niedziela, 6 grudnia 2009

Zmiany

Zjeść Poznań istnieje już ponad dwa miesiące. W tym czasie pojawiło się kilka kwestii odnośnie organizacji bloga. Postanowiliśmy zatem wprowadzić trzy istotne zmiany.

SKALA OCEN
W pierwszej kolejności przeorganizowaliśmy skalę ocen. Przy wcześniej obowiązującym założeniu, że 5 to ideał, wszystkie dobre restauracje uplasowały się w okolicach 4, co rozmydliło ogólny obraz. Braliśmy pod uwagę skalę 6 i 10 stopniową. Ostatecznie jednak wybraliśmy 6 stopniową, gdyż ta może być odbierana bardziej intuicyjnie, przez odwołanie do ocen szkolnych. W związku z tym, przejrzeliśmy dotychczasowe noty dostosowując je do nowej skali.

ZAKAZ FOTOGRAFOWANIA
Druga kwestia pojawiła się podczas wizyty w mini tawernie Meze, gdzie nie otrzymaliśmy zgody na fotografowanie. W chwili obecnej skupimy się zatem na tych restauracjach, które wyrażają zgodę na robienie zdjęć, są przez to bardziej przyjazne i grają w otwarte karty. Wierzymy przy tym, że są to miejsca, których właściciele znają wartość prowadzonego interesu. Reszta restauracji trafi na tzw. czarną listę, którą umieszczamy na samym dolę strony. Jeżeli jednak z jakichś powodów właściciel lub menedżer danej restauracji uzna, że nie ma nic do ukrycia, to usuniemy restaurację z listy i z przyjemnością odwiedzimy jej podwoje. Z czasem może się zdarzyć tak, że opiszemy, wszystkie lokale, które zezwalają na fotografowanie lub też wszystkie następne zaczną nam tych zdjęć odmawiać. Wówczas zaczniemy odwiedzać lokale ze wspomnianej listy, a nasze posty ograniczą się do opisów tekstowych oraz zdjęcia z zewnątrz lokalu oraz zamówionych dań.

TOP 5
Ostatnia z wprowadzonych zmian dotyczy zebrania najlepszych naszym zdaniem restauracji w jednym miejscu i tym samym umożliwienie Wam szybkiego do nich dotarcia. Tak powstało TOP 5, które możecie odnaleźć w sidebarze, po prawej stronie.

Cały czas myślmy nad dalszymi udoskonaleniami. Nie ukrywamy przy tym, że liczymy w tej kwestii również na Wasze pomysły i sugestie.

Bookmark and Share

wtorek, 1 grudnia 2009

CORCOVADO cafe restaurant / ocena 4.41

Tak się szczęśliwie składa, że raz do roku, w listopadzie mamy wspólne święto. Dlatego też, szukając kolejnego pretekstu do restauracyjnego wypadu, postanowiliśmy uczcić nasze urodzino-imieniny w Corcovado.


ONA:
Mam słabość do rodzinnych interesów. Niezmiennie ujmuje mnie klimat miejsc samodzielnie prowadzonych przez właścicieli. Zazwyczaj ci ludzie wkładają w swoją pracę więcej serca, niż przypadkowo zatrudnione osoby. Często jest to także interes ich życia, w który zainwestowali swój dorobek i któremu poświęcają całą swoją uwagę. Lubię też wiedzieć komu płacę i kto na moich zakupach korzysta. Jak najczęściej staram się odwiedzać osiedlowe sklepiki, małe księgarnie i kioski. Nieczęsto jednak trafiam na restauracje, które wpisują się w ten trend. Tym bardziej ujęło mnie Corcovado, w którym, jak się domyślam, pracują właściciele lokalu.

