niedziela, 10 kwietnia 2011

Pokaz i degustacja sushi / degustacja włoskich win i antipasti w restauracji U MNIE CZY U CIEBIE

W poniedziałek, 28 marca na godz. 20:00 zostaliśmy zaproszeni do restauracji "U mnie czy u ciebie", gdzie odbywał się pokaz oraz degustacja sushi. Dziś to my zapraszamy Was do zapoznania się z krotką relacją z tego spotkania.


Przed wizytą, zastanawialiśmy się, czy impreza sushi ma rację bytu w restauracji, która z tą potrawą nie ma nic wspólnego. Wiedzieliśmy rzecz jasna, że to nie kucharze z "U mnie czy u ciebie" będą przyrządzali sushi tylko współpracująca z nimi firma Tejinashi Sushi Service. Z drugiej jednak strony w Poznaniu mamy kilkanaście sushi barów, które w dużej mierze zaspokajają popyt Poznaniaków na tematykę związaną z kuchnią japońską. Czy zatem znajdą się kolejni chętni? Jak się okazało na miejscu - znaleźli się, ba - był nawet nadkomplet, a osoby bez wcześniejszej rezerwacji musiały obejść się smakiem. Trudno ustalić w czym tkwiła tajemnica nadkompletu, ale z pewnością nie zaszkodziła tu dbałość o promocję - reklamy spotkania zauważyliśmy nie tylko na drzwiach lokalu, ale także na Facebooku, w Gazecie Wyborczej, no i oczywiście na Zjeść Poznań ;)

Odnośnie frekwencji byliśmy już spokojni, jednak przyznać musimy, że gdy zobaczyliśmy salę wypełnioną do ostatniego miejsca i tylko dwóch członków załogi Tejinashi Sushi Service, to ogarnął nas mały niepokój w kwestii wydawania dań i czasu na ich oczekiwanie. I tutaj największe zaskoczenie wieczoru - wszystko szło tak sprawnie, że aż trudno nam było w to uwierzyć, bowiem w niejednym sushi barze swoje musieliśmy odczekać, gdy dwójka sushi masterów obsługiwała zaledwie ośmioro gości. Tu gości była pięćdziesiątka i nikt zbytnio nie czekał. Wróćmy jednak na chwilę do początku, ponieważ tak chwalimy czas, a jednak należałoby wspomnieć, że organizatorzy również chyba nie spodziewali się takiej frekwencji przez co start imprezy opóźnił się o dobre pół godziny. W czasie tym próbowano opanować sytuację z rezerwacją stolików, miały miejsce liczne przesiadki, tak aby maksymalnie można było wykorzystać możliwości lokalowe. Czasem było to nieco niezręczne, gdy sugerowano roszady tym, którzy wcześniej zajęli sobie miejsce, ale suma sumarum nie możemy narzekać, gdyż stolik nasz zestawiono ze stolikiem dwójki bardzo sympatycznych osób, które mieliśmy dzięki temu okazję poznać (Filip, Juliusz - pozdrawiamy Was).


Na początku podano pikantną zupę Sakana. Później na stole pojawiały się talerze z kolejnymi specjałami. Aby uświadomić Wam, jak sprawnie szła obsługa, dopowiemy, że gdy po zjedzeniu jednej porcji ruszaliśmy zrobić kilka fotek i podpatrzeć, jak pracują masterzy, to po chwili trzeba było wracać, gdyż Pani kelnerka na nasz stół podawała już kolejny talerz... i tak siedem razy... a w menu znalazło się 8 szt. hosomaki (łosoś, krewetka); 4 szt. uramaki (tatar z tuńczyka, tatar z łososia) oraz 2 szt. nigiri (dorada, tuńczyk), a także 2 szt. futomaki z łososiem, a na koniec 2 szt. roll z łososiem i przypiekanym foie gras, jako specjalność szefa kuchni. Całości trochę uroku odbierała zastawa, która akurat nie do sushi została zaprojektowana. Trudno się jednak spodziewać, aby restauracja, która okazjonalnie taki wieczór organizuje zaopatrywała się w specjalistyczną zastawę na kilkadziesiąt osób. Wydaje się zatem, że powinna to być raczej rola Tejinashi Sushi Service, bo skoro na ich stronie internetowej możemy wyczytać, że oferują nadanie imprezie niepowtarzalnego charakteru, to zastawa byłaby tu bardzo na miejscu. I choć rzadko się zdarza, by rzeczywistość była bogatsza od reklamy, to i tutaj mieliśmy pozytywny tego przykład - zapowiadano bowiem degustację 15 kawałków sushi w cenie zaproszenia, a skończyło się na 18 kawałkach i zupie :)

