piątek, 26 listopada 2010

SUSHI-BUSHI / ocena 3.75

Całkiem niedawno pokusiliśmy się o mały eksperyment. W trzy dni z rzędu odwiedziliśmy trzy sushi bary. W zamyśle, taka intensywność doznań miała ułatwić nam porównywanie oferowanych smaków. Na pierwszy ogień poszło Hanami, później Violet Sushi & Yakitori, a na koniec nieznane nam wcześniej Sushi-Bushi. W dwóch pierwszych nie mieliśmy przy sobie aparatu, a zapis naszych wrażeń ograniczył się do opublikowania komentarza pod dotychczasowymi postami. Zapraszamy jednak do zapoznania się z naszą relacją z trzeciej wizyty.

PS Ofertę dowozową lokalu opisaliśmy tutaj.


ONA:
Zgodnie z tym co napisaliśmy we wstępie, zanim trafiliśmy do Sushi-Bushi odwiedziliśmy Hanami i Violet Sushi & Yakitori. W przypadku tego pierwszego niestety dość boleśnie się rozczarowałam. Otóż, jeszcze niedawno w komentarzach do posta o Hanami usilnie stawałam w obronie tego lokalu (choć przyznaję, że całkowicie odzwierciedlało to moje ówczesne odczucia, lunch był naprawdę dobry), jednak po ostatniej wizycie, przeszłam na drugą stronę barykady. Nie chodzi o obsługę i wystrój - te były w porządku, gorzej sprawy się miały z jedzeniem. Gdyby był to jedyny sushi bar w Poznaniu, prawdopodobnie ta wizyta byłaby moją ostatnią (a choć rzadko przyznaję się do tego publicznie, to sushi bardzo lubię). W stosunku do ostatniej recenzji w moich oczach zyskał natomiast Violet (absolutny zwycięzca tego zestawienia). Obsługa tym razem była rewelacyjna, a jedzenie bez zarzutu. Wróćmy jednak do sedna tej recenzji, czyli Sushi-Bushi.

O lokalu nie wiedzieliśmy kompletnie nic poza tym, że znajduje się na osiedlu Na Murawie. Na kilka dni przed wizytą, dowiedziałam się jednak, że lokal zastąpił istniejący tam niegdyś sushi bar Nigiri. Ostudziło to trochę mój zapał, bowiem o Nigiri usłyszałam wcześniej kilka nie do końca pochlebnych opinii. Przerażało mnie również to biedne i mało atrakcyjne logo Sushi-Bushi. Moje nie najlepsze nastawienie, podsycane było jeszcze przez kompletnie nieudaną wizytę w Hanami.

Z zewnątrz lokal nie zachęcał (logo i elewacja kojarzyły mi się wyłącznie ze sprzedażą części do samochodów japońskich), ale po przekroczeniu progu wrażenie to kompletnie się zatarło. Niewielkie, ale nie klaustrofobiczne wnętrze urządzone zostało w kolorach bieli i zieleni. Na ścianach wisiały podświetlane fotografie z motywami japońskimi, a w oknie stały żywe kwiaty doniczkowe oraz wysoki, zielony bambus. Zaskoczyło mnie również, że w środku tygodnia, z dala od ścisłego centrum, miejsca w lokalu zapełnione były niemal w 100%. Stosunkowo duża liczba gości była tu obsługiwana przez zaledwie jedną osobę, dlatego nasze zamówienie zostało przyjęte po dość długim czasie oczekiwania. Równie długo czekać musieliśmy na wybrany przez nas zestaw. Muszę przy tym zaznaczyć, że menu lokalu zostało skonstruowane w mało przejrzysty sposób, co utrudniało nam swobodne komponowanie naszego zamówienia, dlatego zdecydowaliśmy się po prostu na 2 zestawy, w skład których wchodziło 6 sztuk nigiri (z łososiem, tuńczykiem i rybą maślaną) oraz kilka zestawów maki (futomaki i hosomaki), w których dominowała krewetka i łosoś (pieczony i surowy). Samo jedzenie zaskoczyło mnie na plus. Być może nie był to Everest sztuki suszarskiej, ale wierzcie mi, że w porównaniu z Hanami wypadło naprawdę nieźle. Gdybym jednak miała się do czegoś przyczepić, to do ilości majonezu. Wolałabym, żeby było go mniej, najlepiej wcale (z tego typu dodatków wolę jednak serek Philadelphia) Drugi zarzut formułuję pod adresem dodatku papryki w futomaki z krewetką. Jak dla było to kompletnie nieudane i jakby przypadkowe połączenie. Surowa papryka jest tak wyrazista w smaku, że zdominowała całkowicie pozostałe składniki krążka i kompletnie zniweczyła nutkę orientalizmu w posiłku (o ile w przypadku sushi możemy mówić jeszcze o jakimkolwiek orientalizmie). Do reszty nie mam większych zastrzeżeń, przyznaje uczciwie, że wszystko dość mi smakowało. Całość popijaliśmy dzbankiem kiepskawej herbaty sencha (nie wiem czy to kwestia herbaty, czy raczej niesmacznej, poznańskiej wody).

