czwartek, 18 marca 2010

MYKONOS tawerna / ocena 3.91

Kilka razy dotarła do nas informacja o tym, że grecka tawerna Mykonos i mini tawerna Meze należą do tego samego właściciela. Po małym zgrzycie w Meze, programowo omijaliśmy Mykonos, wychodząc z założenia, że i tu nie uzyskamy zgody na fotografowanie. W końcu postanowiliśmy to jednak sprawdzić i tym razem obyło się bez komplikacji. Ostatecznie nie mamy pewności, czy informacja o wspólnym właścicielu jest tylko plotką, czy też zmienił on podejście do tematu zdjęć. Tak czy inaczej cieszymy się, że zaryzykowaliśmy.


ONA:
W krótkim czasie odwiedziliśmy trzy restauracje, w których pozytywnie zaskoczyła mnie liczba stołujących się gości. Może czas więc zweryfikować poglądy, może Polacy zaczynają zmieniać przyzwyczajenia i zamiast zbierania pieniędzy na nowy, lepszy, większy samochód lub tę bliżej nieokreśloną „czarną godzinę”, zaczynają trochę częściej (nawet wbrew rozsądkowi) korzystać z rozkoszy stołu w ulubionych lokalach. Bardzo chciałabym wierzyć, że to prawda. Nie twierdzę, że byłoby dobrze, gdyby wszyscy nagle rzucili się w wir wydawania pieniędzy w restauracjach, rujnując tym samym domowy budżet i fajną tradycję rodzinnego, domowego obiadu. Chciałabym jednak, żeby chwila zapomnienia w trakcie kolacji na mieście (kiedy nie trzeba myśleć np. o myciu naczyń) przydarzała się każdemu trochę częściej niż na rocznicę ślubu, dzień kobiet, czy walentynki. Ja na przykład dla takich chwil myśl o zakupie samochodu mogę odwlekać w nieskończoność.

Wnętrze tawerny (szczególnie górna sala) daje namiastkę greckich wakacji. Białe, niewysokie ścianki wydzielają intymną przestrzeń, a jasnoniebieskie detale, mnóstwo marynistycznych dodatków, sieci, obrazków tworzy taki nadmorski, sielski, choć nieco tandetny klimat. Na dole jest bardziej kiczowato - żółto - pomarańczowe ściany z koszmarnymi malowidłami, kinkiety zrobione z ogromnych muszli. Nie jest to zdecydowanie mój klimat, choć pomijając palące przy stoliku obok panie, bardzo głośną muzykę (na początku jakieś greckie disco, a później bardziej tradycyjne greckie klimaty) i jeszcze głośniejsze towarzystwo dwa stoliki dalej, w Mykonosie czułam się po prostu swojsko i dobrze. Po zajęciu miejsc dość długo czekaliśmy na kogoś z obsługi. Później było nieco sprawniej, bo w końcu sami znaleźliśmy porzucone na stoliku obok menu, dzięki czemu przy pierwszym spotkaniu z Panią kelnerką byliśmy gotowi złożyć zamówienie. Po chwili na naszym stole zjawiło się „czekadełko”, w postaci dwóch maleńkich kanapek z tapenadą (pasta z czarnych oliwek z dodatkami). Celowo użyłam słowa „zjawiło się”, ponieważ Pani podająca talerzyk była odwrócona do nas plecami, rozmawiając w tym czasie z inną kelnerką (pomijając te plecy, nie usłyszeliśmy nawet „proszę”). I tu, im później tym lepiej i mogę spokojnie stwierdzić, że pewne niedbalstwo ze strony obsługi było wynikiem ruchu panującego w restauracji. Tym razem zdecydowałam się na dwie ciepłe przystawki, zakładając, że przyda się zostawić w żołądku trochę miejsca na deser. Na początek wybrałam grillowany ser halloumi, który obok manouri jest moim ulubionym, greckim serem. Charakterystyczne dla niego jest to, że nie traci swojego pierwotnego kształtu w trakcie obróbki termicznej, zyskując jednak trochę na miękkości. Był bardzo smaczny, choć odrobinę przesuszony. Podany z pomidorami i szpinakiem (te dwa składniki pojawiają się w większości dań w menu tawerny) oraz trójkątami pity. Na drugie danie – druga ciepła przystawka – sepia, małże i krewetki duszone w białym winie z pomidorami i szpinakiem. O ile małże były raczej kiepskie (to chyba te owoce morza, które najgorzej znoszą zamrażanie), to kawałki soczystej, delikatnej sepii i krewetki w lekkim winno - pomidorowym sosie były po prostu wyborne. Całości towarzyszyła porcja ciepłego, przypominającego małe sucharki pieczywa z masłem czosnkowym oraz karafka czerwonego, stołowego wina. Czerwone nie pasowało może najlepiej do moich dań, ale takie właśnie dobrze komponowało się z daniami mojego towarzysza. Zresztą podobno to tylko stereotyp, że ryby i owoce morza wymagają wina białego, a i wino stołowe, to tylko wino stołowe - ma ugasić pragnienie, a nie uwodzić smakiem. Na koniec deser (baklava), jak zwykle - do podziału. Płaty ciasta filo, posmarowane miodowo - bakaliową pastą (z przewagą orzechów i sporym dodatkiem cynamonu) zwinięte zostały w zgrabne, niewielkie cygara, podane z kulką porządnych lodów bakaliowych i trochę mniej porządnym sosem karmelowym. Smaczne.