Naprawdę fajny był to wieczór i miło go spędziliśmy. Co jednak byłoby można w takim spotkaniu poprawić od strony organizacyjnej? Pierwsza rzecz, jaka nam się nasuwa na myśl, to fakt, że odłożono na bok ideę pokazu i skupiono się wyłącznie na degustacji. Ania stołu sushi masterów ze swojego miejsca w ogóle nie widziała, a Marcin widział go w odległości 8 metrów i to tylko wtedy, gdy wychylił się mocno do tyłu. Jasne, że można było do niego podejść i przyglądać się temu co masterzy robią, ale to można akurat w każdym sushi barze, a skoro coś określa się pokazem, a sushi master słowem się do gości nie odezwał, to chyba jednak nie do końca jest to adekwatna nazwa. Zdajemy sobie przy tym świetnie sprawę, że przygotowanie w półtorej godziny 900 kawałków sushi to karkołomne zadanie, które wymaga nie lada koncentracji, ale mimo to sformułowanie "pokaz" powinno albo zobowiązywać, albo należałoby je usunąć z materiałów promocyjnych. Druga sprawa, którą należałoby przemyśleć, to wzbogacenie lub urozmaicenie zaproponowanego menu. Trudno ocenić, czy na sali w większości byli smakosze sushi, czy też Ci, którzy tego wieczoru rozpoczynali z sushi przygodę, ale mało barwne hosomaki z krewetką, czy też z łososiem - ani nie zaspokoi tych pierwszych, ani nie przekona tych drugich.


Było to pierwsze tego typu spotkanie w restauracji "U mnie czy u ciebie", jednak z tego co się zorientowaliśmy, jej właściciele chcieliby na stałe organizować cykliczne wieczory tematyczne. Informacje te zaczynają się potwierdzać, bowiem na 11 kwietnia zaplanowany jest drugi pokaz sushi, a na 15 kwietnia degustacja włoskich win i antipasti. Jesteśmy przy tym przekonani, że ze spotkania na spotkanie organizacja będzie co raz to lepsza, czego pierwszą jaskółką jest plakat promujący kolejne spotkanie sushi (o niebo lepszy i czytelniejszy od poprzednika).

Jakość do ceny: 4

DEGUSTACJA WŁOSKICH WIN I ANTIPASTI:
Nie minęły trzy tygodnie, kiedy to restauracja "U mnie czy u ciebie" zaprosiła nas na degustację włoskich win i przekąsek, która odbyła się w piątek 15 kwietnia o godz. 20:00. Gdy dotarliśmy na miejsce okazało się, że entuzjaści kuchni włoskiej wypełnili zaledwie w połowie salę, podczas gdy każdy z trzech pokazów sushi zgromadził nadkomplet chętnych. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło - tym razem mogliśmy zająć lepszy stolik - bliżej centrum wydarzeń i bardziej oświetlony, co przełożyło się na trochę lepszą jakość zdjęć. Od razu spostrzegliśmy też, że w dwóch obszarach poprawiono niedociągnięcia organizacyjne, które sygnalizowaliśmy we wcześniejszej relacji. Po pierwsze, podniesiono płócienne zasłony między dalej położonymi stolikami, tak aby zasiadający tam goście mogli ogarnąć wzrokiem cały lokal, nie będąc sztucznie odcięci od centrum wydarzeń (patrz Ania na pokazie sushi). Druga sprawa to interakcja - na sali był głośnik z całym oprzyrządowaniem, a prowadzący wieczór sommelier miał dyskretny mikrofon, którego nie bał się używać.


