sobota, 20 listopada 2010

Restauracja na szóstkę

Dotychczas najwyżej ocenioną przez nas restauracją jest La Passion du Vin (4.78) i choć jeszcze wyższe noty przyznaliśmy za Gotowanie z szefem kuchni Hotelu Sheraton, to nie była to stricte ocena restauracji Fusion, a raczej przygotowanej przez hotel oferty specjalnej. Czy istnieje zatem w Poznaniu restauracja, która ma szansę na ocenę 6.00? Czego w restauracjach szukamy - jakiego poziomu smaku, wystroju, obsługi oraz jakości do ceny? Czy mamy jakiś punkt odniesienia? Z takimi właśnie pytaniami chcielibyśmy się dziś pokrótce zmierzyć.

Wśród gastronomicznych wyroczni niekwestionowany prym od lat dzierży czerwony przewodnik Michelin, którego armia anonimowych inspektorów corocznie przemierza świat w poszukiwaniu godnych uwagi restauracji. Już sam fakt umieszczenia restauracji na liście rekomendacji Michelin jest ogromną nobilitacją, jednakże te najlepsze z najlepszych klasyfikowane są poprzez trójstopniowy system oceny. Jedna gwiazdka (*) oznacza bardzo dobrą kuchnię w swojej kategorii; dwie gwiazdki (**) - doskonałą kuchnię, dla której warto zboczyć z trasy; trzy gwiazdki (***) - wyjątkową kuchnię, wartą specjalnej podróży. Do tego dochodzą jeszcze wyróżnienia Bib Gourmand (dobra kuchnia w korzystnej cenie), czy komplety skrzyżowanych sztućców (przyznawane w skali od 1 do 5 za szczególną prezencję i komfortowe wnętrza). Niestety, jak dotąd żadna poznańska restauracja nie została wymieniona w przewodniku Michelin, nie mówiąc już o jakimkolwiek wyróżnieniu lub gwiazdce. Tegoroczne rekomendacje otrzymało za to 15 restauracji z Warszawy i 17 z Krakowa. Czy Poznań został pominięty, bo inspektorzy tu nie docierają, czy może tak bardzo odstajemy kulinarnie? Naszym zdaniem, nie jesteśmy na ich szlaku wędrówek, ale też nie jesteśmy na nim, bo nie wysyłamy żadnych sygnałów, że warto ten szlak o Poznań poszerzyć.

Ocenę na poziomie 6.00 rezerwujemy sobie zatem na restaurację, która w naszym odczuciu miałaby realną szansę na gwiazdkę Michelin. Póki co, punktem odniesienia jest dla nas (wyróżniona jedną gwiazdką *) restauracja Martin Wishart w Edynburgu, gdzie Ania półtora roku temu odbyła kurs kulinarny, pod którego wrażeniem jest po dziś dzień. Obejrzyjcie zresztą film, a dowiecie się w 7 minutowym skrócie, czego w Poznaniu szukamy...


PS W grudniu mamy zamiar zweryfikować nasz punkt odniesienia, poprzez wizytę w berlińskiej restauracji Fischers Fritz, której Michelin od czterech lat konsekwentnie przyznaje dwie gwiazdki (**). Relację z tej kulinarnej wyprawy umieścimy na blogu :)

Bookmark and Share

11 komentarzy:

Ania pisze...

Świetny pomysł w ogóle na taki pomiędzy recenzyjny wpis!

Anonimowy pisze...

Rewelacyjna restauracja. Jeśli o Poznan chodzi to jedynym miejscem które kojarzy mi sie z kuchnia w podobnym wydaniu jest restauracja w hotelu Blow Up Hall. Był o niej artykuł w którejś z kuchennych gazet.Nie mysleliście o odziedzinach tamże?

Tomasz pisze...

Jeśli MW ma jedną gwiazdkę w Michelin, to obawiam się, że ciężko będzie znaleźć w Poznani restaurację godna chociaż wzmianki w przewodniku.

Ola pisze...

Ten filmik mną wstrząsnął i uświadomił mi w jak marnych restauracjach do tej pory jadłam. Muszle św. Jakuba otwierane na świeżo przez pracowników kuchni? Groszek łuskany własnoręcznie? Ale dolina :D Zdradźcie proszę jakie są ceny w tej restauracji.

Zjeść Poznań pisze...

Ania – dzięki!

Anonimowy – z tego co wiemy to Blow Up Hall dopuszcza możliwość robienia zdjęć, ale przed publikacją muszą one przejść autoryzację działu marketingu, co oczywiście szanujemy, jednak ze względu na charakter bloga - nie akceptujemy. Być może za jakiś czas zawitamy tam bez aparatu, jednak obecnie koncentrujemy się na restauracjach o bardziej otwartej polityce informacyjnej.

Tomasz – my też się tego obawiamy i w tym przypadku nie tyle będziemy szukać, co cierpliwie na taką restaurację oczekiwać.

Ola – lunch u Martina Wisharta kosztuje 27.50 funtów, a sześciodaniowe menu degustacyjne to wydatek 65 funtów.

Pozdrawiamy Was :)

Anonimowy pisze...

Moi drodzy jak byście ocenili restaurację w Poznaniu w której lunch kosztował by 120 zł od osoby bez napojów a degustacyjne menu 300 zł bez napojów czyli normalna kolacja bez napojów około 500zł od osoby??

Anonimowy pisze...