W Mykonosie byłam już wiele razy, rzadziej z własnego wyboru, a częściej z powodu okoliczności towarzyszących lub wyboru innych. Spróbowałam tam wielu dań i spokojnie mogę przyjąć, że większość mi smakowała (choć zdarzyło się już kilka wpadek). Mam też wrażenie, że w ostatnim czasie zaszły w tym lokalu jakieś zmiany, szczególnie w kwestii kulinariów. Tym razem jedzenie smakowało mi najbardziej ze wszystkich dotychczasowych wizyt. Patrząc jednak na dość wysoką kwotę na rachunku, stwierdzam, że obsługa mogłaby starać się zdecydowanie bardziej, a i wystrojowi przydałoby się odświeżenie...

Jedzenie: 5-
Obsługa: 3
Wystrój: 3+
Jakość do ceny: 4


ON:
Mykonos to niewielka wyspa na Morzu Egejskim, na której rzędy białych domów, usytuowane są wzdłuż wąskich i krętych uliczek. My Poznaniacy, namiastkę tego klimatu możemy odnaleźć dużo bliżej, bowiem już po przekroczeniu progu tawerny Mykonos, tuż przy placu Wolności. Na parterze dominuje kolor biały i niebieski, a stoliki oddzielone są otynkowanymi ściankami, które imitują grecką zabudowę. Ktoś może uznać to za lekko kiczowate, ale mi jak najbardziej odpowiada. Za to wystrój piwnicy odpowiada mi mniej. Dominuje tam kolor żółty, a rolę otynkowanych ścianek przejęły ich plastikowe substytuty. Rozumiem, że ma to uzasadnienie biznesowe, bowiem ruchome ścianki można usunąć i zorganizować imprezę przy jednym stole, niemniej grecki czar szybko tam pryska.

Z bardzo bogatego menu zamówiłem plastry marynowanej polędwicy (Fileto carpaccio) oraz grillowaną polędwicę wołową zawijaną w boczek (Fileto scharas). Wespół zdecydowaliśmy się także na tradycyjny bałkański deser (Baklava). W oczekiwaniu na właściwy posiłek na nasz stół trafiły grzanki posmarowane tapenadą z czarnych oliwek, o czym jeszcze pozwolę sobie wspomnieć przy okazji oceny obsługi lokalu. Grzanki w każdym razie były bardzo smakowite, a następne w kolejce - plastry marynowanej polędwicy z sałatą i serem graviera skropione oliwą i sokiem z cytryny - były wręcz wyborne. Niezwykle delikatna polędwica była pokrojona na nieco grubsze (rzekłbym nawet uczciwsze) kawałki, aniżeli w tradycyjnym carpaccio, a lekko słodkawe płaty sera graviera z powodzeniem zastępowały zwyczajowo dodawany parmezan. Drugie danie składało się z kolei z dwóch kawałków grillowanej polędwicy wołowej, która została zawinięta w boczek i podlana delikatnym sosem z ziarnami czerwonego i zielonego pieprzu. Na talerzu znalazł się również bukiet gotowanych na parze warzyw (marchewki, brokuł, mini kukurydza), a w miseczce obok porcja grubo krojonych frytek. Całość smakowała więcej niż poprawnie, a mały zgrzyt wystąpił jedynie przy próbie pokrojenia mięsa przy użyciu dość tępego noża. Słodkim akcentem na koniec była baklava, czyli cztery kawałki ciasta filo nadziewane migdałami i orzechami, a wszystko to w bardzo słodkim syropie w towarzystwie kulki lodów waniliowych. W kwestii jedzenia przyznaję ostatecznie 5- za carpaccio, 4 za polędwicę zawijaną w boczek oraz 4 za baklavę. Obsługę oceniam z kolei na 3+ bowiem, choć jedzenie trafia na stół całkiem sprawnie, to sympatii względem gości w obsłudze nie znalazłem za grosz, czego przykładem może być rzucony nam bez słowa talerz z darmowymi przekąskami w postaci grzanek z tapenadą.