Na każdym stole obok czterech kieliszków, butelki z wodą mineralną, karafki z wodą do płukania kieliszków i wiaderka do wylewania tejże wody znalazły się także specjały na zimno - czarne i zielone oliwki, gotowana fasola w sosie pomidorowym, a także pesto. Do tego po chwili doniesiono ciepłe pieczywo - bagietkę i chlebek pizza. Szczerze mówiąc myśleliśmy, że przed nami są wszystkie tytułowe przystawki, a teraz oczekujemy już tylko na tytułowe wina. Jak się jednak okazało restauracja "U mnie czy u ciebie" poszła w gościnę szeroko, bowiem oprócz zimnych antipasti na stół co rusz wjeżdżały te ciepłe. Na początek podano zupę z małży z pomidorami i śmietaną. Dalej były - babeczki z kruchego ciasta z serem ricotta i oliwkami; crostini z wołowiną i pastą z awokado; szynka z mozzarellą i pomidorami na cieście jak na pizzę (podane z rukolą, parmezanem i pestkami dyni), a wszystko to w parze z serwowanymi winami. Na deser dostaliśmy jeszcze mascarpone z amaretto w kruchej babeczce z truskawką, sosem cytrynowym, posypane czekoladą. Suma sumarum najbardziej zasmakowały nam crostini z wołowiną oraz mascarpone z amaretto, a przyczepić się moglibyśmy właściwie tylko do mrożonych małży w zupie. Jednak w kontekście innych frykasów oraz ceny (o której będzie jeszcze mowa), to fakt ten poszedł szybko w zapomnienie.


Wino do posiłku dostarczył gdyński importer - Noma Sp. z o. o., którego slogan "Wielkie Wina Włoskie" był dobrze widoczny podczas degustacji. Nie podejmujemy tutaj dyskusji, czy były one wielkie, ale na pewno były przyzwoite i naprawdę smaczne. Żeby jednak nie byś gołosłownymi przytoczmy szybko, co i w jakiej kolejności degustowaliśmy:

Prosecco Veneto Frizzante DOC
A-Mano Primitivo Puglia IGT 2008
Ekeos, Verdicchio dei Castelli di Jesi Classico Superiore DOC 2008
Chianti Classico (Agricultura Biologica) DOCG 2008
Monile Valpolicella Superiore Ripasso DOC 2008

Wina pochodziły kolejno od następujących producentów - Zonin, A.Mano, Fazi Battaglia, Pian Del Gallo, Salvalai, a zakupić je można na stronie importera w cenie od 38 do 77 zł za butelkę. Warto przy tym wspomnieć, że we włoskim prawie winiarskim są cztery stopnie klasyfikacji. Na szczycie jest Denominazione di Origine Controllata e Garantita (DOCG), następnie Denominazione di Origine Controllata (DOC), Indicazione Geografica Tipica (IGT) i wreszcie Vino da Tavola (VdT), czyli wino stołowe. Zestawiając to z oznakowaniem degustowanych butelek widać, że win stołowych nie podano nam wcale, jedno z win sklasyfikowane było jako IGT, trzy jako DOC, a jedno było najwyższej klasy - DOCG.


