wtorek, 11 października 2011

CHATKA BABUNI / ocena 3.81

O mieszczącej się niegdyś u zbiegu ulic Jaskółczej i Wrocławskiej pierogarni Stary Młyn słyszeliśmy niemal same superlatywy. Naturalne zatem, że lokal trafił na naszą listę miejsc do odwiedzenia. I choć ta uznana, toruńska marka zniknęła w tajemniczych okolicznościach z szyldu, to i tak miejscu można pojeść pierogi, tyle, że już nie w Młynie, a w Chatce Babuni.

Po wizycie, próbując wywiedzieć się coś więcej na temat przemianowania lokalu, trafiliśmy na artykuł w Głosie Wielkopolskim pt. "Był młyn a jest chatka, czyli wojna o pierogi".


ONA:
„Zawsze chciałem spotkać kogoś, kto je pierogi z wody” - tym dziwnym stwierdzeniem podsumował mój wywód o pierogach jeden ze znajomych. Wg. niego bowiem (i wszystkich znanych mu osób) jedynym słusznym sposobem na podanie pierogów jest odsmażenie ich na patelni, co spotkało się z moim zdziwieniem, a nawet sprzeciwem. Jak dotąd uważałam że odsmażanie jest ostatecznością, kiedy w twórczym szale zrobiliśmy tyle pierogów, że zmobilizowane siły całej rodziny nie dają rady spożyć tego dobra w jeden dzień. Menu z Chatki Babuni stoi raczej po stronie moich racji, bo choć można podsmażyć pierogi za dodatkową opłatą, to jednak królują te z wody i z pieca.

Wchodząc do środka spodziewałam się wnętrza typowo studenckiego. Określenie to nie jest rzecz jasna nacechowane negatywnie, kojarzy mi się raczej z przytulną, ciepłą, pełna gwaru knajpką. W pewnym sensie rzeczywistość pokryła się z moimi oczekiwaniami - średnia wieku gości na pewno oscylowała gdzieś pomiędzy 20-30, a mnóstwo drewnianych dodatków, przytłumione światło, mniejsze sale w zakamarkach oraz antresola na piętrze tworzyły całkiem bezpieczny zestaw. Po przekroczeniu progu natknęliśmy się na znak informujący o tym, aby właśnie w tym miejscu poczekać na obsługę. Czekaliśmy dość długo, ale nikt się nie zjawił, dlatego Marcin zagadnął kelnerkę, która przemykała w pobliżu z talerzami. Od tego momentu obsłudze nie mogłabym nic zarzucić. Mimo tłoku kelnerki bardzo sprawnie uwijały się pomiędzy stolikami, zawsze uśmiechnięte i gotowe do pomocy. Drugim zaskoczeniem in plus była łazienka, bo choć spodziewałam się że przy takiej liczbie klientów, kwestia czystości właśnie tam może zostać zepchnięta na dalszy plan, to jednak nic takiego nie miało miejsca.