Mykonos to przyjemny lokal i naprawdę porządna kuchnia. Poziom cen przewyższa jednak moim zdaniem, to co lokal ma w obecnym kształcie do zaoferowania. Za te pieniądze wymagałoby się bowiem trochę więcej, a skoro w pobliskim Meze można dobrze zjeść za dwa razy mniejsze kwoty, to dlaczego nie spróbować zreformować tawerny Mykonos. Nie mówię, żeby ciąć ceny przez dwa, bo od tego w końcu jest mini tawerna, ale może przy obecnych cenach udałoby się zwiększyć standard lokalu, kuchni, a przede wszystkim obsługi.

Jedzenie: 4+
Obsługa: 3+
Wystrój: 4
Jakość do ceny: 4


KOSZTORYS:
Haloumi - 22 zł.
Fileto carpaccio - 24 zł.
Thalassina me spanaki - 26 zł.
Fileto scharas - 43 zł.
Baklava - 13 zł.
Wino greckie stołowe 0,5 – 29 zł.
Suma: 157 zł.

ŚREDNIA NASZYCH OCEN: 3.91

ADRES: Poznań, Plac Wolności 14

Bookmark and Share

9 komentarzy:

naziyah pisze...

tak, właściciel mykonos i meze to ta sama osoba, kiedyś nawet byłam świadkiem jak do meze przynieśli musakę z mykonos

zuzamoll pisze...

Mykenos uwielbiam i bardzo sie ciesze, ze Wam tez smakowalo. W poznanskich knajpach przeszkadza mi glownie to samo...a mianowicie to, ze wolno w nich palic :(

W Poznaniu pisze...

Byłam kilka razy w Mykonosie i co do obsługi, to kwestia szczęśliwego, bądź nieszczęśliwego trafu. Być może dotyczy to tylko sali w piwnicy, ale zdaje się, że niektóre kelnerki potrafią o jej istnieniu zapomnieć, raz musiałam się wybrać po którąś na górę, za to Pani, na którą trafiłam w zeszłym tygodniu regularnie przychodziła i sprawdzała, czy czegoś nie potrzeba. Mam nadzieję, że tak już będzie. Pozdrowienia dla autorów bloga:)

Zjeść Poznań pisze...

Naziyah, słyszeliśmy to samo, choć Agnieszka napisała nam wczoraj na Facebooku, że Meze i Mykonos nie maja już wspólnego właściciela. Pozdrawiamy :)

Zuzamoll, bardzo nam smakowało! W kwestii palenia, to całe szczęście Panie przy sąsiednim stoliku, opuściły restaurację zanim zaczęliśmy jeść. Pozdrawiamy :)

W Poznaniu, wszędzie tak chyba jest, że można lepiej i gorzej trafić. Mieliśmy przy tym wrażenie, że wspomniane uchybienia w kelnerskim fachu nie były wynikiem złej woli. Panie kelnerki były sympatyczne, tyle, że dość mocno zabiegane i nie do końca potrafiły ogarnąć sytuację. Pozdrawiamy serdecznie :)

Anonimowy pisze...

Byłam tam z dwa - trzy lata temu. Zamówiłam dość przeciętną w smaku zupę pomidorową (była mdła, chyba na bazie koncentratu) i gotowy zestaw kilku rożnych przysmaków (po 2 szt), z których najbardziej przypadły mi go gustu gołąbki z liści winogron. Może dlatego, że to było coś nietypowego?

W sumie oceniłabym restaurację przeciętnie, na 3, niespecjalnie zachęca do zajrzenia ponownie.

Za to od czasu tamtej wizyty, do własnoręcznie robionej pomidorówki dodaję ser feta :)

Anonimowy pisze...

Tyle czekania na zimne mieso. Dziwic sie czemu ludzie nie chodza do restauracji. Na wypad lunchowy sie nie nadaje

Anonimowy pisze...

sałatki są okropne!!! reszta bardzo dobra szczególnie jagnięcina.

Anonimowy pisze...

Mykonos była naszą ulubioną restauracją przez cztery lata, uwielbiamy Grecję więc jej klimat chłonęliśmy bez zastrzeżeń, ale ostania wizyta (we wrześniu chyba...) była na jakiś czas naprawdę ostatnią, ceny może nie zmieniły się wiele, ale kucharz na pewno, wszystko pięknie wygląda na talerzu, ale porcje mniejsze i walory smakowe też już nie takie... (a Meze niestety zamknięte...)

Anonimowy pisze...

A może dla porównania zajrzycie do Artemis na Wronieckiej 21?
www.artemis-taverna.pl
Ja mam same miłe doświadczenia.Szczególnie zapamiętałam dużą ilość królewskich krewetek w jednym z dań oraz w okresie letnim - grill na świeżym powietrzu robiony przez samego szefa,notabene - Greka.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...