Za nami trzecia edycja akcji "Poznań za pół ceny", w której uczestniczyło przeszło 40 poznańskich restauracji. Tym razem odpuściliśmy sobie uczestnictwo w imprezie, ale wszystkim zainteresowanym zniżkami rzędu 50%, a jednocześnie chcącym uniknąć ograniczeń w postaci narzuconego terminu i oblężonych lokali, polecamy ideę zakupów grupowych (możecie zjeść obiad o połowę taniej, jeżeli razem z Wami zamówi go określona przez restaurację liczba osób). My postanowiliśmy przyjrzeć się temu zjawisku z bliska i za pośrednictwem serwisu Groupon wykupiliśmy z 50% rabatem dwa bony do Violet Sushi & Yakitori o wartości 80 złotych każdy. Zakupy grupowe w Poznaniu to jednak nie tylko Groupon, ale także Gruper, Fast Deal oraz My Deal (linki polecające).
ONA:
Dotarło do mnie kiedyś, że Violet sushi i Matii sushi należą do tego samego właściciela. O ile w Matii zdarzało mi się jadać już wcześniej, o tyle Violet miałam wypróbować po raz pierwszy. Po wizycie w obu miejscach mogę spokojnie stwierdzić, że mają one wspólny mianownik. To co przede wszystkim rzuca się w oczy, to nieco odmienny od innych „suszarni” wystrój wnętrza porażający wyrazistością formy i intensywnością kolorów. Jak nie trudno się domyślić, w Violet sushi króluje kolor fioletowy, przełamany gdzieniegdzie ciemniejszymi wstawkami (głównie różne odcienie brązu). Jako, że jestem miłośnikiem oszczędnego, skandynawskiego stylu, całość zrobiła na mnie zbyt przytłaczające wrażenie, niemniej wnętrzu trzeba oddać sprawiedliwość, bo zostało urządzone spójnie i konsekwentnie. Zdaję sobie przy tym sprawę, że ten dość oryginalny, bogaty wystrój może znaleźć swoich zwolenników.
Po przekroczeniu progu lokalu, wzrok jeszcze przez kilka chwil pozostawał w lekkim oszołomieniu po wspomnianym wizualnym bombardowaniu, ale żołądek oraz ośrodek głodu i sytości szybko przypomniał mi po co tu przyszłam. Zajęliśmy więc miejsca na wysokich kanapach, które choć nie wyglądały na wygodne (nie wyglądały i nie były) to znajdowały się najbliżej okna i zapewniały minimalny dostęp do naturalnego światła. Po przerzuceniu menu wybraliśmy kilka dań, przy czym ja skupiłam się wyłącznie na sushi. Chcąc ułatwić pracę obsłudze zamawialiśmy dania w takich zestawach i kolejności, w jakiej chcieliśmy je zjeść. I tu pierwsza skucha, bowiem kiedy on po dłuższej chwili oczekiwania dostał zupę, ja na moje sushi, które miało zostać podane razem z zupą, czekać musiałam drugą, znacznie dłuższą chwilę. Ta oto dłuższa chwila dała mi możliwość do dalszych obserwacji obsługi. Mój głód i lekkie poirytowanie były wprost proporcjonalne do zachowania pracowników lokalu, którzy przez większość czasu chichotali przy barze. Szczyt mojego niezadowolenia przypadł na moment, kiedy jeden z pracujących w lokalu młodych mężczyzn usiłował wynieść z zaplecza kuchennego kelnerkę lub swoją (czy nie swoją) dziewczynę. Krótko po tym dostałam jednak swoje sushi i po zaspokojeniu pierwszego głodu mogłam spojrzeć na świat z większym optymizmem i życzliwością. Cieszę się oczywiście, kiedy ludzie mają w pracy fajną atmosferę, dobrze się dogadują, mają poczucie humoru. Restauracje są jednak pod tym względem dość specyficznym miejscem i kiedy głodny i spragniony człowiek przychodzi się najeść, to obsługa zajmująca się przede wszystkim sobą, bywa uciążliwa, sprawiając, że klient czuje się jak intruz, przeszkadzający komuś w dobrej zabawie. Pomijając jednak tę drażliwą kwestię, przyznaję, że kiedy obsługujące nas Panie pojawiały się, przy naszych stolikach za każdym razem były nad wyraz miłe i uprzejme. Dalej przyszła kolej na serię moich suszarskich standardów. Tu było za każdym razem smacznie i bez większych zarzutu. Tak naprawdę mogłabym się przyczepić tylko do dwóch rzeczy. Po pierwsze do ilości serka Philadephia, który momentami niebezpiecznie dominował nad pozostałymi delikatnymi składnikami. Po drugie, kiedy dotarło do mnie maki z grillowanym węgorzem, ryba w środku była już całkowicie zimna. Być może to wydumany problem, ale ja wolałabym, żeby była przynajmniej letnia.