Restauracja ta, choć umiejscowiona w pobliżu Starego Rynku, jest dość niepozorna i łatwo ją przeoczyć. Wnętrze jest przyjemne, konsekwentnie utrzymane w kolorystyce waniliowo – ceglasto - brązowej. Surowe ściany z odsłoniętymi, wiekowymi cegłami, wygodne siedziska, drewniany bar i stoły przykryte kremowymi obrusami (które nie wywołują takiego stresu jak te białe) tworzą spójną całość. Jest oczywiście kilka elementów, których pozbyłabym się bez wahania. Obrazki na ścianach, lodówka coca coli i koszmarny, porcelanowy aniołek, który z parapetu spoglądał mi prosto w talerz. Z powodu tego niepozornego aniołka przez cały posiłek przyszło mi do głowy kilka aktów wandalizmu, z roztrzaskaniem aniołka o podłogę włącznie. W ogólnej ocenie, te nie do końca udane dodatki nie stanowią jednak większego problemu. Skomponowanie posiłku było dla mnie małym wyzwaniem, ponieważ kusiło wiele dań z tatarem z łososia z czerwonym kawiorem i zupą rybną na czele. Ostatecznie zdecydowałam się na bruschetty (grillowane pieczywo z pomidorami w marynacie z octu balsamicznego) i małże w białym winie (okazało się, że właśnie dzisiaj była świeża dostawa). Starter nie powalił mnie na kolana, ale zjedzenie go z pewnością mogę zaliczyć do przyjemności. Przyznam wprawdzie, że pomidory były potraktowane baaardzo solidną porcją czosnku, ale osoby, które uwielbiają czosnek tak bardzo jak ja, nie będą miały z tym problemu. Właściwie to cały posiłek upłynął mi pod znakiem pomidorów, bo choć spodziewałam się małży w białym winie ze śmietaną i zieloną pietruszką, dostałam małże, które bardziej odpowiadały tym, podawanym na sposób prowansalski. Bez względu na to były przepyszne i wprost rozpływały się w ustach. Do posiłku dostaliśmy również koszyk z pieczywem i ziołowe masło. Gdybym miała się jednak do czegoś przyczepić, to właśnie do tego pieczywa, które było blade i smętne. Z racji tego, że od trzeciego czwartku listopada minęło zaledwie kilka dni, zdecydowaliśmy się na Beaujolais Nouveau. Wino średnio pasowało do wybranego przeze mnie zestawu, jednak postanowiłam przymknąć oko na walory smakowe (które w przypadku tego młodego trunku maja znaczenie drugorzędne) i po prostu poniewczasie oddać się magii święta Beaujolais!

Corcovado z czystym sumieniem mogę polecić wszystkim, którzy szukają przyjaznej, wręcz rodzinnej atmosfery i smacznego jedzenia. Fantastyczna obsługa i klimat naprawdę mnie urzekły. Każda z osób pracujących w restauracji jest czarująca na swój niepowtarzalny sposób. Lekko zblazowany kucharz, obsługująca Pani (zapewne właścicielka), która w bezpretensjonalny sposób zwróciłaby się per „kochanie” nawet do mordercy niewiniątek i przesympatyczny barman, który z autentyczną radością pokazał nam zimowy ogródek i opowiedział o choinkach, grzanym winie i innych zimowych specjałach, które wkrótce pomogą wyczarować tam grudniową atmosferę. Nie wiem nawet jak i kiedy dowiedziałam się o tej restauracji całkiem sporo, bez żmudnego „ciągnięcia za język”. Bez problemu pozwolono nam również zrobić zdjęcia. Ludzie, którzy tam pracują chyba po prostu wiedzą, że wykonują kawał dobrej roboty i nie mają nic do ukrycia, ani tym bardziej nie mają się czego wstydzić!

Jedzenie: 4+
Obsługa: 4+
Wystrój: 4+
Jakość do ceny: 4+


ON:
Gdy przechodziliśmy w porze obiadowej przez Stary Rynek i jego okolice, to zauważyłem, że w dużych, z rozmachem urządzonych i modnych lokalach był niemal komplet gości. Gdy dotarliśmy do niewielkiego i niepozornego Corcovado było zgoła odmiennie - tylko cztery osoby rozmawiały sobie spokojnie przy sąsiadujących stolikach. Jako, że byliśmy już tam kiedyś, to rozpoznałem, że trójka ze wspomnianych osób, to obsługa restauracji, która konwersuje z zaprzyjaźnionym gościem. Atmosfera od razu mnie ujęła. Pewny do końca nie jestem, ale cała obsługa sprawia nieodparte wrażenie dwupokoleniowej rodziny, która podzieliła się między sobą rolami - Pani kelnerka oraz Panowie - kucharz i barman.