Coś wspaniałego.Dziwi mnie tylko jedna rzecz, dlaczego wszyscy kucharze pracują bez czepków ?
Myślę, że w Poznaniu może powstać taka restauracja ale dla kogo ?

Anonimowy pisze...

Zadziwia mnie upora i samozaparcie z jakim komentują i oceniają Państwo poznańskie restauracje.
Myślę, że aby to robić trzeba choć trochę znać się na jedzeniu, a Państwu niestety wiedzy tej brakuje. Wielu ludzi uważa, że skoro jedzą i lubią jeść, to doskonale się na jedzeniu znają. Nic bardziej mylnego!
Czy pisząc, że nie jadło się prawdziwego gaspacho można zabierać się za ocene tej zupy? Czy nie jedząc w najlepszych restauracjach (i nie piszę tu o najdroższych bo najlepsza nie koniecznie znaczy najdroższa) i nie wiedzieć, jak naprawdę powinny smakować przegrzebki, tuńczyk, avocado można je oceniać?
Tak na prawdę to poirytowała mnie kwestja podjęta przez Państwa w niedawnym wpisie o przewodniku Michelin, stąd mój wpis. Dyskusja prowadzona na temat czerwonego przewodnkia nie powinna mieć miejsca zupełnie dopóki, dopótyw świadomości naszych kucharzy (ale również i społeczeństwa) nie zajdą zmiany w mentalności i nawykach. Skupmy się na tym , aby nasi kucharze używali, zamiast mrożonek , produktów świeżych i lokalnych.Aby kierowali się zasadą „less is more” . Im mniej na talerzu składników tym lepiej, ale niech będą to podukty o najwyższej jakości. Niestety tego brakuje w naszej gastronomii. Na całym świecie za jedzenie gourmet trzeba płacić krocie, a porcje są niewielkie. Bo nie o napchanie żołądków tu chodzi, a o doznania kulinarne. Nie jest to jedzenie na każdy dzień, a na specjalne okazje, aby przy okazji ciała nakarmić duszę. Na co dzień polecam bistra!


P.S.Millefeuille to ciastko składające się z ciasta francuskiego przełożonego kremem, a nie jak Państwo piszą ciasto francuskie samo w sobie.

Zjeść Poznań pisze...

Anonimowy nr 1 - nasza ocena zależałaby od wszystkich pozostałych czynników (jedzenie, wystrój, obsługa). Jeśli bowiem wskazane ceny odpowiadałyby jakości i smakowi potraw serwowanych u Martina Wisharta, to zapewne restauracja miałaby u nas szansę na szóstkę. Póki co, z takim poziomem się jednak w Poznaniu nie zetknęliśmy.

Anonimowy nr 2 – faktycznie, również podczas kursu kulinarnego kucharze poruszali się bez czepków. Co do poznańskiej restauracji na miarę gwiazdki Michelin, to prawdopodobnie nie miałaby problemów z klientami, gdyż byłaby jedyną w Polsce na takim poziomie.

Anonimowy nr 3 - większość poruszonych przez Ciebie kwestii to oczywistości i jesteśmy przekonani, że czytelnicy bloga świetnie zdają sobie z nich sprawę. Co do Twoich wątpliwości w kwestii materiału porównawczego, pragniemy Cię jednak uspokoić, że choć Poznań opisujemy na co dzień, to w ciągu roku odbywamy kilka kulinarnych wypraw (docelowo grudzień miał być miesiącem podsumowującym na blogu nasze tegoroczne kulinarne wojaże). W kwestii gazpacho, też nie do końca się z Tobą zgadzamy, bo czyż nie o smak tu przede wszystkim chodzi!? Znając oryginalny przepis mamy zawsze pewne wyobrażenie o smaku dania, a informacja o tym, że dana potrawa nie była przez nas jedzona w oryginalnej odsłonie wynika przede wszystkim ze zwykłej uczciwości. Nie oszukujmy się, że jest na świecie osoba, która spróbowała wszystkie dania w oryginale i tylko ona ma prawo do wartościowania jedzenia. Jeśli chodzi natomiast o Millefeuille, nie jesteśmy do końca pewni co miałeś na myśli, gdyż nazwa ta nigdy nie została przez nas użyta w kontekście ciastka francuskiego. Mowa o Millefeuille była tylko w przypadku La Passion du Vin, jednak i tam opisywaliśmy wariację tego deseru (płatki czekolady przekładane kremem czekoladowym), aniżeli jego wzorzec. Przywołane przez Ciebie Millefeuille to tylko wersja tradycyjna (to tak jakby stwierdzić, że każde spaghetti, to makaron z sosem bolońskim). Pewien znajomy kucharz z Francji przedstawił nam teorię, że nazwa Millefeuille to mniej więcej "płatki pośrodku" lub "mnóstwo płatków" (milieu - środek lub mille - mnóstwo i feuille - liść, płatek), stąd wszystkie ciastka składające się z cienkich płatków (np. czekolady lub ciasta francuskiego) przełożonych kremem mogą nosić nazwę Millefeuille.

baska pisze...

A ja znam od lat w Poznaniu restaurację na 6!:) to PAPAVERO, niedaleko Pl. Wolności. Fenomenalna kuchnia, zawsze na najwyższym poziomie; no i obsługa- od lat ci sami Panowie. Trzeba koniecznie spróbować!!!

Anonimowy pisze...

Narazie w Poznaniu niema szans na restauracje na poziomie Michellina , bo niema takich miejsc jeszcze ,

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...