poniedziałek, 13 września 2010

Rozstrzygnięcie meksykańskiego konkursu Zjeść Poznań i pubu SOMEPLACE ELSE

Kiedy wróciliśmy z wakacji, niemal od razu sprawdziliśmy nadesłane na konkurs zgłoszenia. Szczerze mówiąc nie było ich wiele, dlatego pozwoliliśmy sobie na małe facebookowe przypomnienie i sugestię co do odnalezienia motywów meksykańskich w domowych warunkach. Przyznajemy, że naprawdę zaskoczyliście nas kreatywnością. Otrzymaliśmy kilka świetnych zdjęć prosto z dalekich wakacji, ale summa summarum wyróżniliśmy te, które w najbardziej twórczy, a zarazem estetyczny sposób spróbowały sprostać zadaniu. Nie obyło się oczywiście bez zaciętych dyskusji, ale ostatecznie udało nam się osiągnąć porozumienie (oddzielnie wytypowaliśmy po pięć najlepszych naszym zdaniem fotografii, a następnie każdy przyznał od 1 do 5 punktów swoim faworytom). Jakoś tak wyszło, że zwycięskimi pracami okazały się te, wykorzystujące motywy kulinarne. Cóż, może to działania podświadomości, ale w końcu nie prowadzimy bloga motoryzacyjnego ;) Chcąc jednak docenić wysiłek każdego z Uczestników konkursu (wkrótce stworzymy i opublikujemy kolaż z pozostałych prac), wraz z pubem SomePlace Else przygotowaliśmy wspólne spotkanie, o którego terminie poinformujemy Was via e-mail. Przede wszystkim gratulujemy jednak trzem Zwycięzcom, których wyróżnione fotografie zamieściliśmy poniżej. Ponadto, do jutrzejszego południa trwa zabawa dla naszych znajomych na Facebooku, w której można wygrać jeszcze jedno zaproszenie do pubu SomePlace Else - tym razem o wartości 50 zł.

I wyróżnienie - zaproszenie o wartości 150 zł - Dudek (fot. nr 1)
II wyróżnienie - zaproszenie o wartości 100 zł - Matka_Wariatka (fot. nr 2)
III wyróżnienie - zaproszenie o wartości 75 zł - Szpinat (fot. nr 3)



A tutaj obiecany kolaż :)


wtorek, 24 sierpnia 2010

Meksykański konkurs Zjeść Poznań i pubu SOMEPLACE ELSE

Zapraszamy Was do udziału w konkursie na najciekawsze zdjęcie o konotacji meksykańskiej, który odbywa się pod patronatem pubu SomePlace Else. Aby wziąć w nim udział należy zapoznać się z regulaminem dostępnym poniżej, zrobić zdjęcie, które w jakikolwiek sposób haczy o Wasze skojarzenia odnośnie Meksyku (lub tego co z nim związane - zwyczaje, kuchnia, fauna i flora, barwy narodowe itp.) oraz wysłać je do 10 września (włącznie) na adres zjescpoznan@gmail.com Spośród nadesłanych fotografii wybierzemy trzy naszym zdaniem najciekawsze, opublikujemy je na blogu, a ich Autorów nagrodzimy zaproszeniami do pubu SomePlace Else, gdzie przez cały wrzesień będzie trwać Fiesta Mexicana:

I wyróżnienie - zaproszenie o wartości 150 zł.
II wyróżnienie - zaproszenie o wartości 100 zł.
III wyróżnienie - zaproszenie o wartości 75 zł.

Zaproszenia dotyczą całego menu pubu SomePlace Else i będzie je można wykorzystać do 30 września 2010 r. Dodatkowo po opublikowaniu zwycięzców zorganizujemy małą zabawę dla naszych znajomych na Facebooku, w której nagrodą będzie jeszcze jedno zaproszenie - tym razem o wartości 50 zł.