Przyznam, że jak dla osoby, która odwiedziła Chatkę Babuni po raz pierwszy, menu było dalekie od intuicyjnego. Po opanowaniu tego elementu zamówiłam chłodnik litewski oraz 3 pierogi z pieca ze szpinakiem, serem feta i czosnkiem oraz 5 pierogów ruskich z wody (tak naprawdę chciałam wziąć 3, ale okazało się, że trzy to tylko te z pieca). Wybrana przeze mnie zupa była, nie mogę znaleźć lepszego określenia, agresywna w smaku – cały czas zastanawiałam się który smak dominuje. Zabrzmi to niewiarygodnie, ale miałam wrażenie że raz dominuje słony, raz kwaśny raz słodki. Zupa była całkiem OK., ale na moje oko ten zbyt intensywny smak była zasługą chemicznych wzmacniaczy. Inną ciekawostką w kwestii zupy jest fakt, że zaserwowana mi porcja była iście niedźwiedzia. Gdzieś w połowie dania z przerażeniem zaczęłam myśleć o tym, że zamówiłam jeszcze 8 pierogów (dlatego profilaktycznie drugą połowę zupy oddałam Marcinowi).Pierogi zjawiły się dość szybko, a ich wielkość była wprost proporcjonalna do porcji zupy. Po fakcie stwierdzam, że każde z zamówionych przeze mnie dań mogłoby być samodzielnym posiłkiem (przynajmniej dla kobiety). Tego czego nie wyłapałam z zawiłego menu to kwestia wyboru sosów - do tych z pieca na prośbę Pani kelnerki wybrałam więc sos pomidorowy, a do ruskich tradycyjnie masło z cebulką. Jak dotąd wydawało mi się, że w kwestii pierogów jestem tradycjonalistką i te z wody z masłem i cebulą będą na pewno smakowały mi bardziej, niż te z pieca z mniej tradycyjnym farszem. Okazało się jednak, że w Chatce Babuni moimi faworytami zostały te drugie. Nie były jednak zachwycające. W farszu dominował szpinak z mrożonki, a czosnek i feta były praktycznie niewyczuwalne, do tego sos pomidorowy, który przypominał mi sos na pizzę - byłam daleka od euforii, ale jednak całokształt wpadał na 3+. Ciekawym elementem było tu ciasto, w którym wyczułam nuty korzenne – może zwiodły mnie zmysły, może trochę przypraw przypadkiem znalazło się w jednej porcji ciasta, a może to stała praktyka. Moje usta powitały ten smak lekkim zaskoczeniem, ale przyznam że było to zaskoczenie pozytywne. Zdecydowanie gorzej miały się pierogi ruskie. Niestety będę bezlitosna, ale twarde ciasto skrywające nadzienie składające się w 90% z ziemniaków (sera należałoby szukać z lupą) i doprawione jakimś „warzywkiem” zamiast poczciwym świeżo zmielonym pieprzem to dla mnie porażka. I właśnie w świetle tej porażki pierogi z pieca zyskały w moich oczach jeszcze bardziej.

Wydawało mi się, że otwarcie lokalu serwującego pierogi to w pewnym sensie strzał w dziesiątkę. Przygotowanie tego narodowego przysmaku nie wymaga wielkich nakładów finansowych, a ujednolicone menu pozwala na doprowadzenie smaku dania do perfekcji. Mi tej perfekcji niestety zabrakło (w przypadku ruskich zabrakło mi nawet poziomu przyzwoitego). Choć o czym ja tu opowiadam, za każdym razem kiedy przechodzę ulicą Wrocławską Chatka Babuni pęka w szwach…

Jedzenie: 3
Obsługa: 4
Wystrój: 4
Jakość do ceny: 3+


ON:
Wnętrze jak najbardziej przypadło mi do gustu. Chatka wydaje się bowiem całkiem spora, a mimo to jest dość przytulna. Co prawda cały czas siedziałem przy stole i nie zwiedziłem jej wcale, ale i tak mogłem stamtąd spostrzec trzy poziomy i kilka zakamarków, w których to potencjalnie były ukryte dalsze pomieszczenia. Wnętrze dopełnia atmosfera. Aż miło patrzeć, jakie tłumy młodych ludzi witały tam tego wieczora, a domyślam się przy tym, że nie był to wieczór wyjątkowy. Zauroczony takim ruchem w gastronomi powiedziałem do Ani - "Gdy odwiedzimy kolejną pustą restaurację i zapytasz mnie, gdzie są Ci wszyscy goście, którzy tu powinni być, to odpowiem Ci, że są w Chatce Babuni".

Koszmarnie skonstruowana wydała mi się za to karta menu. Tak już mam, że lubię prosto, szybko i na temat. Śledząc menu Chatki widzę natomiast, że Babunia lubi gwarę poznańską, a także pewien przerost formy nad treścią, który widać zarówno w segregacji pierogów na trzy grupy - Po m(i)ęsku, Nie m(i)ęsko, Dla słodkich pamperków, jak i całej gamy ich nazw: Muuu (sisz) spróbować!!!, Zielony koszmar przedszkolaka, Ze świstakowego sreberka, Amsterdamski szał, Po ptokach.

Słowa złego nie powiem za to na obsługę, no może po za początkowym oczekiwaniem, ale to już bardziej wina właściciela, że taką trochę bez sensu tabliczkę na wejściu umieścił, a nie Pań kelnerek, które z uśmiechem na twarzy, w iście ekspresowym tempie obsługiwały zapełnioną salę.