Generalnie, mimo kilku uwag, lokal zaskoczył mnie raczej na plus. Być może odbarwione gdzieniegdzie blaty stolików mogą trochę zniechęcać, a i specyficzny zapach unoszący się w lokalu trochę drażni (ja wyraźnie wyczuwałam tam dalekie nuty nadmorskiego ośrodka wczasowego, w którym w dzieciństwie na śniadanie karmiono mnie zupą mleczną "z kożuchem"), jednak z całą odpowiedzialnością mogą stwierdzić, że nie było źle.

Jedzenie: 4-
Obsługa: 3+
Wystrój: 4-
Jakość do ceny: 4-


ON:
Sushi ma zakusy, aby zawładnąć smakiem naszego miasta. I choć nie ma tu mowy o władzy absolutnej (królująca nam pizza jest tania i wyprzeć łatwo się nie da), to sushi barów mamy bez liku i wychodzą one ze swoją ofertą co raz dalej poza centrum. I tak oto Winogrady mają swoje Sushi-Bushi, do którego jechałem zupełnie nie wiedząc, jakich smaków mogę się spodziewać.

Dość alternatywny to widok, kiedy wejście do sushi baru znajduję się tuż obok klatki schodowej w kilkunastoletnim bloku. Do bloków absolutnie nic nie mam. W trochę starszym bloku się wychowałem, a dziś w trochę nowszym mieszkam. Nie jest to jednak krajobraz, w którym sushi baru się spodziewam i stąd pewnie mój podświadomy sceptycyzm, gdy Sushi-Bushi wreszcie dojrzałem. Prawda jest jednak taka, że sceptycyzm ustąpił miejsca ciekawości, gdy tylko przekroczyłem próg i znalazłem się w jasnym, niewielkim, ascetycznym, ale na jakiś sposób przytulnym wnętrzu.

Nie jestem fanem zestawów sushi, ale z tak mało przejrzystej karty menu nie byliśmy w stanie wybrać nic innego, jak właśnie zestawy (ekonomika wskazała nie jeden duży, a dwa mniejsze). Przyznaję, że podane sushi wyglądało bardzo przyzwoicie. Dostrzegłem jednak sztuczki, które zapewne zastosowano, aby lokal wyszedł na swoje. I tak oto futomaki nie składa się z 6 kawałków, a tylko z 5. Niby nic i nie każdy to pewnie zauważy, ale jakby nie patrzeć, to jesteśmy do tyłu o 17%. Każdy smakosz sushi powinien za to dostrzec, że próżno w futomaki szukać takich składników jak tykwa, czy japońska rzepa. Jest za to niepotrzebne bogactwo papryki, szczypioru i majonezu. I właśnie te niepasujące do sushi składniki, to obok ubogiej oferty specjałów (brak m.in. tatara, kawioru czy tempury)- moje dwa główne zastrzeżenia w kwestii oferowanych smaków. Nie wybrzydzam. Ogólnie jest OK., ale można by popracować nad smaczkami, tak aby zastrzeżeń do Sushi-Bushi nie było wcale. Dopracować należałoby też obsługę, bo choć rozumiem, że czekam na zamówienie, a nawet na rachunek, to jednak nie powinno być tak, że jak proszę o dokładkę wasabi to czekam, czekam i czekam. Inna sprawa, że dać tak mało wasabi do kilkudziesięciu kawałków sushi, to też trzeba mieć wyobraźnię ;)