Tegoroczna Fiesta Mexicana to m.in. enchiladas, jalapenos, tostados, empanadas, burritos i fajitas. Zapowiada się zatem niezwykle smakowita uczta, co już dziś możemy zobaczyć na facebookowym profilu SPE. Zresztą coś o tym wiemy, bowiem dotarliśmy na zeszłoroczną edycję, o której więcej poczytacie tutaj, a która w skrócie wyglądała tak...


REGULAMIN KONKURSU:
1. Zadanie konkursowe polega na wykonaniu, a następnie przesłaniu fotografii o konotacji meksykańskiej.
2. W konkursie weźmie udział każdy, kto do 10 września 2010 r. (włącznie) prześle zdjęcie drogą elektroniczną na adres zjescpoznan@gmail.com
3. Fotografia powinna być opatrzona pseudonimem autora, którym opatrzona zostanie publikacja. Uczestnik konkursu zobowiązany jest podać także – do wiadomości organizatorów – swoje imię i nazwisko.
4. Każdy uczestnik konkursu może nadesłać tylko jedno zdjęcie, które weźmie udział w konkursie, a wysłanie fotografii jest jednocześnie wyrażeniem zgody na:
a) jej publikacje na stronach serwisu Zjeść Poznań oraz na wykorzystanie jej na wszelkich polach eksploatacji określonych w art. 50 ustawy z dnia 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych, bez prawa nadania dodatkowego wynagrodzenia poza przyznanymi nagrodami.
b) przetwarzanie przez serwis Zjeść Poznań podanych w zgłoszeniu konkursowym danych osobowych uczestnika na potrzeby procesu rekrutacji związanego z konkursem.
5. Zdjęcie nadesłane na konkurs musi w całości stanowić oryginalna twórczość uczestnika konkursu, nie może stanowić plagiatu, być kopią innych utworów lub ich fragmentów, lub być w jakikolwiek inny sposób obciążona prawami na rzecz osób trzecich. Pełnia praw autorskich i majątkowych musi przysługiwać osobie biorącej udział w konkursie.
6. Nadesłane zdjęcia oceniane będą przez prowadzących serwis Zjeść Poznań, którzy wybiorą trzy najciekawsze zdjęcia i przyznają ich autorom nagrody w postaci zaproszeń do pubu SomePlace (I wyróżnienie - zaproszenie o wartości 150 zł; II wyróżnienie - zaproszenie o wartości 100 zł; III wyróżnienie - zaproszenie o wartości 75 zł), przy czym nagrody nie podlegają wymianie na równowartość w pieniądzu.
7. Nagrodzone zdjęcia zostaną opublikowane w serwisie Zjeść Poznań i opatrzone pseudonimami autorów.
8. Ogłoszenie wyników będzie miało miejsce 13 września 2010 r., na stronach serwisu Zjeść Poznań. Laureaci zostaną powiadomieni o przyznaniu nagrody droga e-mailową. Decyzje prowadzących serwis Zjeść Poznań są ostateczne i żadne reklamacje ich dotyczące nie będą uwzględniane.
9. Imienne nagrody będzie można odebrać po okazaniu dokumentu tożsamości w recepcji poznańskiego Hotelu Sheraton od chwili ogłoszenia wyników do 30 września 2010 r.

Tyle tradycyjnych formalności. Jeżeli macie jakiekolwiek pytania, zapraszamy do kontaktu dzisiaj do godz. 16:00, bowiem wybywamy na wakacje, życząc Wam jednocześnie miłej zabawy :)

ADRES: Poznań, ul. Bukowska 3/9 (Hotel Sheraton)
INTERNET: www.poznan.someplace-else.pl
FACEBOOK: SomePlace Else

Bookmark and Share

środa, 18 sierpnia 2010

IV Ogólnopolski Festiwal Dobrego Smaku

Od 12 do 15 sierpnia na poznańskim Starym Rynku odbywał się IV Ogólnopolski Festiwal Dobrego Smaku. My dotarliśmy na miejsce w sobotę i postanowiliśmy przegotować dla Was krótką relację. A wyglądało to mniej więcej tak...