W tej życzliwej, bezpretensjonalnej i swojskiej atmosferze zamówiłem włoską zupę cebulową z grzankami oraz polędwicę wieprzową w sosie z zielonego pieprzu. Do posiłku domówiliśmy także po kieliszku czerwonego wina - Beaujolais Nouveau Bouchard Pere & Fils. Bardzo smaczna, dobrze doprawiona i gorąca zupa została podana w tradycyjnym żaroodpornym naczyniu, w którym wcześniej została zapieczona. Choć w zupie pływały grzanki, to i tak podjadałem do niej podane nam białe pieczywo z masłem ziołowo-czosnkowym. Na drugie danie dostałem z kolei dwa słusznej wielkości, dobrze wysmażone kawałki delikatnej polędwicy z przepysznym, ciekawym i podgrzanym sosem z zielonego pieprzu, który znajdował się w osobnej miseczce. Zarzuty co do jedzenia mam dwa. W jednym kawałku mięsa natknąłem się bowiem na małą niejadalną żyłkę, która obniżyła komfort smakowania. Druga sprawa to dość uboga oferta dodatków w postaci bardzo skromnej porcji warzyw oraz trochę biednie wyglądających dwóch połówek upieczonego ziemniaka. Zwróciłem też uwagę, że wino było nazbyt schłodzone. Wszystko to jednak detale przy tym, że czuliśmy się tam naprawdę dobrze i tak też nas nakarmiono. Chciałoby się bywać tam częściej, ale muszę wspomnieć, że uczta w Corcovado do najtańszych nie należy. W miarę możliwości, będę tam jednak zaglądał.

Polecam restaurację Corcovado wszystkim miłośnikom dobrej kuchni. Szczególnie jednak polecam tym, którzy zechcą zejść na chwile z modnych i utartych szlaków gastronomicznych i będą w stanie docenić niepowtarzalną atmosferę tego miejsca. Ja, jak najbardziej doceniam!

Jedzenie: 4+
Obsługa: 5-
Wystrój: 4
Jakość do ceny: 4


KOSZTORYS:
Bruschetta - 16 zł.
Włoska zupa cebulowa z grzankami - 12 zł.
Małże w białym winie - 39 zł.
Polędwica wieprzowa w sosie z zielonego pieprzu - 38 zł.
Beaujolais Nouveau Bouchard Pere & Fils 0,15 x 2 – 24 zł
Woda gazowana Kropla Beskidu 0,25 - 5 zł.
Suma: 134 zł.

ŚREDNIA NASZYCH OCEN: 4.41

ADRES: Poznań, ul. Wroniecka 16

Bookmark and Share

środa, 25 listopada 2009

FAST WOK thai lunch bar / ocena 4.00

W Pasażu Apollo swoje podwoje otworzył niedawno pierwszy w Poznaniu lokal z kuchnią tajską. Długo oczekiwaliśmy na tajskie specjały w naszym mieście, dlatego ciekawi wrażeń, postanowiliśmy odwiedzić Fast Wok.



ONA:
Gdybym miała na koncie grube miliony, otworzyłabym w Poznaniu kilka nowych restauracji. Nie żeby było ich w naszym mieście za mało, po prostu konsekwentnie otwierałabym takie, których obecnie mi brakuje. Jednym z moich typów byłby lokal z kuchnia tajską. Owszem, kilka suszarni posiada w menu skromny wybór tajskich dań, tu i ówdzie można też spróbować azjatyckiej "smażonki" z woka. Marzyłoby mi się jednak miejsce z tajskim wystrojem, klimatem, kucharzem, muzyką i kelnerkami o orientalnej urodzie, przyprawiającej mężczyzn o przyspieszone bicie serca. Pocieszam się jednak, że na zachodzie Europy restauracje tajskie są niezwykle popularne, więc prawdopodobnie pojawienie się takich w Poznaniu jest tylko kwestią czasu (a ja nie muszę kombinować skąd wziąć te miliony, uff ;)).