Jeśli już o cenach wina wspomnieliśmy, to jest to dobry moment do rozważań, nad czymś, co nas szczerze i pozytywnie zszokowało - nad świetnym stosunkiem jakości do ceny, jaką zaproponowała restauracja "U mnie czy u ciebie". Widać było to wyraźnie podczas degustacji i widać to teraz w naszych szybkich wyliczeniach. Zestawmy kilka faktów. Zaproszenie kosztowało 35 złotych. Pięć wymienionych butelek wina to z kolei koszt 249 złotych. W każdej butelce znajdowało się 750 ml trunku, a w każdym kieliszku około 100 ml. Tym samym koszt realnie degustowanego wina wynosił 33 złotych na osobę (i to nie po wysokich marżach restauracyjnych, a po cenach importera). Chyba zgodzicie się z nami, że za pozostałe 2 złote restauracja nie była w stanie zapewnić nam lokalu, obsługi, wody mineralnej, pieczywa, dodatków, zupy, czterech przystawek i deseru. A przecież rozreklamowano jeszcze degustację i zapewniono nagrody w zorganizowanym pod koniec wieczoru konkursie (sześć otwieraczy do wina i dwa zaproszenia do restauracji). Wniosek z tego jeden - "U mnie czy u ciebie" dołożyło niemało i zrobiło degustację po kosztach, traktując ją jako formę reklamy. Chwała właścicielom za odwagę, bowiem nie poszli na łatwiznę wyrzucając pieniądze na ramkę w prasie, czy też książce telefonicznej tylko zainwestowali je w gościnę. Szkoda jedynie, że lokal nie pękał w szwach, gdyż naprawdę warto było tam wówczas zajść. My wizyty nie żałujemy, a wręcz przeciwnie. Na pokazie sushi byliśmy raz, było fajnie i nam wystarczy, jednak włoskich win i przekąsek tak łatwo nie odpuścimy. Już na miejscu dopytywaliśmy, kiedy przewidywana jest kontynuacja (ponoć w połowie maja), gdyż z przyjemnością zjawimy się na niej ponownie. I tak, jak Wam tu i teraz degustację polecamy, tak polecamy ją na co dzień zarówno rodzinie, jak i znajomym. Zobaczymy jak będzie, ale powinien być komplet :)

Jakość do ceny: 5+

KOSZTORYS: 35 zł od osoby

ADRES: Poznań, ul. Gwarna 3

INTERNET: www.umnieczyuciebie.pl

Bookmark and Share

2 komentarze:

Nerina pisze...

Byłam na tej degustacji kilka dni temu. Wyjście było niespodzianką więc nie miałam żadnego nastawienia. Dopiero później znalazłam Waszą notkę. Muszę powiedzieć że się z nią w pełni zgadzam ale! Jak dla mojej skromnej osoby sushi było naprawdę dobre, zestaw ciekawy ale niezbyt wyrafinowany, w sam raz na publiczną degustację bez określonego targetu.
Ponadto chyba posłuchali Waszych rad - sushi master miał mikrofon przy uchu i tłumaczył co i jak robi. Jaki rodzaj będzie następny, jakie są składniki, jak zrobić ryż do sushi, jak wybrać ryby itd. Na koniec jeszcze zostały składniki i goście mogli sami po krótkim instruktarzu wykonać rolki sushi! Sama nie wykonywałam ale widziałam że innym sprawia to wielką frajdę :)

Moja ocena jest bardzo pozytywna, wybieram się na kolejną degustację (ale jest jakoś dopiero w maju z tego co mówili). Jedyny minus (ale duży) dla mnie - brak odpowiednich alkoholi do sushi. Osobiście zamówiłam białe wino ale wiele osób piło (o zgrozo!!) piwo.

Arron pisze...

Dziękuję Wam za pozdrowienia, bardzo miło było Was poznać. Mam nadzieję, że jeszcze będziemy mieć okazję się gdzieś na siebie trafić.

@Nerina, mam nadzieję, że niespodzianka Ci się podobała. Obiecuję, że jak pójdziemy na następną degustację (9 maja) to nie będę pić piwa!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...