ONA:
Nie ma chyba sensu przekonywać kogokolwiek, że Festiwal Dobrego Smaku to inicjatywa zacna i niezwykle wartościowa. Większość z nas doskonale zdaje sobie sprawę jakie bogactwo kryją produkty regionalne i jak ważnym jest kultywowanie tradycji kulinarnych. Problem tkwi wyłącznie w codziennej dostępności i cenie tych specjałów. Te dwie sprawy w przypadku Festiwalu schodzą na dalszy plan, bo po pierwsze atmosfera święta towarzysząca takim przedsięwzięciom skłania do żywszego sięgnięcia do portfela, a i większość smakołyków dostępna jest dosłownie na wyciągnięcie ręki. Mówisz – masz (w właściwie płacisz - masz). Powiedzieć i dostać można było zatem: chleb na zakwasie, szaszłyki, kiełbasę z grilla, oscypki, wina, sery zagrodowe, miód, chrzan, wędliny, ogórki kiszone, wędzone ryby, piwa belgijskie, piwa lokalne, lody, oliwki, frytki belgijskie itd. I to naprawdę nie wszystko. Po zrobieniu kilku okrążeń wokół rynku znalazłam w końcu moich faworytów. Były to sery zagrodowe i tłoczony na zimno olej rzepakowy. Zarówno sery jak i olej były zaskakująco smaczne. Na liście faworytów znalazłyby się zapewne i tradycyjne lody, które mieliśmy spróbować po przejściu pozostałych stoisk. Niestety co niewybaczalne, zapomnieliśmy :(

Pozytywy płynące z Festiwalu można mnożyć bez końca jednak jestem pewna, że każdy, nawet jeśli tam nie był jest w stanie wymieniać je w ciemno, dlatego nieco przewrotnie do beczki miodu dodam łyżkę dziegciu. Po pierwsze, kwestia wystawiających się restauracji. Nie wiem czy ktoś z Was się skusił na dania serwowane z podgrzewaczy, ale mam wrażenie, że taka forma to raczej nie promocja, a samobój dla restauracji. Z pewnością w lokalu można zjeść smaczniej i w bardziej komfortowych warunkach. Tradycyjne dania w tym wypadku raczej zniechęcały niż zachęcały. W moim odczuciu na tym polu pomysłowością wyróżniły się dwie restauracje: Toga i Patio. Toga, które już we wrześniu ma zostać reaktywowana w nowym miejscu, postawiła na ostrygi. Plus dla nich, proste i dla wielu ludzi nieznane i ciekawe (dla tych, którzy na Festiwalu nie byli dodam, że Pani otwierająca muszle naprawdę miała co robić). Patio natomiast postawiło na galettes i to również uważam za strzał w dziesiątkę, bo te bretońskie (swoją drogą bretońskie były również ostrygi) naleśniki można przygotować na świeżo na oczach klienta. Tym samym obie restauracje wskoczyły na listę „do odwiedzenia w najbliższym czasie”. Być może ktoś się skrzywi, że promuję restauracje, które akurat nie postawiły na polską kuchnię, ale mając do wyboru odgrzewane mięsiwa, albo wymęczone pierogi (akurat to danie w mojej rodzinie otoczone jest najwyższą czcią) to naprawdę galettes i ostrygi skusiłyby mnie na pierwszym miejscu. Co do pierogów, to dałam się namówić na jednego podawanego na ulicy przez bardzo sympatyczną Panią z Gospody Pod Koziołkami i przyznaję uczciwie, że nie był zły, ale od domowego ideału daleki. Aby podbudować w sobie lekko zachwiany lokalny patriotyzm skusiłam się na lokalne piwo (rezygnując z jednego z bardziej ulubionych piw belgijskich). Browar ze Wschowy etykietami na butelkach bynajmniej nie zachęcał (chociaż gdyby się nad tym głębiej zastanowić, te "biuściaste" Słowianki miały swój urok), ale naczytałam się kiedyś o ich piwie dworskim (którego akurat nie mieli) i postanowiłam skusić się na ich zwykłe, jasne. Cóż, piwo może nie było złe, ale pomyślałam, że zostawia taki dziwny posmak, który kojarzył mi się z lizolem. Zanim to jednak zdążyłam powiedzieć Marcin zakomunikował mi, że to piwo ma posmak szpitala – coś w tym zatem musi być. Wracając jednak do słabych stron samego Festiwalu, to od razu wyjaśniam, że wszelkie idylliczne opowieści o spokojnym przechadzaniu się pośród stoisk i długie, ciekawe rozmowy z wystawcami o ich produktach można wsadzić między bajki. Wiem, brzmiałoby to dobrze, ale tak nie było. Wystawcy (nie wszyscy) na jakiekolwiek pytania odpowiadali rzeczowo, ale zdawkowo i w większości wysyłali czytelne sygnały, że są zbyt zmęczeni na rozmowę. Wyznam przy tym, zapewne ściągając na siebie gromy (lub przynajmniej docinki, że taka skaza mojego pokolenia), ale dużo więcej o niektórych produktach dowiedziałam się z Internetu, aniżeli z rozmowy na Festiwalu.

