśmy do kolejnego rodzaju sushi. W programie było futomaki z paluszkami krabowymi, hosomaki z łososiem, uramaki z pastą z ryby maślanej i nigiri z krewetką. Oczywiście wszystko można było zjeść albo zabrać na wynos. Wejściówka kosztowała 120 zł (w innych miejscach spotkałam się z ceną 150 zł). W cenie nie było napojów, ale bar był otwarty, więc można było sobie coś zamówić. Moim zdaniem warsztaty były przeprowadzone bardzo profesjonalnie. Polecam każdemu miłośnikowi egzotycznych smaków.

Anonimowy pisze...

Witam wszystkich serdecznie. Tak tu czytam o naszych poznańskich suszarniach i sama nie wiem co myslec. A tu czasem jakis "znawca" jak Henio sie wypowie krytycznie a ty ktoś pochwali, no coż... Prawda moi drodzy jest taka ze nigdy nie spotkalam sie w tym miescie z dobrym sushi i nie dziwie sie temu wcale bo to Polska. Nic dziwnego ze w kazdej suszarni serwuja nam mrozone ryby bo przeciez skąd w Poznaniu ma się niby pojawic świeży tunczyk? Nawet jak sie pojawia to go siup do zamrazarki(wszystkie suszarnie stosuje FIFO= first in first out) i niech czeka na swoja kolej. O mrozonych owocach morza nie wspomne, juz dawno zreszta wiekszosc knajp odeszla od gotowania krewetek i stosuje sie tzw. tacki(do dostania chociazby w makro). Na palcach jednej reki wylicze miejsca w ktorych podaje sie prawdziwy serek Philadelphia zamiast Turka(kto nie wierzy niech zapyta czy moglby zobaczyc opakowanie). "Masterzy" jakkolwiek ich nazwac to w wiekszosci ludzie z przypadku, bardziej skupieni na robieniu poprawnego sushi i dobrej gadce niz dazeniu do perfekcji w iscie japonskim stylu. Ryz, hmm nie raz nie dwa z samego rana załapałam sie(i nie tylko ja, Wy tez) na wczorajszy(a ryz jak wiemy szybko sie psuje, z reszta i tak chodzi o swiezosc). Tatary z tynczyka i lososia mimo swojej ceny powstaja z najgorszej jakosci miesa(tynczyka zazwyczaj mieli sie razem ze sciegnami), nie inaczej jest z lososiem pieczonym(za cenie wyzsza niz surowego otrzymujemy "te" brazowe kawalki miesa lub lososia juz "wychodzacego"). Dorada stosowana jest zamiennie z okoniem(bo przeciez nikt sie nie polapie) lub inna biala ryba. Mialam okazje popracowac kilku "szanowanych" lokalach suszi w Poznaniu, to tak wyprzedzajac pytanie. Moi drodzy jeśli chcecie zjesc dobre sushi to polecam wycieczke do Japonii bo u nas to tylko schaboszczak jest swiezy i to niezawsze. Pozdrawiam naiwnych zjadaczy, łudzacych sie ze w ich knajpie jest inaczej. Ja wiem jedno, po tym co widzialam juz nigdy nie zjem czegos co sie w Poznaniu serwuje jako sushi.
Bunny

Violet_Sushi pisze...

Witaj Bunny,

Jak już zauważyłaś, za oknami VIOLET sushi nie ma portu pełnego owoców morza, ale w naszym odczuciu nie zwalnia nas to z zapewnienia naszym Gościom sushi o najwyższej jakości. Postaram się pokazać Tobie, jak bardzo mylisz się w ocenie naszego lokalu:
1. Tuńczyk – jest świeży, dostarczany do naszego lokalu co drugi dzień (najwyższej jakości część grzbietowa), jest przechowywany w niskiej temperaturze, ale nie jest mrożony. Jaki jest sens zakupu świeżego tuńczyka za grube pieniądze, by go potem zamrozić? My tego nie robimy – nasz tuńczyk zawsze jest świeży.
2. Łosoś – jest świeży, dostarczany do naszego lokalu codziennie. Pracujemy tylko na mięsie najwyższej jakości, brązowe elementy i skóra trafiają do kosza. U nas nie ma "wykwintnych" specjałów ze skóry łososia i innych odpadów!
3. Ryż – jest najważniejszym elementem sushi i nie ma możliwości, by szef sekcji sushi pozwolił na pracę na „zepsutym” ryżu. Poza tym, przy takiej ilości gości jaką obsługujemy, ryż jest przyrządzany na bieżąco i nie ma czasu by się „zestarzeć”.
4. Tatar z łososia i tuńczyka – cały urok sushi barów polega na tym, że wszystko przygotowywane jest na widoku. Gdybyś usiadła w naszym lokalu przy sushi masterze i zamówiła tatar, zobaczysz jak kucharz przygotowuje go z najlepszego kawałka ryby, sieka rybę nożem (nic nie jest mielone), dodaje przyprawy. Tak powstaje poezja smaku – tatar, świeży i pachnący, gwarantuję.
5. Sushi opalane i grillowane – procedura jest prosta: zamawiasz specjał, jeżeli jest opalany to porcja ryby jest opiekana żywym ogniem na stanowisku sushi mastera, jeżeli grillowany – ryba od sushi mastera trafia do kuchni na grilla (ta sama - najwyższej jakości), a potem wraca do Twojej rolki.
6. Dorada – nie jest zamiennikiem, praktycznie nie jest dostępna w naszym lokalu, za to jest pstrąg, okoń, ryba maślana, halibut i wiele, wiele innych.
7. Prawdziwy serek Philadelphia – taki jak w Japonii? Tam jest raczej trudno o serek Philadelphia w sushi.
8. Sushi masterzy – w naszych lokalach są to osoby mające wieloletnie doświadczenie w przygotowywaniu sushi – kucharze.

Droga Bunny, nigdy nie byłaś pracownikiem lokalu Violet Sushi & Yakitori, nie jesteś sushi masterem a twoje doświadczenie z sushi musiało być przykre, ale nigdy nie zdobyłaś go u nas. Jeżeli naprawdę masz ochotę podjąć pracę w lokalu, gdzie jakość jest priorytetem, zapraszamy Cię do przysłania CV na adres violet@violetsushi.pl.

My również pozdrawiamy wszystkich zjadaczy sushi. Nie jesteście naiwni, wystarczy tylko, że będziecie odwiedzać lokale, które dbają o swoich Gości, a portal zjescpoznan.blogspot.com pomoże Wam je znaleźć.

mirellala pisze...

Zgadzam się z panem prowadzącym ten blog w pełni, zupa balijska - rewelacja!! Kocham Violet za tą zupę:)

fast_fashion pisze...

Byliśmy wczoraj:
- wystrój rzeczywiście przygnębiający, zbyt ciemno;
- niestety drogo (69zł za 24 kawałki przy czy tylko 2 z nich były z rybą-łosoś, 2 z mielonką rybną?,)
- imbir mało smaczny, wielkie kawałki, wasabi było położone tak, że po zjedzeniu 3/4 porcji okazało się, że wogóle jest na tacy;
- obsługa ok, przy czy przy wejściu wzrok wszystkich pracowników zwrócony ku nam.

Zdecydowanie póki co Sushi-Bushi jest moim nr 1 i mimo kolejnych wizyt w tego typu barach, świeżością i wykonaniem bije na głowę wszystkie inne w Poznaniu.

Pozdrawiam

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...