Sushi-Bushi zaskoczył mnie na plus, względem wcześniejszego sceptycyzmu. Jakby wyeliminować z potraw paprykę i majonez, a dodać szósty kawałek futomaki, większy wybór specjałów, a także lepszą obsługę, to byłby bardzo duży plus i świetny powód, aby od czasu do czasu zjeść sushi na Winogradach. Szczególnie, że cena nie odstrasza.

Jedzenie: 4-
Obsługa: 3+
Wystrój: 4
Jakość do ceny: 4


POST SCRIPTUM:
W styczniu odwiedziliśmy ponownie Bushi (już bez aparatu), prosząc przy tym o zastąpienie papryki - awokado. Nie było z tym żadnego problemu, co ośmieliło nas, aby następnym razem poprosić jeszcze o zastąpienie majonezu - serkiem Philadelphia :)

KOSZTORYS:
Zestaw TORO (5 szt. futomaki z łososiem teryaki, serkiem, awokado i sałatą; 5 szt. futomaki z krewetką, majonezem, awokado i sałatą; 5 szt. futomaki z surimi, majonezem, papryką i sałatą; 6 szt. maki z tuńczykiem i ogórkiem) - 75 zł.
Zestaw TOKIO (5 szt. futomaki z krewetką, papryką, szczypiorem, majonezem i sałatą; 6 szt. maki z łososiem i ogórkiem, 2 szt nigiri z łososiem; 2 szt nigiri z tuńczykiem; 2 szt nigiri z rybą maślaną) - 55 zł.
Dzbanek zielonej herbaty sencha - 7 zł.
Suma: 137 zł.

ŚREDNIA NASZYCH OCEN: 3.75

ADRES: Poznań, os. Na Murawie 8/3
INTERNET: www.sushipoznan.com

Bookmark and Share

7 komentarzy:

Degustator pisze...

Genialna recenzja! Jest OK i lokal zaskoczył na plus tylko: KIEPSKA herbata, ZABIJAJĄ smak potraw majonezem, OSZUKUJĄ na ilości, ŚMIERDZI, stoliki ZNISZCZONE, KIEPSKA obsługa, BRAK dobrych składników ale jest OK. A dlaczego??? Bo jest tanio. Gratuluję recenzji. Czy nadal sądzicie , że krytycy czy to literaccy czy filmowi czy też kulinarni nie wpływają na gusta swych czytelników?

Zjeść Poznań pisze...

Karol, zapewne łatwo jest wyrwać kilka naszych słów z kontekstu (wyolbrzymiając jednocześnie ich znaczenie na potrzeby własnej tezy), ale i tak nie widzimy przeszkód, abyś został świetnym krytykiem kulinarnym oraz pisał genialnego w swojej obiektywności bloga. My aż takich ambicji nie mamy, a dalsza dyskusja na ten temat (wliczając tę z Facebooka) wydaje się nam zwyczajnie bezcelowa.

Akacja pisze...

Nie ma to jak Violet :)
pozdrawiam Was serdecznie
Ola

dwajot pisze...

jest w Poznaniu sushodajnia w ktorej mozna zjesc krazki ryzowe z ciala modelki?

Anonimowy pisze...

Oczywiście, że jest taka możliwość, w Violet Sushi&Yakitori.

Zjeść Poznań pisze...

Z tego co wiemy, to Body Sushi serwują w Goko i Violet. Pozdrawiamy Was :)

Przewodnik po Poznaniu pisze...

obsługa wg mnie jest w porządku: grzeczna i nienarzucająca się. co do jedzenia - faktycznie mają tam słabość do majonezu, ale poza tym nie ma się do czego przyczepić. jedzenie świeże i ładnie podane. Ode mnie 4+.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...