Podsumowując, w żadnym wypadku nie bojkotuję tej zacnej inicjatywy. Nawet jeśli sobie trochę ponarzekam i nawet jeśli natura pokarała mnie bardzo niską tolerancją na tłumy (a wierzcie mi, że przez większą część Festiwalu chcąc nie chcąc jest się przedmiotem i sprawcą ocierania) to jestem bardzo zadowolona, że takie fajne wydarzenie odbywa się również w Poznaniu i na pewno będę się na nim zjawiać regularnie. Mam przy tym nadzieję, że w przyszłym roku będzie jeszcze ciekawiej.

PS Usilnie szukałam stanowiska z serami Ziemianina z Wielkopolski. Nie znalazłam, może udało się to komuś z Was?


ON:
Festiwal Dobrego Smaku nie tylko zawładnął na kilka dni połową Starego Rynku, ale co ważniejsze, zawładnął też wyobraźnią sporej części poznaniaków. Od kilku dni zewsząd bowiem słyszałem, że albo ktoś się na festiwal wybiera, albo właśnie z niego wraca, albo że musimy tam koniecznie dotrzeć. Mam wrażenie, że w opinii tych wszystkich nam życzliwych, fakt że współtworzę blog o zabarwieniu gastronomicznym determinował tezę, iż będę jednym z piewców tegoż festiwalu. Tymczasem muszę Was rozczarować, bowiem z trudem skleciłem 4 linijki tekstu bez słowa krytyki wobec IV edycji OFDS.