Podsumowując, na samo jedzenie warto się tu wybrać. Wystrój to kwestia gustu, więc nawet jeśli mnie nie zachwycił, może podobać się innym. Pozostaje jeden problem – obsługa. Z pewnością nie można jej jednoznacznie skrytykować, bo dziewczyny były bardzo sympatyczne, ale czas oczekiwania na pierwszą potrawę, fakt, że dania dla osób siedzących przy jednym stoliku nie pojawiają się chociażby w zbliżonym czasie, no i te „figle migle” przy barze, sprawiają, że jest to chyba najsłabszy element w Violet sushi. Mając jednak świadomość 50% zniżki (jeden bon o wartości 80zł wyniósł nas 40zł) na pewne rzeczy skłonna byłam przymknąć oko.
PS Na zdjęciu są trzy kawałki maki z łososiem, w rzeczywistości było ich 6, jednak z głodu zapomniałam o zdjęciu ;)
Jedzenie: 4+
Obsługa: 3-
Wystrój: 4-
Jakość do ceny: 4
ON:
Violet Sushi & Yakitori na Świętym Marcinie, to już drugi poznański lokal sygnowany nazwiskiem Mitsuro Matii. Nie pomylę się chyba zbytnio, jeżeli odczytam tę ekspansję jako próbę stworzenia miejskiej filii Matii Sushi Restaurant (mieści się w budynku PFC na Placu Andersa i okupowana jest przede wszystkim przez tamtejsze białe kołnierzyki). W kwestii wystroju, przyznam wprost, że Violet to nie moja bajka i zupełnie coś innego, aniżeli moje wyobrażenie względem sushi baru. Kolorystyka, oświetlenie, użyte materiały, a także rozplanowanie lokalu pasuje idealnie - jednak mniej do miejsca spożywania tradycyjnych japońskich dań - a bardziej do night clubu.
Z dość nieczytelnej karty menu (na plus - fotografie, ale na minus - mały format, mnóstwo stron i rozdziałów, a także powtarzające się dania) postanowiłem zamówić zupę, sushi oraz yakitori. Wybór padł na polecaną przez kelnerkę zupę balijską, 6 sztuk maki z grillowanym łososiem oraz 2 sztuki marynowanej piersi z kaczki. Przed właściwym posiłkiem podano nam sałatkę, jednak porcja była tak skromna, że odpuszczę sobie ocenę jej smaku. Z kolei zupa, którą podano w dość sporej miseczce była pikantna i rewelacyjna w smaku jednocześnie. W jej meandrach pływały kawałki krewetek, kurczaka (tak mówi menu, choć mi to wyglądało bardziej na wieprzowinę) oraz pędów bambusa. Za idealny stopień ostrości odpowiadały z kolei wyważone odpowiednio proporcje chilli, sambal oraz pieprzu togarashi. Zupa balijska w wykonaniu Violet z pewnością zasłużyła na miano najlepszej azjatyckiej zupy, jaką maiłem okazję próbować w Poznaniu. Dalej było bardzo dobre sushi z grillowanym łososiem, ogórkiem, sałatą, słodkim sosem, dressingiem oraz sezamem, do którego nie mam żadnych zastrzeżeń. Moim zdaniem jego smak przebija wyraźnie sushi podawane w mateczniku, jakim dla Violet jest wspomniany już Matii. Na koniec zostawiłem sobie specjalność lokalu, jaką w przypadku tego sushi baru