Z pieca zamówić chciałem pierogi "Z piekła rodem" (z wołowiną, cebulką, ogórkiem konserwowym i pepperoni), a jako, że były tylko z wody, to ostatecznie zdecydowałem się pieczone "Kowala" (z salami i serem cheddar). Z wody dobrałem pierogi "Babuni specjał" (z białym serkiem, wanilią i słodką śmietanką). Kusiły mnie też strasznie placki ziemniaczane po węgiersku (z mięsnym sosem), ale zapobiegawczo zapytałem Panią kelnerkę, czy te osiem pierogów to porcja, która mnie zasyci? Pani kelnerka odpowiedziała, że zasyci z pewnością. Odpuściłem sobie zatem placki ziemniaczane i była to jak najbardziej słuszna decyzja, gdyż i tak cześć zamówienia Pani kelnerka spakowała nam na wynos. Objadłem się przy tym bardzo, a miłe czekadełko w postaci chleba ze smalcem i ogórkiem, z pewnością się do tego przyczyniło.

Pierogi z pieca próbowałem po raz pierwszy i muszę przyznać, że były całkiem ciekawe w smaku. Z zewnątrz chrupiące, w środku rozpuszczony ser i salami, a wszystko to w towarzystwie dobranego przeze mnie sosu czosnkowego (do wyboru były jeszcze gorgonzola, koperkowy, grzybowy, pomidorowy łagodny i ostry). Z wody pierogi jadłem wielokrotnie i przyznam, że tutaj Chatka Babuni wypadła słabiej. Co prawda moje z serem były jeszcze jako takie, ale gdy spróbowałem jednego ruskiego od Ani, to jak najbardziej rozumiem jej ostrzejszą od mojej ocenę. Ja ostatecznie pierogi z wody oceniam na 3, a pierogi z pieca na 4. Do końca jednak nie wiem, czy jest to kwestia wyższości tych drugich nad pierwszymi, czy może tego, że do tych drugich nie mam porównania, podczas gdy te pierwsze znacznie lepiej przyrządzone dostanę na obiedzie u swojej babci, jak i w domu u mamy. Języczkiem u wagi, który wskazałby mi, czy jedzenie w Chatce jest dobre, czy tylko średnie, byłaby zapewne ocena placków ziemniaczanych, ale z tym muszę poczekać do następnej wizyty.

Jedzenie: 3+
Obsługa: 4+
Wystrój: 4
Jakość do ceny: 4


KOSZTORYS:
Chłodnik litewski - 7,99 zł,
Pierogi z wody "Babki matrioszki" - 5 szt. (ruskie - z ziemniakami, białym serkiem i cebulką) - 10,99 zł.
Pierogi z pieca "Zielony koszmar przedszkolaka" - 3 szt. (ze szpinakiem, czosnkiem i serem feta) - 13,49 zł.
Pierogi z wody "Babuni specjał" - 5 szt. (z białym serkiem, wanilią i słodką śmietanką) - 10,99 zł.
Pierogi z pieca "Kowala" - 3 szt. (z salami i serem cheddar) - 13,49 zł.
Herbata miętowa Dilmah - 5,99 zł.
Suma: 62,94 zł.

ŚREDNIA NASZYCH OCEN: 3.81

ADRES: Poznań, ul. Wrocławska 18
INTERNET: www.chatkababuni.pl

Bookmark and Share

11 komentarzy:

goh. pisze...

Gdy w tym miejscu był Stary Młyn, karta była bardziej przejrzysta i były tylko piergoi. Teraz doszły też dania obiadowe, co mnie cieszy bo mój mąż do fanów pierogów nie należy - za to ja tak:) Na piergoach szpinakowych faktycznie się zawiodłam, tak niedobrego farszu nie jadałm nigdy wcześniej:) Piecuchy najbardziej lubię ruskie, ale odkąd odkryłam czebureka - zamawiam już tylko to:) Duży smażony pieróg w takim pysznym cieście - jeden a nasycić potrafi:) Wszystko to w całkiem przyzwoitych cenach i miłym otoczeniu. Co do obsługi, to bywają też gorsze dni:) szczególnie jeśli chodzi o rezerwacje... ale Panie zawsze nadrabiają uprzejmością:) pozdrawiam!

Anonimowy pisze...