Nie pamiętam już, jak trafiłam na informacje o Fast Wok'u. W pierwszym momencie, kiedy przeczytałam, że to miejsce z kuchnią tajską bardzo się ucieszyłam, nazwa knajpki sprowadziła mnie jednak na ziemię. Tak czy inaczej chciałam ją wypróbować. Fast Wok mieści się w Pasażu Apollo. Zdaje się, że wcześniej była tam jakaś kawiarnia i trudno oprzeć się wrażeniu, że obecny wystrój to wypadkowa pozostałości po wcześniejszym lokalu i eksperymentów nowego właściciela - kolorystyka utrzymana w tonacji beżów i pastelowych fioletów, proste drewniane stoły, kilka zdjęć na ścianach i bardziej zaciszny, kanapowy klimat na piętrze. Prosto, czysto i schludnie, choć mało orientalnie. Z sali na dole, obserwować można pracujących kucharzy – dobry widok na otwartą za barem kuchnię. Początkowo byliśmy jedynymi klientami. Sytuacja ta jednak szybko uległa zmianie. I tutaj zaczął się mały problem. Otwarta kuchnia i słaba wentylacja sprawiła, że lokal bardzo szybko przesiąknął ciężkim zapachem smażonych potraw. Nie tylko lokal, ale także moje włosy i ubranie. Z menu wybrałam zupę curry i danie Chop Suey. Zupa oznaczona była jako średnio pikantna, czyli tak jak lubię. Lekko piekący płyn o smaku curry z krewetkami i dość bogatym zestawem warzyw (między innymi marchew, fasolka, cukinia) był sycący i rozgrzewający. Danie główne zamówiłam z makaronem Chow Mein, na skutek pomyłki kelnera zamiast makaronu dostałam ryż. Pan z obsługi wyraził jednak gotowość do naprawienia błędu, nie było jednak takiej potrzeby. Początkowo to łagodne danie wydawało mi się trochę bez wyrazu. Jednak było to krótkotrwałe wrażenie po zjedzeniu pikantnej i bardzo wyrazistej zupy. Z czasem warzywa (kukurydza w kolbach, papryka, zielona fasolka, pędy bambusa) w łagodnym sosie sojowo-sezamowym zaprezentowały pełne bogactwo smaku – wytrawny przechodził nagle w łagodną słodycz i na odwrót, a uprażone ziarenka sezamu delikatnie chrupały między zębami.

Z podsumowaniem mam problem, bo knajpka jest fajna, jedzenie bardzo smaczne, a obsługa sympatyczna, choć może pomylić zamówienie. Wystrój nie powala, ale też nie drażni. Zaraz też ściągnę na swoją głowę kolejne gromy, ale w menu strasznie brakowało mi piwa, które byłoby doskonałym dopełnieniem mojego posiłku. Najgorszy był ten nieznośny zapach. Jeżeli jednak jest to dla Was sprawa marginalna, to na jedzenie naprawdę warto się skusić.

Jedzenie: 4
Obsługa: 4-
Wystrój: 3-
Jakość do ceny: 4+



ON:
Restauracja Fast Wok z zewnątrz prezentuje się niezbyt okazale. Wewnątrz jest już lepiej, chociaż trochę nie na temat. Parter jeszcze, jeszcze, ale piętro już zupełnie odbiega stylistyką od wszystkiego co azjatyckie. Wygląda to tak, jakby właściciele restauracji przejęli lokal po mieszczącej się tutaj kawiarni i nie zmienili w nim nic poza kuchnią. Zdecydowaliśmy się na miejsce na piętrze. Całkiem słusznie spodziewaliśmy się, że okupimy swój wybór lekką niewygodą jedzenia w kawiarnianych fotelach przy kawiarnianym stoliku. Kameralność piętra jednak przeważyła.