jest yakitori. Dwa niewielkie szaszłyki z marynowaną piersią z kaczki z chili i szczypiorkiem były dobrze wypieczone i całkiem smaczne, jednak danie jako całość nie spełniło nadziei, jakie ufnie w nim pokładałem. Najeść się tym nie idzie, a swoje kosztuje i jednak nie do końca powala smakiem. Osobiście też wolałbym dodatkowy, trzeci szaszłyk (a raczej szaszłyczek) zamiast oferowanego w zestawie ryżu, sałaty i sosu. Sam ryż i sos były przy tym mało wyraziste, a sałata skutecznie maskowała ułożone na niej kawałki mięsa. Ostatecznie przyznaję 5+ za zupę, 5- za sushi oraz 4 za yakitori. Na 4 oceniam też obsługę, bo choć kompetentna, uprzejma i sympatyczna, to nie mogę przejść obojętnie wobec swoistej imprezy pracowniczej ;)
Szczerze też dodam, że za 80 złotych spodziewałem się zamówić więcej, aniżeli tylko trzy dania. Właśnie to rozczarowanie skłoniło mnie do przeprowadzenia kalkulacji odnośnie kosztu przykładowego zestawu sushi (zupa miso, 6 sztuk maki philadelphia, 6 sztuk maki z grillowanym łososiem, 2 sztuki nigiri z krewetkami) we wszystkich sushi barach, jakie odwiedziliśmy z blogiem. Oto wyniki mojej kalkulacji:
Sushi 77 - 56 zł.
Kuro by Panamo - 62 zł.
Sushi-Bushi - 76 zł.Violet Sushi & Yakitori - 76 zł.
Sakana - 81 zł.
Jak widzicie - Violet Sushi & Yakitori do najtańszych w mieście nie należy, jednak dzięki Groupon/City Deal rachunek wypadł lepiej niż przyzwoicie. Przede wszystkim polecam zatem zakupy grupowe, a do Violet, tak czy inaczej zamierzam wracać na przepyszną zupę balijską :)
PS Mam wrażenie, że w opisowej części recenzji skupiłem się zbytnio na wypunktowaniu lokalu. Całościowy obraz otrzymacie zatem dopiero po zestawieniu opisu z przyznanymi przeze mnie poniżej ocenami.
Jedzenie: 5-
Obsługa: 4-
Wystrój: 4-
Jakość do ceny: 4-
POST SCRIPTUM:
W październiku odwiedziliśmy ponownie Violet (już bez aparatu) i musimy przyznać, że poziom obsługi bardzo się poprawił od naszej ostatniej wizyty, przy jednoczesnym utrzymaniu wysokich standardów sushi. Tak trzymać!
KOSZTORYS:
Zupa balijska z krewetkami, kurczakiem, pędami bambusa, chilli, sambalem i togarashi - 18 zł.
6 x sake futomaki (łosoś, ser filadelfia, sałata, ogórek, awokado) - 19 zł.
6 x grill unagi (grillowany węgorz, sałata, sos unagi, dressing, sezam) - 27 zł.
6 x grill sake (grillowany łosoś, ogórek, sałata, słodki sos, dressing, sezam) - 22 zł.
4 x filadelfia roll z tuńczykiem (tuńczyk, awokado, ser filadelfia, masago) - 20 zł.
2 x sake nigiri (łosoś) - 14 zł.
2 x hot aigamo (marynowana pierś z kaczki, z sosem chili i szczypiorkiem) - 32 zł.
Herbata zielona z wiśnią - 10 zł.
Suma: 162 zł.
ŚREDNIA NASZYCH OCEN: 3.88
ADRES: Poznań, ul. Święty Marcin 9
INTERNET: www.violetsushi.pl








