Witamy Serdecznie,

Bardzo dziękujemy za wizytę w naszej restauracji, bowiem od dawna śledzimy Państwa autorską stronę, na której oceniane restauracje są w sposób bardzo rzeczowy i profesjonalny - zawsze z "dwóch stron medalu" - ONA i ON.
Spieszymy także wytłumaczyć sprawę z pozycjami, których Państwo próbowali i nie do końca spełniły państwa oczekiwania. W szczególności pierogi ruskie od początku w naszej karcie są najtrudniejszą pozycją, choć wydają się prostym daniem. Otóż ile Klientów, tyle gustów dot. tych pierożków. Bardzo duża ilość Gości jest nimi zachwycona, także są osoby, które nie odnajdą w nich smaku pierogów robionych w ich domu, często przez Mamy czy Babcie.
Pozostaje napisać, że jeszcze większą uwagę poświęcimy temu farszowi oraz tym pozycjom, na które zwrócili państwo uwagę.
A już na pewno nie znajdą Państwo w tym farszu warzywka...:) Zapraszamy także do ponownego odwiedzenia naszej restauracji. Na przełomie miesiąca października i listopada zostanie wprowadzona nowa karta menu, w której m.in. Państwa głosy zostaną uwzględnione oraz zostaną wprowadzone nowe pozycje np. zapiekana w piecu na kilkanaście sposobów kasza gryczana. Dla Pana Marcina oprócz standardowych plyndzy, czyli placków ziemniaczanych proponujemy spróbowania placków z kaszy gryczanej, które także znajdzie w nowym menu.
Jeszcze raz dziękujemy za wizytę i cenne uwagi - personel Chatki Babuni w Poznaniu.

Anonimowy pisze...

ps. W nawiązaniu do uwagi Pani Ani, dot. chłodnika... informujemy, że absolutnie wszystkie dania, łącznie z naszą przystawką, czyli smalcem z ogórkiem, są robione przez nas i nigdy nie korzystamy z "chemicznych wzmacniaczy".
Sądzimy, że ilość barszczu mogła być za duża i smak mógł być zbyt intensywny. Pozdrawiamy Serdecznie.

Anonimowy pisze...

Byłam raz w Chatce, wiedziona namowami znajomych i niestety żałuję. Pokusiłam się na pierogi z wody z nadzieniem szpinakowym i sosem gorgonzola (nadzienie i sos - kiepskie), ale jeszcze gorzej trafił mój mąż, który zamówił placki ziemniaczane. Z nieznanej mi przyczyny miały one konsystencje kaszki kuskus a nie utartych ziemniaków, choć niewątpliwie były o smaku ziemniaczanym (dobrze z zewnątrz zarumienione, niestety w środku surowe). Na plus można jedynie zaliczyć konfiturę (czy też powidła). Smalec, który nam podano jako czekadełko był zanurzony w wodzie (???) chyba z ogórków (tzn. trochę jej pływało na smalcu) a chleb był stary i suchy :( Co do obsługi to jest bardzo dobra i wzorcowa, wnętrze przytulne ale to nie niweluje bardzo kiepskiego smaku potraw! :(

Anonimowy pisze...

Żenada!!!!!!!!!!
Kupiłem kupon na Citeam. Miało być miło. Specjalnie wybraliśmy się całą rodziną w niedzielne popołudnie. Czekaliśmy na stolik, głodni i zniecierpliwieni. W końcu ktoś łaskawie do nas podszedł, usadził przy stoliku. A po 15 minutach się okazało że ze względu na problemy z prądem i piecem, dziś po południu już nie będą nic serwować! No głodna zgrozo! Ta jadłodajnia to jakieś nieporozumienie!! Nie potrafią sobie poradzić z jednym piecem! To co to za zaplecze gastronomiczne! Wyprosić czekających przy stole klientów??!! Plama na całego! Nic w formie przeprosin!! Nigdy nikomu nie polecę tego miejsca a i sam nigdy tam już nie pójdę, nie wiem tylko co z moim kuponem za który już zapłaciłem?

Anonimowy pisze...

Szanowni Państwo,
W ubiegłą niedzielę mieliśmy niezależny od nas problem z prądem. Na tej ulicy mieszczą się stare kamienice i czasem zdarzają się takie awarie.Jest nam przykro,że akurat w takim momencie odwiedzili Państwo naszą restauracje.W ramach rekompensaty zapraszamy Państwa po raz drugi, gdzie pomnożymy Państwu wartość kuponu razy 2.Mamy nadzieję,że ta pierwsza wizyta przejdzie do historii...Prosimy wcześniej o telefon do manager, Pani Ani ( 794 05 06 07),aby ustalić termin wizyty.
Serdecznie zapraszamy - personel Chatki Babuni

Anonimowy pisze...