Po przejrzeniu menu, w którym oprócz kuchni tajskiej zauważyłem dania japońskie oraz indonezyjskie, zamówiłem zupę kokosową z kurczakiem, a także - Yaki Soba (wołowinę z makaronem ryżowym i krewetkami w delikatnym sosie sojowym). Zarówno zupa, jak i danie główne zostały podane w głębokich, nowoczesnych i białych naczyniach. Na zupę nie czekaliśmy ani 3 minut, ale na danie główne oczekiwanie wydłużyło się już do dobrych 20 minut. Jest to o tyle dziwne, że nazwa lokalu nawiązuje do szybkości podawanego tam posiłku. Warto jednak czekać. Spora porcja zupy kokosowej w której pływały warzywa, kawałki kurczaka i liście limonki kafir, była jak najbardziej smaczna, choć jak dla mnie zbyt delikatna. Następnym razem zdecyduję się jednak na pikantniejszą zupę curry, którą spróbowałem od mojej towarzyszki. Do zupy dobiorę także krewetki, zamiast kurczaka, bowiem z każdą zupą jest tak, że za dopłatą 3 złotych można dokonać takiej roszady. Danie główne było z kolei majstersztykiem. Nie spodziewałem się, że w Poznaniu można dostać takie danie za zaledwie kilkanaście złotych. Mimo, że w otwartej kuchni nie zauważyłem nikogo o azjatyckich rysach, to moja pieczołowicie wysmażona potrawa zawierała wszystko co dobre - przepyszny makaron ryżowy (a przecież nie należę do miłośników makaronów, nad które przekładam ryż, ziemniaki, a nawet frytki), słusznie przyprawione kawałki wołowiny, kilka całkiem sporych krewetek i świeże warzywa. Naprawdę niebo w gębie! Tylko nic o obsłudze napisać nie mogę, gdyż nie wyróżniała się ani w jedną, ani w drugą stronę. Gdybym miał im jednak coś doradzić, to wolałbym, aby to oni bardziej służyli radą wobec klientów, którzy dotarli tam po raz pierwszy i są zdezorientowani względem azjatyckiego menu. Muszę również wspomnieć o największej wadzie lokalu, bowiem gdy w porze lunchu pojawiło się więcej gości, to cały lokal wypełnił się chmurami dymu z kuchni. Nawet przy otwartym przez klientów oknie, widziałem jak przez mgłę, szczypały mnie oczy, a całe ubranie aż do wieczora przypominało mi oraz mojemu otoczeniu o wizycie w Fast Wok. Trochę też szkoda, że restauracja nie ma koncesji na sprzedaż alkoholu. Nieśmiało jednak liczę, że z nowym rokiem się to zmieni.

Z moich dotychczasowych doświadczeń wynika, że poza barami sushi, jest to najlepszy kulinarny kawałek Azji w Poznaniu. Jestem przy tym przekonany, że jedzenie tam serwowane przysporzy restauracji Fast Wok sporej klienteli. Mam jednak wielką nadzieję, że uzyskane w ten sposób dochody pozwolą właścicielom polepszyć warunki lokalowe.

Jedzenie: 5
Obsługa: 3+
Wystrój: 3
Jakość do ceny: 5+



KOSZTORYS:
Zupa curry z krewetkami - 10 zł.
Zupa kokosowa z kurczakiem - 7 zł.
Warzywa w delikatnym sosie sojowo-sezamowym z ryżem - 14 zł.
Wołowina z makaronem ryżowym i krewetkami w delikatnym sosie sojowym - 18 zł.
Woda gazowana Kropla Beskidu 0,3 – 4 zł.
Sprite 0,3 - 4 zł.
Suma: 57 zł.

ŚREDNIA NASZYCH OCEN: 4.00

ADRES: Poznań, ul. Ratajczaka 18 (Pasaż Apollo)
INTERNET: www.fastwok.pl

Bookmark and Share

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...