Uwagę właściwie mam tylko jedną, acz zasadniczą - dla mnie to nie był festiwal, tylko targ, gdzie liczył się klient, pieniądz i zysk. Ale po kolei. Gdy weszliśmy na Stary Rynek od strony Padarewskiego, pierwsze rzuciły mi się w oczy stoiska kilku poznańskich restauracji (m.in. Mosaica, Sushi Sapporo, Cactus Factoria oraz La Scala). Jestem miłośnikiem restauracji, ale do teraz nie bardzo rozumiem na co wymienione restauracje liczyły? No bo chyba nie na to, że wyłożę pieniądze, aby dostać okrojone menu, gotowe dania z podgrzewaczy, plastikowe sztućce i możliwość poszukania sobie wolnego miejsca. Która restauracja wypadła najlepiej? Broniło się Patio, o czym wspominała już Ania. Ja jednak wskazałbym na Gospodę Pod Koziołkami. Nie zauważyłem co prawda jej stoiska (zapewne nie zapłaciła stosownej koncesji, a tym samym nie była restauracją festiwalową), ale doceniam pomysł, który pokazał, że jednak można. Otóż na płycie rynku, w okolicach restauracji krążyły oryginalnie ubrane Panie kelnerki z tacami pełnymi rozmaitych pierogów, którymi to częstowały przechodniów. Może i było to trochę podczepienie się pod festiwalową otoczkę, niemniej bardziej cenię restauratora, który wyda tysiąc złotych na degustację w myśl zasady – jak nie spróbują, to nie kupią - niż tego, który wyda te pieniądze na festiwalowe stoisko, a później liczy po kilka złotych za każdą kromkę ze smalcem. I choć liczyli wszyscy, to tu i ówdzie można było uszczknąć, a to kawałek chleba z oliwą, skrawek oscypka, a to okruchy owczego sera zagrodowego, plaster kiełbasy z Lubelszczyzny, naparstek browaru, kilka kropel wina austriackiego (Dionizosie miej w opiece Pana Mielżyńskiego, który na swoich degustacjach nalewa co najmniej pięćdziesięciokrotność tego i nie pobiera kaucji za kieliszek), tudzież kilkanaście kropel wina greckiego. Najszczodrzej było u Belgów, gdzie obok piwa leżały puste opakowania, które można było wypełnić frytkami w pobliskim Bel Frit. Kreśląc festiwalowy krajobraz, pozwolę sobie nadmienić, że pośród licznych budek z szaszłykami swoistą perełką było wielce oblegane stoisko z ostrygami. Z tego co widziałem, to wielu poznaniaków miało okazję spróbować tam swoją pierwszą w życiu ostrygę, a że sam ostrygi lubię, to szczerze cieszyła mnie ta otwartość na nowe smaki. Moimi osobistymi faworytami imprezy pod względem smaku pozostają jednak mazurskie sery zagrodowe oraz prawdziwe wędliny z Lubelszczyzny (choć najmniej strojne stoisko wędlin, to nie okiem należało oceniać jego wartość). Dzień był fajny i towarzystwo miłe, zatem i przez palce możecie patrzeć na moje krytyczne uwagi. Swoistego uroku chwili dodało też piwo smakującego szpitalem (super kojarząca mi się nazwa browaru, niemniej beznadziejne etykiety) twarda, jak kamień bułka na zakwasie oraz widok Pana Cejrowskiego, który podpisywał swoje książki :)

Ktoś powie, że to jednak nie targ, a festiwal, bowiem były też specjalne sesje tematyczne oraz pokazy kulinarne. Ja odpowiem, że sesje były, ale zamknięte, płatne, biletowane i tylko na kilkadziesiąt osób. Jeden pokaz kulinarny sam zresztą śledziłem i choć nie pamiętam, co przygotowywano (wspomniano o tym tylko raz), to pamiętam z jakiej restauracji był szef kuchni (wspominano o tym regularnie co 60 sekund). Widzę po prostu pewne zachwianie proporcji, ale sam nie wiem, czy uwagi te odnoszą się bardziej do działań organizatora, czy mentalności wystawców. Nie mnie w to zresztą wnikać. Ja oceniam tylko efekt końcowy i żywię nadzieję, że następne edycje będą coraz to bardziej udane i Poznań doczeka się festiwalu przez przez duże F. Zaświadczam bowiem, że dobre smaki już mamy, ale festiwalowe póki co były tylko frytki ;)

PS  Cześć komentatorów błędnie zakłada, że na festiwalu chodziło mi wyłącznie o darmową wyżerkę, a moje rozczarowanie imprezą wynika z faktu, że takowej nie było. Ale czy gdybym był darmozjadem, to odwiedziłbym w ciągu roku ponad 40 poznańskich restauracji, z których większość do najtańszych nie należała? Wyjaśniam zatem, że darmozjadem nie jestem, za to każdy festiwal, jeżeli chce się takim nazywać, powinien wnosić za sobą jakąś wartość dodatnią, jakąś promocję - coś zachęcającego - tak jak np. I Festiwal Włoskich Smaków. Tylko tyle i aż tyle!


KOSZTORYS: wstęp wolny, degustacje i zakupy płatne indywidualnie

ADRES: Poznań, Stary Rynek
INTERNET: www.ofds.pl

Bookmark and Share
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...