Ja do Chatki zaglądam od czasu do czasu bardzo chętnie, ale zamawiam zazwyczaj jedno danie - pierogi z pieca z wątróbką i pieczarkami z sosem gorgonzola. Moim zdaniem te pierogi są co najmniej na 4+! Dzięki temu, że któregoś razu przy zamówieniu mixu 20 pierogów na wynos kelnerka przyjmująca zamówienie pomyliła osoby zamawiające i wydała moje zamówienie komuś innemu, a ja dostałam mix innej osoby, miałam okazję posmakować wielu innych smaków i wg mnie pierogi z wątróbką nie mają konkurencji! Opisywane w recenzji pierogi z fetą i szpinakiem, na które też się kiedyś skusiłam, wypadają rzeczywiście słabo :/

Magda pisze...

Odwiedziłam Chatkę Babuni już kilka razy zawsze zamawiając pierogi z pieca ze szpinakiem i fetą, gdyż to zestawienie uwielbiam. Być może to kwestia smaków, oczekiwań, mojego niedoświadczenia lub po prostu gustu jednak mi one bardzo smakują. Zgodzę się, że niektórym mogą wydać się mdłe, jednak ja w swojej kuchni nie używam soli ani innych "wzmacniaczy" smaku.
Ze swojej strony polecam.
pozdrowienia dla Autorów bloga!

Pablo Pablovsky pisze...

Witam serdecznie. Państwa blog dotyczący kulinarnych recenzji znalazłem przypadkowo, szukając ciekawych opinii na temat poznańskich lokali.
Ponieważ jestem smakoszem od zawsze, a co się z tym wiąże również częstym gościem wielu lokalnych restauracji, to pozwolę sobie zabrać głos na temat niektórych lokali odwiedzanych przez państwa.
"Chatka Babuni" będzie pierwszą moją próbą przekomarzania się z panią Anią i panem Marcinem w kwestii doznań smakowych. Bo jeżeli chodzi o wizualizację danego miejsca, to typowo kwestia gustu i bodźców wzrokowych.
Fakt, co do smaków, to też pojęcie względne, w końcu każdy posiada inne kubki smakowe, ale załóżmy, że w tej kwestii można się pospierać.
W "Chatce" byłem niezliczoną ilość razy i muszę rozczarować tych z państwa, którzy odnieśli negatywne odczucia względem smaku, podania, czy przygotowania potrawy.
Nie chcę opisywać konkretnych dań, bo zajęło by to zbyt wiele miejsca, ale ani razu podczas mojego pobytu, czy to ze znajomymi, czy z żoną nie zdarzyło się, abyśmy nie wyszli z tego lokalu w pełni zadowoleni.
Pierogi, które nam zaserwowano (z wody, z pieca) za każdym razem były znakomicie doprawione, farsz spełniał swoje zadanie według opisu z menu, przyprawy były tylko miłym dodatkiem.
Pieczywo za każdym razem świeże, smalec niczym się nie różnił smakowo od mojego "majstersztyku", a jakakolwiek porcja kaszy z dodatkami to znakomita proporcja tychże dodatków względem gryki.
Może po prostu jestem szczęściarzem, a może "Chatka Babuni" to rzeczywiście fajny lokal z dobrym jedzeniem?
Stawiam na to drugie.
Żeby nie było, że jestem jakąś żywą reklamą tej restauracji, to znalazłem jeden, jedyny minus, ale "każdemu może się zdarzyć". Nie smakuje mi tam kapusta gotowana podawana do pierogów.
Konsystencja jest taka, jakby była po sto razy odgrzewana. Papka. A prawdziwą kapuchę na ciepło też trzeba gryźć.
Ale to tak na marginesie, ja oceniam ten lokal i obsługę na piątkę z plusem!

Anonimowy pisze...

Ja tez zakupilam kupon do tej restauracji.
Chcialam zarezerwowac stolik z miesiecznym wyprzedzeniem,juz drugi raz dostalam odpowiedz ,ze w tym terminie nie ma wolnych miejsc.
Przeszlo miesiac czekania na wolne miejsce..To jest kpina i oszustwo..!!!!!

Anonimowy pisze...

To trzeba kupon oddac i po sprawie.
Zawsze chodzimy z moja kobieta do restauracji bez zadnych promocji i nie ma problemu

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...